HOME



Drogi Czytelniku,

Jeśli szczerze interesuje Cię to, co publikujemy, i uważasz, że warto udostępniać ten materiał w wersji polskojęzycznej, a znasz angielski i znajdziesz trochę czasu - zapraszamy do współpracy!

Poszukujemy osób chętnych do współpracy przy przekładzie książki "The Secret History of the World" i do kilku innych projektów.

UWAGA!
Przeczytaj, zanim napiszesz do nas, albo jeśli nie otrzymałeś odpowiedzi.


Napisz do nas...


Kasjopea

Wstęp: 0 - 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Kim są Kasjopeanie?

Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości - Thomas French,
St. Petersburg Times

Najgroźniejsza idea na świecie

Forum Cassiopaea (anglojęzyczne)


- Polska strona Éiriú Eolas


FALA

Część:
0 - 1 - 2 - 3 - 4 -
  - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 -
  - 10a - 10b - 10c -
  - 11 - 11b - 11c -
  - 11d - 11e - 11f -
  - 11g - 11h - 11i - 11i
  - rozdział 22 - 22 b


Psychopatia

Fragmenty "Psychopatologii"
PSYCHOPATA – Maska zdrowia psychicznego
Czym jest psychopata?
Protokoły patokratów
Oficjalna kultura - naturalny stan psychopatii?

Na blogu PRACowniA:

Ponerologia polityczna

Psychopatia Schizoidalna (fragment Ponerologii politycznej)
Charakteropatie - paranoidalne i in.
Ponerologia polityczna (Time for change)
  - cz. 2: Rola ideologii w rozwoju złowrogich reżimów (patokracji)
Nuda albo ekscytacja - rzecz o psychopatach
Strukturalna teoria narcyzmu i psychopatii - Laura Knight-Jadczyk
O "Ponerologii politycznej" - Laura Knight-Jadczyk, cz.1


Ezoteryka

Kasjopeanie odpowiadają na pytania o "Wniebowstąpienie"

Kasjopeanie na temat centrów energetycznych i czakramów - Laura Knight-Jadczyk

Historia seksu i uwagi ogólne - Lama Sing

Okłamywanie się, czyli stan ludzkiej maszyny - Henry See

Pierwsze wtajemniczenie - Jeanne de Salzmann

Rola negatywnych emocji w pracy nad sobą - Laura Knight-Jadczyk

Uwagi na temat niewłaściwej pracy centrów - Maurice Nicoll

Umiejętność rozeznania - Świat wewnątrz diabła

Borys Murawiew - Gnoza - fragmenty

Komentarz na temat "Gnozy" Murawiewa
  - Część 1


9/11 i nie tylko


VIDEO - Atak na Pentagon

Komentarze na temat Ataku na Pentagon - Laura Knight-Jadczyk

Teorie konspiracyjne rozkwitają w Internecie - Carol Morello, The Washington Post

Jakiś potwór tu nadchodzi

Osama, Szwadrony Śmierci i Największe Kłamstwo Wszechczasów


Tajemna historia świata


VIDEO - Tajemna historia świata

książka dostępna w języku:
english - français - espanol

polskim:

* Przedmowa
* Wstęp
* Rozdział 1 (a) (b)
* Rozdział 2 (NOWOŚĆ!)
* Rozdział 3
* Rozdział 4



Wysoka dziwność

książka dostępna w języku:
english - français

* Rozdział 1
* Rozdział 2
* Rozdział 3


Arkadiusz Jadczyk


Nasz BLOG PRACowniA z uzupełniającymi materiałami:

PRACowniA


Sztuka iluzji


Korespondencja
z Czytelnikami


Transkrypty sesji:

Rok: 1994 - 1995 - 1996 - 1997 - 1998-2001

Rok: 2011

Rok: 2012

Stary Index i niezweryfikowane sesje z 1994-95

 



Napisz do nas...


"Nie bójcie się o ścieżkę prawdy, bójcie się o brak ludzi, którzy nią kroczą."
Robert Francis Kennedy


"Przeczytałem dzisiaj wiadomości, o ludzie..."
John Lennon


Tyrania, która osiągnęła największy sukces to nie ta, która używa siły do zapewnienia jednorodności, ale ta, która usuwa ze świadomości inne możliwości i sprawia, że wydaje się niewyobrażalne to, iż istnieją inne drogi, i która usuwa poczucie, że istnieje coś poza tym.
Allan Bloom
Zamykając amerykanski umysł


"Niebezpiecznie jest mieć rację w sprawach, w których ustanowione władze się mylą."
Voltaire


Wiara świadomości jest wolnością
Wiara uczuć jest słabością
Wiara ciała jest głupotą.

Miłość świadomości wywołuje taką samą reakcję
Miłość uczucia wywołuje przeciwną
Miłość ciała zależy jedynie od typu i biegunowości.

Nadzieja świadomości jest siłą
Nadzieja uczuć jest niewolnictwem
Nadzieja ciała jest chorobą.
Gurdżijew


Metoda nauki ezoterycznej jest taka sama jak nauki pozytywnej: obserwacja, krytyczna analiza tejże obserwacji i rygorystyczna dedukcja w oparciu o ustalone fakty.
Murawiew, Gnoza vol.1


Zycie jest religią. Doświadczenia życiowe odzwierciedlają sposób, w jaki wchodzi się w interakcję z Bogiem. Ci, którzy są uśpieni, to ci, którzy prezentują małą wiarę w swych interakcjach z kreacją. Niektórzy myślą, że świat istnieje, by mogli go przezwyciężyć, zignorować lub wyłączyć. Dla tych jednostek światy przestaną istnieć. Staną się oni dokładnie tym, co sami wnoszą w życie. Staną się jedynie snem w 'przeszłości'. Ludzie, którzy zwracają dokładnie uwagę na rzeczywistość obiektywną, na prawo i lewo, staną się rzeczywistością 'Przyszłości'.
Kasjopeanie, 28-09-2002


Otrzymywanie informacji o nowościach na witrynie!

Kanał RSS Kasjopea




Tajemna historia świata

WSTĘP


Podstawy

Tak jak wielu z Was, którzy zdecydowali się nabyć tę książkę, jestem poszukiwaczką tego, co generalnie nazywamy "rozwojem duchowym". I jak wielu z Was, pozostaję w tym trybie poszukiwawczym, odkąd pamiętam - wręcz od urodzenia. Podobnie też jak wielu z Was, w swoich poszukiwaniach "duchowych prawd" natrafiałam regularnie na pojęcie "Wniebowstąpienia" lub inaczej "Wzniesienia".  I w końcu, jak wielu z Was, natknęłam się na różne definicje tego słowa oraz na wiele różnorodnych technik, rzekomo pozwalających na osiągnięcie wyżej wymienionego celu.

W poszukiwaniu zwięzłej definicji i stojącej za tym filozofii zdecydowałam się przeszukać Internet w nadziei odnalezienia wskazówek. Wpisałam słowo "wniebowstąpienie" ze słowem "duchowe" w popularną wyszukiwarkę internetową. Znalazło się 115 tysięcy wyników. Skłoniło mnie to do pytania, dlaczego w tym konkretnym czasie tyle uwagi skupia się na tym temacie?

Cóż, wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. Dzieje się tak z powodu przerażającego stanu świata, w którym żyjemy.

Można by pomyśleć, że reguły prawdopodobieństwa upoważniają do stwierdzenia, że bez żadnego rozumnego wkładu 50% zdarzeń w naszym świecie powinno przynosić ludzkości korzyści. W sposób zupełnie mechaniczny życie na tym świecie powinno wykazywać się pewną "równowagą". Biorąc pod uwagę rozumne decyzje czynienia dobra, wspomniany wskaźnik procentowy mógłby osiągnąć nawet 70%. Znaczyłoby to, że przez tysiąclecia ludzkość powinna była rozwinąć się do takiego stanu bycia, gdzie dobre i pozytywne rzeczy zdarzają się częściej niż "negatywne" czy "złe". W ten sposób wiele problemów dotykających człowieka zostałoby skutecznie rozwiązanych. Wojna i konflikty byłyby rzadkością, być może 70% ziemskiej populacji miałoby przyzwoitą opiekę medyczną, solidny dach nad głową i wystarczającą ilość pożywienia, tak że o zgonach z powodu choroby czy głodu niemal by się nie słyszało. Innymi słowy, ludzkie społeczeństwo powinno było w pewien sposób "wyewoluować" na wszystkich możliwych płaszczyznach.

Fakty jednak są inne.

Ponad 840 milionów ludzi na Ziemi cierpi z powodu głodu. To około trzykrotność całej populacji Stanów Zjednoczonych. Mówimy tu o chronicznym, trwałym głodzie, który zabija 24 tysiące ludzi każdego dnia lub 8 milionów rocznie. Trzy z czterech osób, które umierają z głodu, mają mniej niż 5 lat. Jak "wyewoluowani" ludzie mogą zaakceptować ten stan rzeczy jako "normalny"?

Według "Atlasu historycznego XX wieku" w ciągu ostatnich 100 lat mniej więcej 2 miliardy zgonów (w tym ludności cywilnej) spowodowanych było wojnami, rządami tyranów czy wywołanymi przez człowieka klęskami głodu. Gdyby porównać ilościowo skutki kapitalizmu i komunizmu, wynik byłby zbliżony, z lekką przewagą po stronie kapitalizmu, co zapewne zdziwi tych, którzy uważają ten ustrój społeczny za "właściwy". "Po owocach poznacie ich".

Spoglądając na statystyki zgonów nie powiązanych z wojnami i głodem można zauważyć, że trudno jest odnaleźć konkretne liczby, ponieważ statystyki te są prawie zawsze wyrażone w procentach. Można odnieść wrażenie, że liczby są tak przerażające, że jest to celowe działanie, mające za zadanie uniknięcie konfrontacji z faktami. Jedno co wiemy, to że w 31 z 35 krajów zachodniej półkuli, prowadzących statystyki zgonów z przyczyn chorobowych, przeważają zgony spowodowane chorobami układu krążenia i apopleksją. Najwyższe z tych wskaźników śmiertelności dotyczą anglojęzycznych Karaibów, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Argentyny, Chile i Urugwaju. W rejonach Ameryki Centralnej i Łacińskiej wskaźniki zgonów spowodowanych wspomnianymi chorobami wzrastają wraz z rosnącym tam wpływem zachodniego kapitalizmu. Jeszcze raz, "po owocach poznacie ich".

To, o czym mówimy powyżej, to "skryte" statystyki z naszej aktualnej rzeczywistości. Są skryte, ponieważ nikt nic sobie z nich nie robi. Gazety nie informują o nich na pierwszych stronach, tam gdzie jest należne im miejsce. Nawet teraz łatwo zapomnieć, że w czasie samej II Wojny Światowej śmierć poniosło 65 milionów ludzi i że zgony w wyniku chorób i głodu następują dyskretnie i nieprzerwanie zwiększają statystykę śmiertelności, zagłuszaną przez krzykliwe doniesienia o kolejnych szkolnych strzelaninach, sensacyjnych procesach morderców czy o kubańskim chłopczyku, który stał się przedmiotem międzynarodowych sporów.

Nie sądzę, aby znalazł się na tej planecie choć jeden człowiek, który nie życzyłby sobie i swoim dzieciom lepszego życia. Większość ludzi pragnących żyć lepiej z pewnością doda, że nie posiada obecnie możliwości, aby zrealizować swe zamiary. Poza skromną mniejszością bardzo chorych ludzi, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek lubił oglądać nieszczęścia i cierpienie, choroby, śmierć i rozpacz, w jakimkolwiek kontekście. I znów trzeba zapytać: Jeśli te sprawy są na ogół tak obrzydliwe dla ludzi, jeśli tak wiele osób pracuje, myśli i modli się na rzecz poprawy warunków, w jakich żyjemy, dlaczego to nie następuje?

Poszukiwacze duchowych prawd - z których wielu można by nazwać "inteligencją" - są niezmiennie świadomi tych faktów i pytają: "Co jest źródłem tych wszystkich nieszczęść i cierpienia? Czy to się po prostu dzieje? Czy ludzie i tylko ludzie sprawiają, że inni cierpią? Czy jest tak, że Bóg jest dobry, ale zezwala złu dziać się?"

Nie zapominaj o potędze modlitwy - mawiają nasi religijni przywódcy albo New Age'owi guru od "pozytywnego myślenia". Problem w tym, że ani modlitwy, ani pozytywne myślenie nie zmieniły świata w czasie, gdy niemal każdy z nas modlił się o coś konkretnego.

Jezus obiecał: "Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie." (Mt. 18,19) To jest obietnica. Czego chcesz lub pragniesz? Tylko poproś!

Ale to nie działa i my to widzimy!

Ponad sześćdziesiąt milionów ludzi umarło, bo Bóg nie zrobił tego, co w opinii wszystkich powinien był zrobić. C.S. Lewis zmagał się z tym zagadnieniem w końcowej fazie swego życia. Widział wyraźnie, że przed II Wojną Światową praktycznie każdy człowiek modlił się - do Jezusa, Boga Ojca, Dziewicy Maryi, Allaha, Buddy czy kogo tam jeszcze - aby ta straszna rzecz się nie wydarzyła. Pamięć poprzedniej wielkiej wojny była ciągle świeża. Ludzkość pamiętała okropną rzeź i przyrzekała nigdy więcej!

W końcu, po najpotężniejszej w ludzkiej pamięci modlitwie błagalnej dochodzącej z Ziemi, prawie jedna trzecia naszej planety nie nadawała się do zamieszkania, a sześćdziesiąt pięć milionów ludzi zostało zabitych. Czyżbyśmy mieli pomyśleć, że taka była Boża odpowiedź na modlitwy?

Z całą pewnością pokazuje nam to, że nie należy pokładać wiele nadziei w "potędze pozytywnego myślenia".

Zastanówcie się nad tym.

Wszędzie w historii odnajdujemy grupy modlące się do swoich bogów, aby ochronił je przed złupieniem przez inną grupę. Ta inna grupa równie żarliwie modli się o udane złupienie innych. Czy kiedy jednej frakcji udaje się wymordować inną, stanowi to dowód na to, że ich bóg jest najważniejszy? Co się dzieje, kiedy członkowie zwycięskiej frakcji inkarnują1 w grupie pokonanej? Nie jest to bynajmniej pytanie retoryczne, zważywszy na fakt napisania bardzo interesującej książki2 opowiadającej o dużej liczbie żydów, którzy zginęli podczas holocaustu i inkarnowali jako chrześcijanie. Została tam także wysunięta sugestia, że wielu nazistów inkarnowało jako żydzi.3 Jak zatem taka idea wpływa na koncepcję "mój bóg jest tym właściwym"?

Na podstawie moich doświadczeń zawodowych jako hipnoterapeutki mogę Cię czytelniku zapewnić, że każdy przypadek, nad którym pracowałam w kategoriach "terapii przeszłego życia", ujawniał "sieć" "przeszłych żyć" tak zróżnicowaną pod kątem narodowości i religijnej orientacji, że wystawia to na pośmiewisko każdego, kto z całym przekonaniem twierdzi, że jego obecne poglądy czy religijna orientacja są tymi jedynie właściwymi. Oczywistym jest, że ci, którzy najbardziej porywczo gardłują przeciwko innej grupie, odnajdą się najpewniej pośród członków tejże grupy w następnym cyklu inkarnacyjnym.

W tym miejscu aż prosi się o pytanie, dlaczego ludzie nie pamiętają lekcji z przeszłych żyć, dlaczego mądrość duszy nie jest dostępna człowiekowi. Jeżeli ludzie posiadają duszę lub ducha, dlaczego wiedza o poprzednich cyklach karmicznych nie jest częścią mądrości człowieka? Odpowiedź na to pytanie jest, rzecz jasna, jednym z elementów Poszukiwania Wniebowstąpienia - pośród innych rzeczy, odzyskać tę wiedzę.

Pytania o to, jak wierzenia mogą kształtować naszą rzeczywistość, należą do najbardziej istotnych kwestii w badaniach nad świadomością. I tak, wielu poszukiwaczy wykracza poza "standardowe religie" i rozpoczyna poszukiwania "prawdy" środkami i sposobami powiązanymi z Wniebowstąpieniem.

Jak wspomniałam, "Wniebowstąpienie" jest szeroko omawiane w książkach, artykułach, Internecie, podczas zajęć, warsztatów i w innych mediach. Ogólny trend w wyrażanych poglądach obejmuje poszukiwanie "tej jednej rzeczy, która przetransformuje życie". Reklamowane są przeróżne "techniki" przynoszące ponoć ulgę w stanach stresu, a nawet "klucz do najwyższych stanów ludzkiej świadomości". Osoba dokonująca zakupów na targu z "narzędziami" do duchowego wzrostu jest informowana, że teraz ma możliwość "szybkiego i łatwego uwolnienia układu nerwowego od stresu, delektowania się maksymalną kreatywnością, jasnością umysłu i zdrowiem oraz doświadczenia wewnętrznego pokoju, spełnienia i radości", a także oczywiście zmiany ograniczających ją wierzeń.

Inny punkt widzenia mówi nam, że "wniebowstąpienie" jest to "świadoma integracja wszystkich fragmentów samego siebie". Poszukiwacz albo poszukiwaczka dowiaduje się, że jest "wielowymiarową istotą, która rozsiała części siebie w fizycznej rzeczywistości", i że pełne "przypomnienie sobie, kim się jest" jest aktem integracji i "usunięciem zasłony czasu, tożsamości i odrębności w sobie". Jaki dokładnie będzie tego rezultat - poza osiągnięciem "zdrowia, bogactwa i mądrości" - nie jest jasne.

Zagłębiając się w dostępną literaturę odkrywamy kolejne idee. Jeden z "ekspertów" w tym temacie mówi nam, że to tak zwane "wniebowstąpienie" było w przeszłości dostępne wyłącznie po śmierci, a obecnie ludzie mogą je osiągnąć zabierając ze sobą swoje fizyczne ciało. Sugeruje on, że duchowość w naszym stuleciu jest dalece zaawansowana i pozwala duszom na znacznie szybsze ukończenie nauki. Tak jakby według niego ustanowiona została "krzywa obrazująca stopniowanie trudności", a wymagania zostały zmniejszone. Albo jest tak faktycznie, albo nie zwracał on szczegolnej uwagi na to, co dzieje się "na zewnątrz".

W naszym świecie dotkliwie brakuje dowodu na "zaawansowaną duchowość", pomimo twierdzeń członków ruchu New Age o zdolności "świetlistych robotników" do "pomocy w nadejściu powszechnego wniebowstąpienia przed fizyczną śmiercią, przed całkowitym zużyciem się fizycznego ciała w procesie stawiania oporu prawom ewolucji. Dużo więcej energii może być wydatkowanej na pozytywne aspekty, niż marnowanej na negatywne".

Po raz kolejny zauważamy, że takie twierdzenie nie znajduje poparcia w obiektywnej rzeczywistości. Jeśli już, to od momentu powstania "ruchu" New Age, jeśli można go tak określić, sytuacja znacząco się pogorszyła.

Prowadzi nas to do kolejnego zagadnienia - wygląda na to, że musimy zaakceptować fakt, iż próby duchowej zmiany świata oraz regulowania zdarzeń o dużej skali nie przynoszą rezultatów. Istotnie, wydaje się istnieć dowód potwierdzający zdolność jednostek lub małych grup do powodowania niewielkich zmian, tworzenia efektów o ograniczonym zasięgu oddziaływania. Jednakże z jakiegoś powodu świat wydaje się funkcjonować w oparciu o zasady lub reguły, których nie rozumiemy. Zasadnicza natura fizycznego świata wydaje się być antytezą takiego "uduchawiania".

Niedawno wydana praca pt. "Świadome akty kreacji", usiłująca dostarczyć naukowego wyjaśnienia tej zdolności wpływania na świat, mówi nam:

Ta książka zarysowuje wyraźną linię oddzielającą stare sposoby naukowego myślenia i stare protokoły eksperymentalne, w których cechy ludzkiej świadomości, intencja, emocja, umysł ani duch nie mogą znacząco oddziaływać na materialną rzeczywistość, od nowego paradygmatu, w którym zdecydowanie jest to możliwe!4

Autorzy - trzej naukowcy głównego nurtu - kontynuują w ten sposób:

...wykorzystując unikalny protokół eksperymentalny do zarówno nieożywionych jak i ożywionych układów, zakładający, że ludzka zdolność skupienia się na określonej intencji może funkcjonować jako autentyczny, termodynamiczny potencjał i istotnie wpływać na doświadczalne pomiary w różnorodnych, specjalnie wybranych eksperymentach.

Po prawie 400 stronach obliczeń, spekulacji i opisów doświadczeń, dowiadujemy się:

Pod pewnymi warunkami rzeczywiście możliwe jest podłączenie aspektu ludzkiej świadomości - wyraźnej intencji - do prostego urządzenia elektrycznego, które po uruchomieniu będzie silnie i zgodnie z podłączoną intencją wpływało na eksperyment przeprowadzany w jego sąsiedztwie. A zatem, jeśli ludzie zrobią to właściwie, będą mogli wpływać na swoje środowisko poprzez określone, stałe intencje. [...] Jakieś szczególne pole zdaje się ingerować w przekaz informacji zachodzący pomiędzy obiema lokalizacjami, znacząco od siebie odseparowanymi w przestrzeni fizycznej. Nawet w przypadku nadajników i odbiorników umieszczonych w uziemionych elektrycznie klatkach Faradaya, w oddalonych od siebie miejscach pojawiały się silnie ze sobą powiązane schematy informacji. [...] Pomimo że w pełni tego nie rozumiemy, dysponujemy teraz pewnymi nowymi narzędziami, dzięki którym badanie głębszych struktur wszechświata i nieoczekiwane przygody są już w zasięgu ludzkości.

Warto odnotować, że osoby posługujące się w eksperymentach intencją były doświadczonymi praktykantami Siddha Yogi, w związku z czym można by im przypisać pewien stopień metafizycznego "dostrojenia". Pytanie, czego udało im się dokonać? Z opisów brzmi to niesamowicie, prawda? Otóż po przejrzeniu prawie 400 stron odkrywamy, że największym osiągnięciem była zdaje się zmiana pH małej próbki wody.

Tak. To wszystko.

Niemniej jednak jest to ważne z tej prostej przyczyny, że udało im się naukowo zademonstrować istnienie tego prawa, nawet jeśli ostateczny rezultat był tym, czym był - jak w w większości przypadków, wątpliwej natury sukcesem - oraz nie wydaje się, żeby mieli nad tym istotną kontrolę. W większości wyniki były "statystyczne", co zawsze stanowi problem w przypadku idei "tworzenia swojej własnej rzeczywistości". Po sprawdzeniu wszystkich danych zazwyczaj odkrywamy, że dostaliśmy sześć takich i sześć innych wyników. Czasem to działa, czasem nie. Jakie naprawdę są reguły, nie wie nikt.

Podczas gdy lubimy myśleć, że możemy przekształcić świat modlitwą lub pozytywnymi myślami, musimy pamiętać o ogromnej ilości dowodów na to, że rzeczywiste transformacje planety wielokrotnie miały katastroficzny charakter. Filozofia, która ignoruje ten fakt, sama doprasza się o katastrofę.

Mamy już jakieś pojęcie o tym, że wbrew temu, do czego tak wielu orędowników różnych "metod czy technik Wniebowstąpienia" chciałoby nas przekonać, problem może nie być tak prosto rozwiązywalny. Powstaje zatem pytanie - jeśli proces Wniebowstąpienia jest być może bardziej złożony, niż utrzymuje wielu promotorów rozmaitych współcześnie oferowanych metod, co jest powodem istnienia 115 tysięcy stron internetowych? Ta kwestia zasługuje na omówienie w kontekście pewnych problemów na świecie, z którymi niewątpliwie się ona wiąże.

Szwindel z odwracaniem uwagi

W 1958 roku Aldous Huxley napisał "Brave New World Revisited", gdzie stwierdził:

Starzy dyktatorzy upadli, ponieważ nie potrafili zapewnić swoim poddanym wystarczającej ilości chleba, igrzysk, cudów i tajemnic, ani nie posiadali naprawdę skutecznego systemu manipulacji umysłem.

Pod rządami naukowego dyktatora, edukacja będzie naprawdę działała - a w rezultacie większość ludzi, po dorośnięciu, będzie uwielbiała swoją służebność i nigdy nie zamarzy o rewolucji. Wydaje się, że nie ma powodu, dla którego prawdziwie naukowa dyktatura miałby kiedykolwiek być obalona.

Aldous Huxley dość wcześnie odkrył związek pomiędzy efektami doświadczanymi przez raczących się psychodelicznymi narkotykami a doświadczeniami wschodniego mistycyzmu, co spowodowało wybuch bomby poszerzania świadomości z głośnym BUM! Do Huxleya dołączyli Timothy Leary i Richard Alpert aka Baba Ram Dass ze swoim LSD i innymi metodami oszałamiania umysłu, stając na czele parady "nakręconych i dostrojonych". Abraham Maslow stał się ojcowską postacią dla nowej "fali" pragnących wypełnić "szczytowymi doznaniami" ziejące rozdarcie ich rzeczywistości. Maslow wymieniał psychodeliczne narkotyki jako jedne ze środków, dzięki którym nawet zwykli ludzie mogli mieć odrobinę tego, nad doskonaleniem czego wschodni mistycyzm pracował latami. Teraz można było to mieć po sobotnio-niedzielnym seminarium w Big Sur albo po korespondencyjnym kursie za jedyne 29,95 dolarów za lekcję! Co za interes!

Doznania szczytowe - doznanie, doznanie, doznanie - stały się garncem złota na końcu tęczy lat 60-tych. Nikt już nie musiał żyć w egzystencjalnej rozpaczy! Każdy mógł zostać "duchowym podróżnikiem" i przeżywać długie okresy w stanach świadomości, które znał jedynie z zawoalowanych, tajemniczych napomknień, przekazywanych przez całe wieki.5 Z taśmy techno-duchowości spływały grupy spotkaniowe, radykalne terapie, stare i nowe kombinacje teorii i praktyki. Nieuchwytność ducha została okiełznana! Każdy mógł wywołać pożądane doznania manipulując świadomością na podstawowym fizycznym i psychologicznym poziomie. Nieważne, że to wszystko omijało żywotny proces rozumowania i świadomego podejmowania decyzji. Natura całej tej techno-duchowej maszynerii zasadzała się na całkowitym braku krytycznego myślenia. Odkręciło to kurek nieskończonych pokładów uczuciowo-emocjonalnego pierwotnego jestestwa. Nieważne, że wiele z tych emocji było negatywnych, pomieszanych, niepokojących i przerażających! Wypuśćmy to wszystko na wolność i zabawmy się!

Każda z tych licznych ówczesnych technik była w stanie wyprodukować taką czy inną emocjonalną euforię. Mieliśmy niekończące się "doznania szczytowe" i dramatyczne osobiste "przełomy". Mieszanki zen, yogi, medytacji i narkotyków wraz z czysto mechaniczną technologią były prawdziwą przygodą! Jedynym problemem było to, że w samym środku tego całego szczytowania, oszołomstwa, nakręcania się i dostrajania, ekstazy i przypadkowych przygód miłosnych, wielu ludzi natknęło się na rzeczy, których być może nie należało budzić. Włamano się do niewidocznych i przerażających zakamarków świadomości. William Chittick, tłumacz dzieł sufiego, Wielkiego Szajcha Ibn al-Arabiego, napisał:

Ostatnimi czasy większość ludzi zainteresowanych duchowością Wschodu pragnie "doświadczenia", chociaż to, za czym się uganiają, mogą nazwać bliskim obcowaniem z Bogiem.  Ci obeznani ze standardami i normami duchowych doświadczeń, ustanowionymi przez utrzymane w dyscyplinie ścieżki takie jak Sufizm, są zazwyczaj zbulwersowani sposobem, w jaki ludzie  Zachodu wszelką wizję wykraczającą poza sferę normalnej świadomości biorą za manifestację czegoś "duchowego". W rzeczywistości, w tym niewidzialnym świecie znajdują się niezliczone sfery, niektóre znacznie niebezpieczniejsze od najgorszych dżungli widzialnego świata.6

Tak więc chrońcie się, moi bracia, przed nieszczęściami tego miejsca, rozpoznanie go bowiem jest niezwykle trudne! Dusze znajdują je słodkim, a kiedy już w nie wejdą, są otumanione, bo kompletnie się w nim rozmiłowują.7

Przed końcem dekady lat 60-tych ruch "ludzkich możliwości" stał się istną mieszanką religii, nauki, mistycyzmu, magii i "okultyzmu". Używanie narkotyków wymknęło się spod kontroli, "techniki" zaczęły ujawniać poważne wady, z licznymi tragediami kończącymi się zbrodnią i szaleństwem, a cała ta idea zmieniania się ludzi w "psychicznych supermenów" utraciła wszelką wartość. Obietnica lat 60-tych butwiała w jałowym letargu - starzy hipisi żyjący w komunach, przepasujący wstążką swoje siwe włosy i pożądający słodkich małoletnich szlaj, palili kolejną fajkę wodną i wspominali "stare dobre czasy" w Esalen.

Ale czekajcie! Coś jeszcze tu się wydarzyło! Nie zapominajcie, że to Ameryka! Czyli ojczyzna Wolnego Rynku. Wielu ludzi uważa, że szybkie rozprzestrzenianie się New Age'owego ruchu poszerzania świadomości, jakie wkrótce nastąpiło, było rezultatem faktu, że wielki biznes dostrzegł możliwość zarobienia kokosów na rozwoju pociągającej, zapakowanej w nowy papier psychoanalizy i psychodramy. To rzeczywiście była masowa dystrybucja i marketing całkiem jak z Madison Avenue rzeczy takich jak Dynamika Umysłu, Arica, Samokontrola Umysłu metodą Silvy, Medytacja Transcendentalna i tak dalej, i tak dalej. Indywidualni przedsiębiorcy dobrze to rozpoznali. Jednakże kryje się tu znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. Będzie to dla nas ważne, więc wykażcie się odrobiną cierpliwości.

Jakiś potwór tu nadchodzi

Książka Richarda Dolana "UFOs and the National Security State" (UFO i Państwo Bezpieczeństwa Narodowego) jest pierwszym obszernym studium reakcji rządu Stanów Zjednoczonych na napływ fenomenu UFO w Ameryce na przestrzeni ostatnich 50 lat. Zebrane dowody - w tym rządowe dokumenty - wskazują na to, że jakaś pozostająca w cieniu grupa specjalistów przygotowała i wykonała największe tuszowanie w historii rządu oraz że ruch Ludzkich Możliwości (Human Potential movement) i następnie ruchy związane z New Age były kluczowymi elementami tego tuszowania. Innymi słowy, oni nie tylko użyli "kolorową społeczność" alternatywnych idei jako mimowolne narzędzie dezinformacji, ale jest także wysoce prawdopodobne, że większość tych ruchów była dosłownie stworzona przez nich jako COINTELPRO. Wedug analityków, COINTELPRO było tajnym programem FBI do osłabienia popularnych ruchów, jakie ogarnęły kraj w latach 60 -tych. Chociaż nazwa tego programu pochodzi od "Counterintelligence Program" - Program Kontrwywiadowczy - jego celem nie byli wrodzy szpiedzy. FBI postanowiła eliminować "radykalną" polityczną opozycję istniejącą w Stanach Zjednoczonych. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że była to zaawansowana psychologiczna operacja, nastawiona konkretnie na specyficzne ukierunkowanie "ideologicznych" trendów - przekonań itp. Dla pełnego obrazu sytuacji zacytujmy Dolana:

Problem UFO na ponad pięćdziesiąt lat zaangażował personel militarny całego świata i jest utrzymywany w tajemnicy. [.] Ponieważ temat ten jest tak powszechnie wyśmiewany, ważne staje się podkreślemie, dlaczego jest on rzeczywiście wart uwagi. [.] Opowieści o dziwnych obiektach na niebie sięgają daleko wstecz w czasie, lecz aż do Drugiej Wojny Światowej zagadnieniu temu nie poświęcano dużo uwagi. [.] Podczas fali UFO w 1947 amerykańskie organizacje militarne i wywiadowcze prowadziły równoległe liczne dochodzenia w sprawie tych obserwacji. [.] Do końca 1947 roku grupa analityków z Centrum Technicznego Lotniczego Wywiadu z Bazy sił powietrznych Wright-Patterson była przekonana, że UFO są pochodzenia pozaziemskiego. Do lata 1948 roku zespół ten opracował "Ocenę Sytuacji". [.] Następnie Komandor Sił Powietrznych, Hoyt Vandenberg, odrzucił [ten wniosek] [.]

Latem 1952 . obserwacje UFO były tak częste i przeważnie tak dobrej jakości, że niektórzy w siłach powietrznych faktycznie się zastanawiali, czy przypadkiem nie mają do czynienia ze zwiastunami inwazji. Z pewną pomocą skrycie sponsorowanego przez przez CIA Panelu Robertsona ze stycznia 1953, siły powietrzne wzmogły cenzurę tego problemu. Na dobrą sprawę, nigdy w pełni jej nie zdjęto. Organizacje cywilne zaczęły kolekcjonować i analizować interesujące relacje o UFO. [.] Następnie nadeszła wielka fala UFO z 1965 i 1966 i siły powietrzne nie mogły już dłużej zasłaniać się balonami pogodowymi i bagiennymi gazami, ani przeciwstawiać się badaniom prowadzonym przez społeczeństwo. [.]

Zatrzymajmy się tu, by ocenić sytuację. Do połowy lat 40-tych amerykański aparat wywiadowczy miał powody wierzyć, że na niebie były artefakty, które nie pochodziły z Ameryki, Rosji, Niemiec ani żadnego innego państwa. Obiekty te naruszały pewne czułe fragmenty wojskowej przestrzeni powietrznej i nie wydawały się być zjawiskiem naturalnym. Można przypuszczać, że odpowiedni wysocy urzędnicy obrony narodowej natychmiast wytknęli sobie za cel najwyższej wagi ustalenie natury i zamiarów tych obiektów i możemy wnioskować, że temat prawdopodobnie stał się głębokim sekretem od 1946, a najpóźniej od 1947 roku.8

Dokładnie w tym czasie "urodził się" Ruch Ludzkich Możliwości. Czy myślimy, że był to zbieg okoliczności? W połowie lat pięćdziesiątych stawało się oczywiste, że sprawy wymykały się spod kontroli i w sierpniu 1956 roku FBI rozpoczęło swoją operację COINTELPRO. Kiedy tradycyjne metody represji (obnażanie, rażące szykany i oskarżanie o przestępstwa polityczne) zawiodły w ujarzmianiu narastającego buntu, a nawet pomogły go rozpalić, Biuro wzięło prawo w swoje ręce. Jego metody wykraczały daleko poza prowadzenie inwigilacji i urosły do krajowej wersji akcji zasłonowych, jakie przyniosły niesławę CIA.

Zwykle, kiedy myślimy o COINTELPRO, myślimy o najbardziej znanych i typowych działaniach, takich jak wysyłanie anonimów czy zmyślonych listów mających dać początek plotkom, rozgłaszanie fałszywych szkalujących informacji, groźby, podrabianie podpisów na sfałszowanych dokumentach, wprowadzanie do organizacji destruktywnych elementów i wywrotowców, żeby zniszczyli je od wewnątrz, i tak dalej... Powszechne było również szantażowanie członków grup w próbie wymuszenia na nich rozsiewania fałszywych pogłosek lub podżeganie do podziałów na frakcje.

Wielu ludzi zapomina jednak, że COINTELPRO koncentrowało się także na tworzeniu fikcyjnych organizacji. Te fikcyjne grupy mogły pełnić wiele funkcji, wliczając w to ataki na grupy powstałe w dobrej wierze lub zakłócanie ich pracy, czy też po prostu odwracanie uwagi zmyślną propagandą, mającą na celu związanie ich czasochłonną i bezsensowną działalnością, tak by uniemożliwić im zajęcie się czymś użytecznym. COINTELPRO było również znane z prowokowania wrogich działań za pośrednictwem osób trzecich. Według badaczy programy te były godne uwagi, ponieważ wszystkie związane z nimi dokumenty oznakowano stemplem "nie archiwizować". Oznaczało to, że nie były one nigdy rejestrowane w systemie i tym samym praktycznie nie istniały. Utajnienie to zostało rozdmuchane w 1971 roku, kiedy grupa aktywistów włamała się do biura FBI w Media w Pensylwanii. Po tym incydencie szansa na znalezienie jakichkolwiek dowodów spadła do zera. Używając słów Dolana:

Jeśli chodzi o sprawy związane z "bezpieczeństwem narodowym", jest całe mnóstwo informacji, które oficjalnie nie istnieją. Dlatego też prośba o udostępnienie dokumentów na podstawie Ustawy o Wolności Informacji jest bezskuteczna. Należy przy tym dodać, że być może najbardziej wrażliwe informacje na temat UFO w ogóle nie istnieją w formie pisemnej ("pierwsza zasada dochowywania tajemnicy to nic na papierze" - Richard Helms) i można tylko docenić, z jakimi trudnościami musi się zmierzyć oddany badacz UFO dociekając prawdy.

Zróbmy teraz kilka logicznych kroków. Problem UFO pojawił się w świadomości narodowej mniej więcej w 1947 roku. Wkrótce potem wielu ludzi zaczęło zadawać pytania. Rząd nie odpowiadał, więc ludzie zaczęli skrzykiwać się w celu poszukiwania odpowiedzi na własną rękę. Zaczęli formować grupy. W tym momencie sprawy przyjęły ciekawy obrót. Wydaje się, że najbardziej zagrożone sprawą UFO/obcych okazały się główne wierzenia monoteistyczne. Religia musi być chyba nieodzownym elementem kontroli politycznej. Kontrola społeczna - ostoja religii - była w związku z tym zdecydowanie zagrożona. Właściwie nie jest nawet pewne, czy religie - takie, jakimi je znamy - przetrwałyby pełne ujawnienie kwestii UFO. Nasuwa się więc logiczny wniosek, że jednym z głównych powodów tuszowania była "ochrona status quo religii".

W tamtym czasie ochrona religijnego status quo - głównie form społecznej kontroli, która wywodziła się z religii - była w najlepszym wypadku niepewna. Po stu latach naukowych badań nad wieloma religijnymi tekstami i stawiania pytań o "starą wiarę" coraz więcej ludzi zdecydowanie odwracało się od dogmatów religijnych. Kolejnym, dość oczywistym logicznym krokiem jest dostrzeżenie, jak niebezpieczną i wybuchową miksturę stanowiła kombinacja rozczarowania religią ze zwyczajną chęcią dowiedzienia się, o co do diaska chodzi z tymi "istotami pozaziemskimi". Coś trzeba było z tym zrobić.

Działalność COINTELPRO, jeśli chodzi o próby unieszkodliwienia politycznej opozycji, została w dużym stopniu ujawniona. Jednak my rozpatrujemy teraz fakt, że oprócz politycznych działaczy, COINTELPRO szczególnie upodobało sobie grupy, które poszukują prawdy na temat relacji między rządem USA a istotami ponadziemskimi, czy tak zwanymi "obcymi". To, że od dłuższego czasu te sprawy pozostają w ukryciu, jest oczywiste dla każdego uważnego badacza.

Z akt COINTELPRO wynika, że rząd USA namierzył szeroką gamę religijnych, robotniczych i społecznościowych grup niezgodnych z rządowymi planami. Logiczne wobec tego wydaje się założenie, że tego samego typu operację zorganizowano by, żeby ukryć "zamiary obcych". Taka teoretyczna operacja COINTELPRO dobrze tłumaczy, dlaczego oddany badacz UFO wkraczający w tę dziedzinę napotyka same kłamstwa, pomieszanie i dezinformację. Jest to zdecydowanie znak rozpoznawczy COINTELPRO.

Czy wziąwszy to wszystko pod uwagę, chciałby ktoś zasugerować, że Władza Realna mogła przeoczyć, iż najlepszym sposobem odwrócenia uwagi i ukrycia prawdy byłoby wyłożenie pieniędzy i stworzenie "New Age" i ruchu "Ludzkich Możliwości" tak, żeby stosowały się one do rządowego planu zachowania tajemnicy?

Innymi słowy, jest niezwykle prawdopodobne, że najbardziej popularni i cieszący się największym powodzeniem metafizyczni spece i promotorzy New Age są agentami COINTELRPO -  albo świadomie, albo dali się nabrać świadomym agentom. Wygląda na to, że ich celem jest zaatakowanie i "unieszkodliwienie" wszystkich tych, którzy poszukują odpowiedzi. Ci, którzy są szczerzy, prowadzą badania w dobrej wierze i szukają sposobu na odsłonięcie prawdy, są infiltrowani, atakowani i spychani na margines, zgodnie ze standardowymi procedurami COINTELPRO.

To wszystko wydaje się sugerować, że Władza Realna wzniosła COINTELPRO na zupełnie nowy poziom, jeśli chodzi o kształtowanie społeczeństwa czy kulturowe pranie mózgu, a na celownik wzięła praktycznie każdego poszukującego prawdy o zmieniających się rzeczywistościach naszego świata. Przypadki akcji COINTELPRO wymierzonych przeciwko grupom politycznym są zaledwie czubkiem góry lodowej, biorąc pod uwagę ogrom typowych operacji COINTELPRO, które pozostają tajne jeszcze długo po wyrządzeniu szkód. Wszystko wskazuje na to, że tajne operacje wewnątrz kraju stały się trwałą cechą polityki USA i społecznego programowania, a wziąwszy pod uwagę dowody, mało jest prawdopodobne, że ruchy New Age i Ludzkich Możliwości stanowią wyjątek.

Implikacje są naprawdę alarmujące. Ci, którzy pomimo wszelkich napotkanych po drodze przeszkód zbliżają się w tej dziedzinie do prawdy, muszą stawić czoło skrytym kampaniom państwowym, mającym na celu zdyskredytowanie i przerwanie ich badań oraz popsucie ich reputacji. Najwyraźniej COINTELPRO i podobne, ukrywające się pod innymi nazwami, operacje pracują także na rzecz zniekształcenia zarówno naukowego, jak i powszechnego postrzegania problemów na świecie. Wyrządziły one ogromne szkody poszukiwaniu Prawdy.

"Terroryzm się zmienia. Na przestrzeni ostatnich lat pojawili się nowi przeciwnicy, nowe motywacje i nowe uzasadnienia, stanowiąc wyzwanie dla konwencjonalnego światopoglądu... " - napisał dr Bruce Hoffman, szef RAND-u. I miał rację. Problem jedynie w tym, że czytelnik jest w znacznym stopniu nieświadomy definicji "nowych przeciwników" w wypowiedziach Hoffmana. Uważna lektura książki Richarda Dolana natychmiast ujawni, co dr Hoffman tak naprawdę miał na myśli w swoich uwagach o "terroryźmie".

Z dokumentacji zgromadzonej przez Dolana jasno wynika, że rządy świata rzeczywiście uważają problem UFO za bardzo, bardzo poważny. W trakcie zbierania dokumentów i relacjonowania wydarzeń Dolan doszedł do nieuchronego wniosku, że istnieje "Ponad Ściśle Tajna" grupa, mająca dostęp do wszelkich danych o UFO, oraz że grupa ta rozciąga się daleko poza sfery rządowe, militarne i przemysłowe. Dowody świadczą o tym, że na użytek społeczeństwa wojsko stworzyło rozbudowaną fikcję, mającą przekonać szerokie rzesze ludzi o tym, że problem UFO "nie istnieje". W omamianiu społeczeństwa wojsko wspierane było przez "niezgrabne oficjalne media i kulturę" i ewidentnie otrzymywało rozkazy, by konsekwentnie i notorycznie "obalać" pogląd, że obcy zagnieździli się w naszym świecie. Prawdę mówiąc, wygląda na to, że - na równi ze społeczeństwem - ofiarami tej akcji stała się także większość naszych wybranych polityków. I to samo jest prawdą w kwesii głównego nurtu nauki.

Dolan pisze:

Zaraz za FBI, najważniejszą częścią wewnętrznego wywiadu stały się wojskowe służby wywiadowcze. Wywiad wojskowy miał prawie nieograniczone fundusze, liczebną siłę roboczą, wyspecjalizowany personel, możliwość szczegółowego planowania i przeszkoleń, najbardziej wyrafinowany system łączności i ogromny potencjał w przetwarzaniu informacji. [...] Wywiad armii nie koncentrował się na danych taktycznych i rozpoznaniach, ale na politycznej i ideologicznej inteligencji Stanów Zjednoczonych. (Było to całkowicie nielegalne.) [...]

Następne było CIA. Do późnych lat 60-tych udało się dorobić większej ilości szpiegów niż było dyplomatów w Departamencie Stanu czy pracowników w Departamencie Pracy [...] Kiedy Weather Underground, radykalny odłam SDS [Students for Democratic Society], miał w ramach "sprawdzianu" wykryć agentów prowokatorów, nie mieli pojęcia, że dokładnie na tę okazję przez całe lata 50-te CIA chodziło naćpane LSD, tworząc specjalną kastę "oświeconych agentów". [Ciekawe w takim razie, co z "agentami prowokatorami" w ruchu New Age i społecznościach UFO, którzy są "specjalnie szkoleni"...]

Agencja kontynuowała swoją pracę nad kontrolą umysłu. Idąc śladem prac dra Jose Delgado przeprowadzono eksperymenty nad elektryczną stymulacją mózgu. Wiązało się to z wszczepieniem elektrod do mózgu i ciała, w efekcie czego uzyskiwano całkowitą kontrolę nad pamięcią, impulsami i uczuciami takiego człowieka. Co więcej, ESB (Electrical Stimulation of the Brain) mogło wywoływać halucynacje, uczucie strachu lub przyjemności. "Mogło dosłownie manipulować ludzką wolą do woli" [ powiedział dr Robert Keefe, neurochirurg na Uniwersytecie Tulane].

W roku 1968 George Estabrooks, kolejny upiorny naukowiec, nierozważnie wyjaśnił reporterowi "Providence Evening Bulletin", że "kluczem do stworzenia skutecznego szpiega czy zamachowca jest stworzenie wielokrotnej osobowości za pomocą hipnozy" - procedura, będąca według niego "dziecinną zabawą".

Do początku roku 1969 zespoły naukowców pracujących dla CIA prowadziły liczne dziwaczne eksperymenty nad kontrolą umysłu w ramach tak zwanej "Operation Often". Poza zwykłym asortymentem chemików, biologów i typowych naukowców, zaangażowano medium i ekspertów od demonologii.

Jeśli chodzi o NSA (National Security Agency), można z pewnością powiedzieć, że ich budżet przyćmił budżet wszystkich innych uczestników środowiska wywiadowczego.

Dolan dokumentuje, jak służby wywiadowcze USA - a bardzo możliwe, że i innych krajów, które wspólnie z nimi pracują, pomimo pozornej opozycji - przeprowadzały śmiertelne eksperymenty nad kontrolą umysłu, biologiczne opryski amerykańskich miast, wstrzykiwanie ludziom plutonu i syfilisu, nielegalne przechwytywanie danych, ogólnonarodową inwigilację obywateli, zamachy polityczne i zamachy stanu, ciągłe manipulacje i wyraźne, notoryczne okłamywanie społeczeństwa, szczególnie w kwestii UFO. Powyższe organizacje, używając wszelkich dostępnych środków, zrobiły wszystko, żeby dla ogółu ludzi UFO i obcy byli "martwą sprawą".

Naukowiec i zwolennik ujawnienia faktów dotyczących UFO, James McDonald, powiedział w 1969 roku: "Jestem wystarczającym realistą, by wyczuć, że dopóki konferencji AAAS nie uda się przekonać kręgów naukowych o powadze problemu UFO, możemy oczekiwać znikomych reakcji na wezwanie do nowych dochodzeń i badań". McDonald opublikował genialny dokument zatytułowany "Science in Default: Twenty-two Years of Inadequate UFO Investigations".Dolan uważa, że była to "chyba najbardziej obciążająca wypowiedź na temat badań nad UFO, jaka kiedykolwiek została wyartykułowana". Wygłaszając odczyt na zjeździe w Sheraton Plaza Hotel w Bostonie, McDonald ostro skrytykował każdego: Condona, Menzela, Hynek'a, a na koniec całą elitę naukową.

Powiedział:

"W ciągu minionych dwudziestu dwóch lat, odkąd w lecie 1947 r. pojawiła się pierwsza fala masowych obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających, nie przeprowadzono żadnego rzetelnego śledztwa w sprawie UFO. [...] Moim zdaniem problem UFO - wcale nie tak  bezsensowny, jak zwykli mówić o nim liczni naukowcy - leży jak najbardziej w kręgu zainteresowań nauki. Największy kłopot z zasadniczo wszystkimi przeszłymi badaniami nad UFO polegał na tym, że albo były one pozbawione jakiejkolwiek treści naukowej, albo traciły rzetelność, gubiąc się w gąszczu szumu informacyjnego, który zagłuszał to, co w raportach o UFO istotne.  

Ten wysoki współczynnik szumu jest, jak wynika z dowodów, bezpośrednim skutkiem zapamiętałej działalności "Państwa Bezpieczeństwa Narodowego" na polu rozreklamowywania fałszywych "prawd" o New Age i ruchu Ludzkiech Możliwości. Oczywiście szum informacyjny jest również fundamentem dominujących doktryn naukowych. Widzimy, jak społeczność naukowa - choć ma się za poszukiwaczy skomplikowanych prawd naukowych - tak samo łatwo dała się nabrać jak Józio Sześciopak i Mizia Oświecona. Ten pierwszy jest na dobrą sprawę zainteresowany wyłącznie swoją bryką, psem i niedzielnym meczem, ta druga natomiast pragnie życia pełnego wyższych "doznań". Podejrzewam, że nawet niższe komórki wywiadowczych i wojskowych organizacji wchodzą w skład tej raczej szerokiej grupy zwodzonych i oszukiwanych owiec.

Przykładem udanego zwodzenia tych, którzy zajmują się sprawą "oddolnie", jest Andrew Tully, autor "The Super Spies" - wczesnego raportu na temat NSA. Tully i jego następcy sugerują, że UFO to narzędzie "wywiadu", które jako nazistowska tajemnica pojawiło się w Stanach Zjednoczonych w ramach Projektu Paperclip.9

Dolan przedstawia dowody i pozbawia nas złudzeń co do tego, że UFO mogłoby być ludzkim dziełem, czymś w rodzaju technologicznego przełomu, jak proponują naiwni teoretycy konspiracji. Mówi: "Wszystkie znaki wskazują na definytywne NIE". Wykazuje następnie, że każdy kto studiuje problem UFO (w tym również i ja - a zaczynałam jako zapalona sceptyczka), dochodzi do wniosku, że jest to inwazja Obcych na naszą planetę. Każde oficjalne badanie nad UFO przekonało naukowców o tym, że obcy są jedynym wyjaśnieniem dla zebranych danych. Ale dane zostały podważone, a kiedy to nie pomagało, zostały przysłonięte szumem i cyrkiem, które dominują dziś w badaniach nad UFO, w New Age oraz ruchu Ludzkich Możliwości. Czy jest to zwykły przypadek?

Innym oczywistem produktem "szumu" są bzdury, jakie pojawiają się w formie "channelingów" lub "kontaktów z obcymi". Co prawda nasza własna praca obejmuje również to, co zdecydowanie można by nazwać natchnionym materiałem, ale jak wielokrotnie podkreślaliśmy, nie są to zwykłe informacje pochodzące z "channelingu", a i my nie traktujemy ich w ten sposób. Dla nas kontrolowany eksperyment z channelingiem to 10% natchnienia, któremu musi towarzyszyć 90% prawdziwych, żmudnych badań. Posiadając rozległą wiedzę historyczną i głębokie zrozumienie faktu, że większość dostępnego materiału to umyślna dezinformacja, ktoś, kto analizuje duże ilości "alternatywnych informacji" zamieszczonych w książkach i w Internecie, z łatwością rozpozna element "szumu" produkowany przez Tajne Państwo. Dolan pisze:

We wczesnych latach 70-tych istniały już środki pozwalające zmieniać nastroje niczego nie podejrzewających osób. Wystarczał kieszonkowy nadajnik generujący energię elektromagnetyczną nie większą niż 100 miliwatów. To nie są puste słowa. W 1972 dr Gordon J.F. McDonald zeznawał przed parlamentarną Podkomisją d/s Oceanów i Międzynarodowego Środowiska [House Subcommittee on Oceans and International Environment] w sprawie broni elektromagnetycznej, używanej do kontroli i zakłócania pracy umysłu. Oświadczył:

Podstawowym założeniem było stworzenie, pomiędzy elektrycznie naładowaną jonosferą w wyższych partiach atmosfery a przewodzącymi prąd warstwami ziemi, neutralnej dziury, w celu wytworzenia fal - fal elektrycznych - które byłyby dostrojone do fal mózgowych. .. Około dziesięciu cykli na sekundę. Umożliwiałoby to zmianę wzorców zachowań lub reakcji.

Następnego roku dr Joseph C. Sharp ze szpitala Walter Reed, znajdując się w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu,  był w stanie słyszeć wypowiadane słowa nadawane przez "modulowany mikrofalowy audiogram" [pulsed microwave audiogram]. Transmitowane do niego słowa były słyszalne bez pomocy żadnego zaimplantowanego elektronicznego urządzenia tłumaczącego. Dochodziły do niego dzięki bezpośredniej transmisji do mózgu.

Spójrzcie na powyższe informacje pod kątem "smug kondensacyjnych". Weźcie też pod uwagę komentarze z materiału pozyskanego w drodze naszego eksperymentu - nie od "obcych", lecz raczej od "nas w przyszłości".

12-04-99
P: (L) Ale moim zdaniem wciąż pozostaje fakt, że przez ostatnich kilka lat WIELE, WIELE, WIELE samolotów lata nad nami! Czy zrzucają nam coś na głowy, czy nie, mnóstwo samolotów lata wysoko, po krzyżujących się torach. Czy oni po poprostu bawią się w wojnę, czy też są to samoloty szpiegowskie, w każdym razie COŚ robią! Jaki jest powód tych wysokich lotów, których efektem są te krzyżujące się smugi kondensacyjne, które wszyscy widzą?
O: Wiele z nich to "manewry treningowe".
P: Po co szkolą tylu pilotów? Do czego się przygotowują?
O: Wiesz, trzeba jakoś usprawiedliwić budżety wojskowe. Zobacz jeszcze raz "Military-Industrial Complex 101".
P: A więc to jedynie loty treningowe, usprawiedliwienie budżetu i nic po za tym?
O: Nie powiedzielibyśmy "nic po za tym", ale gdy mówisz "M-IC", powiedziałaś bardzo dużo!
P: Sugerujecie, że rozbudowa Kompleksu Militarno-Przemysłowego ma jakiś konkretny cel?
O: Żeby zachować status quo w czasie "pokoju". Wiesz, ten biznes pokojowy nie jest zbyt dochodowy.
P: Sugerujecie, że rozbudowują się po to, by rozpętać wojnę, żeby mogli zdobyć więcej pieniędzy?
O: Może, jeśli to prawda i jeśli uda się oszukać społeczeństwo. Ale na szczęście publika jest mniej podatna na oszustwo. Może prawdziwy wróg jest "tam" a nie "tu". Czy nie było tak zawsze?
P: Czy zwiększona aktywność lotów ma coś wspólnego ze wzrostem świadomości i aktywności obcych na naszej planecie i wokół niej?
O: Jak zawsze. Ale ta świadomość ta jest podzielona na frakcje i poszufladkowana.

Komentarze Kasjopean nabierają zupełnie nowego znaczenia na tle obecnej sytuacji - wobec 9/11 i całej reszty - tak jak i parcie Busha do "wojny". Zwróćmy też uwagę na najbardziej interesujący komentarz, że "świadomość i aktywność obcych na naszej planecie" jest "podzielona na frakcje i poszufladkowana". Dochodzimy tu do funkcji COINTELPRO, jaką jest tworzenie fikcyjnych organizacji atakujących grupy powstałe w dobrej wierze i zakłócanie ich pracy.

Wspomnieliśmy już, że Elektryczna Stymulacja mózgu może wywoływać halucynacje. Jeśli połączyć halucynacje ze słowami, można stworzyć właściwie dowolny "szum", aby zagłuszyć prawdę - włącznie ze "zmiennokształtnymi jaszczurowatymi-jak-ludzie", "szarym kolesiem w łazience", " Sojuszem Strażników", "Radą Nibiru", "Komandem Ashtar", czy mówiącymi wielorybami, delfinami itd. Wymień cokolwiek - oni mogą to stworzyć za pośrednictwem głosów w głowie, halucynacji i transmisji częstotliwości, które wywołują stany ekstazy, uzdrowienia, cokolwiek. I tak to jest, że ludzki element operacji Kosmicznego COINTELPRO zarządza wieloma "agentami" dezinformacji - fałszywymi guru prowadzącymi rzesze New Age'owych poszukiwaczy na zgubę - w taki sposób, żeby zatrzymać prawdę dla siebie. Dokładnie tego chcą.

Zauważcie, że daty w przytoczonych wyżej cytatach z książki Dolana mówią nam, że we wczesnych latach 70-tych opracowywano pewne technologie służące "przesyłaniu" sygnałów do całego narodu. Oczywiście podejrzewamy, że technologia ta została z czasem udoskonalona. Pytanie, co oni z jej pomocą robili? A raczej, co oni nią ROBIĄ?

Co wygląda mi na istotny punkt zwrotny w tej operacji COINTELPRO, jest początkowa faza "ujawnienia" dwóch konkretnych zjawisk, które do dziś dominują w pewnych "konspiracyjnych" kręgach - są to uprowadzenia przez obcych i okrutne satanistyczne rytuały.

Scenariusz Szarego obcego "wyciekł" przy udziale Budda Hopkinsa. Książki Whitleya Striebera o uprowadzeniach przez obcych, włącznie z "Communion", ukazały się parę lat później. Przed publikacją tych książek nikt nigdy nie widział wszędobylskich "Szaraków". W rzeczywistości, przegląd historii "kontaktów" pokazuje, że typ, różnorodność i zachowania "obcych" na całym świecie są zupełnie inne. Ale pojawił się Budd, po nim Whitley ze swoim jaskrawym obcym na okładce i nagle Szarzy byli wszędzie.

Jeżeli chodzi o Whitleya i jego Szarych, podkreślę jeden z komentarzy Dolana zacytowanych powyżej: "Do początku roku 1969 zespoły naukowców pracujących dla CIA prowadziły liczne dziwaczne eksperymenty nad kontrolą umysłu w ramach tak zwanej "Operation Often". Poza zwykłym asortymentem chemików, biologów i typowych naukowców, zaangażowano medium i ekspertów w demonologii". To oczywiście przenosi nas do równoległego wydarzenia tamtego okresu - satanistycznych kultowych nadużyć (Satanic Ritual Abuse). SRA jest nazwą nadaną rzekomo systematycznemu maltretowaniu dzieci (i nie tylko) przez satanistów.

Jak to zwykle bywa, mając na uwadze chronologię, od połowy do późnych lat 70-tych w Ameryce zaczęły pojawiać się podejrzenia o istnienie "dobrze zorganizowanego międzypokoleniowego kultu satanistycznego, którego członkowie molestują seksualnie, torturują i zabijają dzieci w całych Stanach Zjednoczonych". Wybuchła panika związana z SRA, wywołana beletrystyczną książką pt. "Michelle Remembers" (Michelle Pamięta). Książka ta została opublikowana jako dokument opisujący autentyczne wydarzenia, ale co najmniej trzech niezależnych badaczy udowodniło, że to mistyfikacja. Nie znaleziono żadnych twardych dowodów na istnienie SRA w Ameryce Północnej, tak samo jak nie znaleziono żadnych twardych dowodów na uprowadzenia przez Szarych obcych. Niemniej jednak podejrzenia te zyskały szeroki rozgłos w radiu i telewizji, włącznie z programem Geralda Rivery.

Religijni fundamentaliści wypromowani histerię i - podobnie jak w czasie Inkwizycji - niezliczeni samozwańczy "przedsiębiorcy moralni" podsycali ogień oskarżeń i jednocześnie sporo na tym zarabiali. Większość tych początkowych oskarżeń o okrutne satanistyczne nadużycia było wymierzonych w klasy pracujące - ludzi z ograniczonymi zasobami finansowymi - i poza paroma wyjątkami, media i inne grupy, które są zwykle sceptyczne, albo nie zabierały głosu, albo dołączały do szaleńczego żerowania na oskarżeniach. Ci nieliczni profesjonaliści, którzy opowiadali się przeciwko histerii, byli systematycznie atakowani i dyskredytowani przez rządowe agencje i prywatne organizacje.

Należy zadać pytanie, gdzie biorą początek te tysiące bezpodstawnych zarzutów o SRA i tysiące tysięcy niesprawdzonych przypadków porwań przez kosmitów.

Większość przypadków SRA pochodzi podobno od dzieci. Jako że istnieje powszechne przekonanie, że dzieci nie wymyśliłyby historii o jedzeniu innych dzieci albo że były zmuszane do uprawiania seksu z żyrafami po podróży samolotem, w czasie kiedy powinny być w przedszkolu, opowieści te są często brane za dobrą monetę przez naiwnych prokuratorów, terapeutów, policję i rodziców. Badacze doszli do wniosku, że dzieci nie są w stanie same wymyślić historii o okrutnych satanistycznych rytuałach. Skąd więc się one biorą?

Oskarżanie terapeutów, prokuratorów okręgowych, policji i rodziców o pobudzanie dzieci do ich opowiadania nie wydaje się być zbyt produktywną odpowiedzią. Fakt, mogło się tak zdarzyć w kilku przypadkach, ale na pewno nie jest to prawdopodobne rozwiązanie dla większości przypadków.

Cofnijmy się teraz i rozważmy naszą chronologię. Tak się składa, że "Michelle Remembers" została wydana w 1980 roku, a jej współautorami byli Michelle Smith i psychiatra Lawrence Pazder. Budd Hopkins ukończył pisanie "Missing Time" (Zagubiony Czas) w grudniu 1980 roku, a "ciąg dalszy" napisała Aphrodite Clamar, psycholog.

Jak dla mnie, wygląda to na co najmniej dziwny "zbieg okoliczności".

Składając części tej układanki zaczynam myśleć, że istnieje pewien ogólny typ obrazów, który jest masowo transmitowany do wyżej opisanej "neutralnej dziury", a jak one "chwytają", zależy w znacznej mierze od danej osoby i jej kulturowego zaprogramowania. Kiedy weźmiemy pod  uwagę fakt, że "Operation Often" zatrudniła "normalny asortyment chemików, biologów i typowych naukowców" oraz "medium i ekspertów demonologii", pojawia się podejrzenie, że to elektroniczne COINTELPRO zawiera cały supermarket nowych "wierzeń" - Szarzy obcy i "kontakty z obcymi" dla New Age'owego tłumu oraz szeroki zakres "seksualnych i rytualnych scenariuszy nadużyć" dla tych, którzy nie dają się złapać na sztuczki z obcymi.

Czy to wszystko jest wysyłane jako swego rodzaju "dowolnego formatu obrazowanie" i w oparciu o świadomą akceptację tej czy innej wersji przybiera cechy indywidualne w poszczególnych umysłach milionów odbiorców? Innymi słowy, czy jest to wychwytywane przez podświadomość w stanach alfa bądź we śnie, postrzegane jako traumatyczne w ogólnym scenariuszu, po czym może zostać zinterpretowane przez indywidualny system wierzeń w kategoriach albo to bycia badanym i poddanym na jakimś stole seksualnej manipulacji przez obcych, albo też "zgwałconym na ołtarzu" przez satanistów? Czy popularne produkcje, książki Hopkinsa i Striebera i skandale SRA są tylko wariacjami na temat domknięcia obwodu przez świadomy umysł, który akceptuje albo tworzy taki czy inny scenariusz dla wyjaśnienia ciągłego bombardowania przez takie sygnały, jak te opisane w książce Dolana? Czy do zadań COINTELPRO należy tworzenie "fikcyjnych organizacji" produkujących różne "wyjaśnienia" w celu zamknięcia obwodu i "urealnienia" obrazu w umyśle danej osoby?

Zastanawiająca jest też nazwa programu, "Operation Often" w kontekście twierdzeń uprowadzonych - ofiar powtarzających się i "częstych" (often) porwań - jak również twierdzenia tych, którzy wskazują na wariant SRA. W obu wypadkach wierzący jest "zaganiany" do "obozu odpowiedzi" - albo do obozu wiary w obcych jako wybawicieli, albo do obozu wiary w Jezusa, który uratuje ich od demonicznych/satanistycznych Illuminati, żydów, pogan - wybierajcie sami.

Chciałabym, żeby było to jasne ­- w żadnym wypadku nie twierdzę, że "porwania" czy jakieś porąbane satanistyczne rytuały nie zdarzają się gdzie niegdzie, w pewnych okolicznościach. Sugeruję tylko, że Szarzy Obcy i zjawisko SRA najprawdopodobniej nie były w żaden sposób ograniczane przez COINTELPRO i może faktycznie być zasłoną dymną, kryjącą o wiele bardziej podstępny stan rzeczy.

Książka Dolana ukazuje nam historię zwodzenia wielu warstw społeczeństwa, bądź też bezpośredniego nimi sterowania - od zwykłego obywatela, przez poszukiwaczy duchowych prawd, ludzi nauki, aż po osoby na stanowiskach rządowych. Przeciwko każdej takiej "klasie" używa się metod specjalnie dla niej przeznaczonych, żeby jak najskuteczniej sobie z nią "poradzić". Ci, z którymi nie można się "uporać", przeważnie umierają, jak miało to miejsce chociażby w przypadku naukowca Jamesa McDonalda. Jednak UFO nie przestawały się pojawiać, a ludzie nie przestali ich widywać ani zadawać pytań.

W kwietniu 1971 roku poświęcony badaniom inżynieryjnym magazyn "Industrial Research" opublikował wyniki sondażu wskazujące, że 80 procent ankietowanych nie zgadza się z Raportem Condona, 76 procent uważa, że rząd ukrywa prawdę o UFO, zaś 32 procent wierzy w pozaziemskie pochodzenie UFO. Sondaż sondażem, a CIA dalej nie przyznawała się do swojego zainteresowania zjawiskiem. [.]

Najgorszą historią w roku 1971 była śmierć Jamesa McDonalda [fizyka atmosfery z University of Arizona]. Jeszcze w 1970 i 1971 roku nic nie wskazywało na jakiekolwiek problemy. 2 marca 1971 McDonald zeznawał w roli eksperta ds. fizyki atmosfery przed komisją budżetową Izby Reprezentantów (SST) w kwestii transportu ponaddźwiękowego i jego potencjalnie szkodliwego wpływu na atmosferę. Przeciwnicy McDonalda podważyli jego opinię, szydząc z jego rzekomej wiary w "ludzików latających po niebie", czemu  towarzyszyły salwy śmiechu.

Wkrótce potem McDonald strzelił sobie w głowę i w wyniku postrzału stracił wzrok. Wysłano go na oddział psychiatryczny centrum medycznego w Tucson, z którego wypisał się w czerwcu. Niedzielnego poranka 13 czerwca podająca się za lekarkę kobieta z południowego Tucson zgłosiła, że taksówka miała do niej przywieźć pewnego obłąkanego niewidomego, w związku z czym chciała dowiedzieć się, gdzie go kierowca wysadził. W międzyczasie, o 11:40, małżeństwo spacerujące z dziećmi brzegiem rzeki znalazło pod mostem ciało McDonalda. Na piasku obok jego głowy leżał rewolwer kalibru 38 mm. W krótkim liście fizyk uzasadnił swoje samobójstwo problemami rodzinnymi. [.]

Wiemy, że liczne agencje wywiadowcze były biegłe w pozorowaniu samobójstw. Ktoś jednak mógłby podnieść kwestię pogarszającego się zdrowia psychicznego naukowca. Jerome Clark stwierdził, że po zakończeniu przesłuchania McDonald był na skraju załamania. Co było tego przyczyną? Drwiny ze strony komisji SST? Sprawy małżeńskie? Być może, ale obydwa te wyjaśnienia nie są dość przekonujące. Absolutnie każdy, kto znał McDonalda, opisywał go jako człowieka zrównoważonego i silnego. Czy byłby zatem zdolny do popełnienia samobójstwa?

Mówono o McDonaldzie, że "niczego się nie bał". To właśnie mogło być powodem pozbycia się go. Hynek napisał, że w oczach Sił Powietrznych McDonald był "wielkim utrapieniem".

Dzięki wiedzy o istnieniu całego arsenału środków do manipulacji umysłem rysuje się nam wyraźny obraz, do czego "oni" są zdolni. Nawet najsilniejszy umysł nie oprze się takiej broni, tak więc stabilność emocjonalna czy silna psychika nie są wystarczającą obroną. Chcielibyśmy także opisać inny przypadek tajemniczej śmierci, a mianowicie Edwarda Ruppelta. Po latach walki o ujawnienie prawdy o UFO wykonał on niespodziewany zwrot - napisał od nowa swoją książkę i wycofał się z poglądu o pozaziemskim pochodzeniu statków kosmicznych, po czym po niespełna roku zmarł w bardzo młodym wieku.

Wygląda mi na to, że jeżeli nie mogą cię kupić, zabiją cię, a jeśli uda im się cię kupić, i tak cię zabiją, żebyś przypadkiem nie zmienił zdania i nie odwołał swojego odwołania, jak zrobił to Jakub de Molay po zlikwidowaniu zakonu Templariuszy. Najwyraźniej każdy, kto zbliży się do serca bestii, zostaje poddany nowemu "podejściu". A to podejście jest najbardziej ze wszystkich zdradzieckie. 

Wiele prominentnych i wpływowych osób poświadcza prawdziwość zjawiska UFO i przypisuje je "obcej rzeczywistości". Ta hipoteza często wysuwana jest także przez liczne osoby z kręgów wojskowych, które, jak pokazuje Dolan, narażają się na kary więzienia i surowe grzywny za publiczne wypowiedzi na ten temat.  

Najnowszym takim przedsięwzięciem był "Disclosure Project" (Projekt Ujawnienie) zorganizowany przez Stevena Greera. Sądząc po listach, które otrzymałam, wielu członków ruchu New Age i społeczności ufologicznej uważa ten projekt za świetny i nowatorski. Nie jest to jednak pierwsza taka inicjatywa. Głównym elementem wskazującym, że projekt Greera jest tylko kolejnym, aczkolwiek ulepszonym COINTELPRO, jest jego myśl przewodnia, że "obcy są tutaj, aby nam pomóc", co zupełnie nie znajduje poparcia w historii, chociaż jest szeroko propagowane przez "kontaktowców". Nawet Linda Moulton Howe, długo uważana za jedną z najostrożniejszych badaczek - świadoma machinacji tajnych agencji - prawdopodobnie wpadła w sidła COINTELPRO. Dezinformację promuje ostatnio w "Fate Magazine" Rosemary Guiley,  znana ze swoich kontaktów z wojskowymi "agentami". Do "Fate" regularnie pisuje też cytowany już Jerome Clark.

Chciałabym przy tym wyrazić swoje przekonanie, że wielu oddanych, szczerych i rzetelnych badaczy nie jest świadomych udziału w spisku, do którego najczęściej zostali zwabieni.

Dolan dokumentuje fiasko podobnych kampanii cywilnych grup, starających się "zakończyć zmowę milczenia na temat UFO". Przykładem jest historia NICAP-u, który mając znanych i aktywnych członków oraz powiązania z Kongresem i wojskiem, przez ponad dziesięć lat usiłował zdobyć posłuch u komisji senackiej, jednak gdy tylko pojawiała się okazja do publicznej wypowiedzi, sprzyjający mu kongresmeni wycofywali swoje poparcie.

Jaka grupa jest w stanie wywrzeć taki nacisk na urzędników rządowych? Jeszcze wnikliwsze pytanie brzmi: Jaka grupa jest w stanie kontrolować media, wojsko, CIA, FBI, NSA, a nawet samego prezydenta? Jakie metody stosuje, by zastraszyć i utrzymać w ryzach osoby na najwyższych stanowiskach? Czymkolwiek ona jest, chcielibyśmy oczywiście o niej wiedzieć, wygląda bowiem na to, że ukrywają oni coś na tyle istotnego, że wystarczy za zamkniętymi drzwiami uchylić zaledwie skrawek tej tajemnicy, ażeby najpotężniejsi kongresmeni czmychali w popłochu z podwiniętymi ogonami.

To prowadzi nas z powrotem do roli tajnych struktur państwowych i ich agendy. Niektórzy sądzą, że otoczka ścisłej tajemnicy jest niezbędna z tej prostej przyczyny, że społeczeństwo nie zniosłoby prawdy o obcych. Twierdzą, że nie ma sensu burzyć ludziom życia, gdyż jako zwykli obywatele i tak nic w tej sprawie nie wskórają. Ale czy jest tak naprawdę? Dlaczego zatem wkłada się tyle wysiłku w ukrywanie planów obcych, jeżeli ujawnienie prawdy nie miałoby tym planom zaszkodzić?

Opisane przez Dolana dzieje faktycznych interakcji pomiędzy UFO a społeczeństwem oraz zgodna postawa wojska, wywiadu, mediów i środowiska naukowego w stosunku do społeczeństwa odpowiadają na to pytanie zupełnie jasno. Dolan pisze:

Zdaniem niektórych taka postawa [nieujawniania prawdy o obcych - przyp.] jest słuszna. Jeśli na przykład obecność obcych stanowi zagrożenie dla ludzkości, co przeciętny człowiek może na to poradzić? Dlatego też część osób wierzy, że ukrywanie problemu UFO leży w najlepszym interesie społeczeństwa.

Ewidentne jest, zwłaszcza gdy spojrzeć na ostatni rok czy dwa lata, że ci u władzy bynajmniej nie kierują się "powszechnym dobrem". Jak trafnie stwierdza Dolan, tajemnica jest po to, by chronić nie społeczeństwo, ale tych, którzy tę tajemnicę utrzymują - grupę najtajniejszą ze wszystkich - a nawet i samych obcych. 

Kiedy przyjrzymy się modus operandi agencji wywiadowczych z historycznej perspektywy, wyłoni się nam obraz kontroli i manipulacji na wszystkich ich szczeblach. To prowadzi mnie do założenia, że nawet ci na samej górze ludzkiego Konsorcjum są oszukiwani i zwodzeni i w równym stopniu, co podlegające im osoby, nie są w stanie, albo nie chcą, wziąć pod uwagę takiej możliwości.

Z udokumentowanych dowodów oraz postawy wojska wobec UFO i "kwestii obcych" jasno wynika, że obcy istotnie mają wobec nas konkretne zamiary, o których "z konieczności" wiedzą tylko nieliczne osoby na szczycie konspiracji - i to wyłącznie z racji swojej pozycji. Ewidentne zdaje się być również i to, że to sami obcy narzucili tej grupie ścisłą tajemnicę. Lecz co najbardziej niepokojące, nawet ostrożna ocena dowodów nie wskazuje na szlachetność ich zamiarów.  

Wskutek manipulacji Konsorcjum większość Amerykanów ślepo wierzy w rolę rządu jako reprezentanta społeczeństwa, w ideał demokracji, oraz w to, że naukowcy i politycy "robią co do nich należy", a jeśli nawet są skorumpowani, to zawsze lepsze to niż totalitarny reżim. Ostatnie lata dobitnie wykazały, że wzorce te nie są prawdziwe i prawdopodobnie nigdy prawdziwe nie były. Nawet nie wybieramy swoich reprezentantów. To zwykłe oszustwo. Tym niemniej bezustanne powtarzanie tej fikcji przez media sprawiło, że Amerykanie nie potrafią już dostrzec prawdziwego oblicza rządu - grupki oligarchów pozorujących demokrację, by zjednać sobie i zwieść społeczeństwo.

Akceptacja oligarchii, usprawiedliwiana jej sprawnością w zarządzaniu milionami ludzi, prowadzi do zguby każdego, kto tak uważa. Wszelka bowiem oligarchia na pierwszym miejscu stawia własne dobro, nie licząc się z losem obywateli. Gdy zbadać istniejące dowody okaże się, że grupy u władzy nigdy nie kierowały się interesem społecznym. Ktokolwiek w to wątpi, niech poczyta o rządowych eksperymentach na niewinnych obywatelach. Logiczne zatem, że nie ma najmniejszego powodu uważać, że inaczej sprawa się przedstawia w przypadku "kwestii obcych".  

Dolan zauważa, że wskutek kampanii "obalania mitu UFO", skierowanej do społeczeństwa, którego umysły od lat poddaje się manipulacji oraz ogłupia publiczną edukacją, ludzi opanowała w tej kwestii istna schizofrenia. W tak zwanych środowiskach oficjalnych - akademickim, mass-mediów, rządowym itd. - UFO albo się ignoruje, albo uważa za żart. Nie usłyszymy o UFO, kosmitach, czy wiecznym naruszaniu zamkniętej przestrzeni powietrznej w wieczornych wiadomościach. Z ust Teda Koppla nie usłyszymy, że zjawisko to może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Taka sytuacja jest czymś wręcz niepojętym w obliczu rażącego faktu, że dla amerykańskiego wojska i agencji wywiadu problem UFO jest na tyle ważny, by oznaczyć go jako "super ściśle tajny" (above top secret).

Jeśli jednak chodzi o samych obcych, najwyraźniej ani myślą oni przestrzegać owej najściślejszej tajemnicy. Pozwalają sobie na aroganckie harce, po których "posprzątać" musi ich ludzka służba. To zupełnie jak sytuacje, kiedy znane osobistości demolowały pokoje hotelowe, po czym ich księgowi wypisywali czeki na pokrycie szkód, a ich agenci wydawali oświadczenia prasowe przeczące zaistnieniu zajścia.

I tak wracamy do działań COINTELPRO. Z uwagi na to, że czeki owych kosmicznych "osobistości" nie pokrywają w pełni szkód wyrządzonych przez ich bezkarne poczynania, wojsko zmuszone jest wydawać kontrolowane oświadczenia prasowe, mające odwracać uwagę i tworzyć podziały. UFO, jak i cała "obca rzeczywistość", ukazywane są w sposób nie mający odniesienia do istniejących, udokumetowanych dowodów i rzeczowych danych. UFO i obcy stali się nieodłącznym elementem ruchu New Age i społeczności metafizycznych, a każdą grupę badającą tę kwestię lub szukającą kontaktu poprzez "channeling" poddaje się odpowiednim procedurom, mającym doprowadzić do mnożenia się wzajemnie sprzecznych teorii, a tym samym zminimalizowania szansy na dojście do Prawdy i ujawnienie jej. Jednocześnie tworzone są tak zwane profesjonalne organizacje, mające demaskować mity o UFO, które sieją tylko dalszą dezinformację. Innymi słowy, mamy tu do czynienia z ukrywaniem prawdy i to na wielką skalę.   

Z dokumentów i wypowiedzi osób "z wewnątrz" jasno wynika, że obecna popularność obcych oraz sposób prezentowania tego tematu w kręgach New Age są bezpośrednim skutkiem zamierzonej infiltracji tych grup przez agentów wywiadu, którzy nakręcają spiralę kłamstw i niedomówień. 

Zjawisko UFO z wielu powodów ma wpływ na kwestię bezpieczeństwa narodowego, a jednym z istotniejszych jest choćby fakt zaangażowania w sprawę przedstawicieli wojska i przemysłu z całego świata. Sytuacja ta trwa już od ponad pięćdziesięciu lat. Gdy jednak przyjrzeć się historii ludzkości okaże się, że drogi UFO i wojska krzyżują się od setek, jeśli nie tysięcy lat! Nieprzerwanie dochodzi do naruszeń przestrzeni powietrznej z jednej strony, oraz do prób przechwycenia obcych obiektów - z drugiej, zaś nakaz utrzymywania ścisłej tajemnicy jest obecnie tak poważny, jak nigdy dotąd.

Należy w związku z tym postawić pytanie, dlaczego tak się dzieje?

Skoro - na co istnieją dowody - organa wojskowe są zainteresowane sprawą UFO i obcych, a ponadto nie mają o nich bladego pojęcia - na co również wskazują dowody - czy nie wykorzystałyby jako źródło informacji tych niezliczonych "kontaktów z obcymi", o prawdziwości których tak często zapewnia się wśród grup New Age - gdyby rzeczywiście były to autentyczne kontakty z "prawdziwymi" obcymi, zarowno tu, na Ziemi, jak i w przestrzeni? Co prawda wielu "kontaktowców" twierdzi, że ich praca istotnie spotyka się z ogromnym zainteresowaniem wojska, jednak mając świadomość operacji, do jakich posuwa się Państwo Narodowego Bezpieczeństwa, można z dużą dozą obiektywności przyjąć, że gdyby tak rzeczywiście było, osobnicy ci z pewnością nie mieliby już okazji do dzielenia się swoimi informacjami. Fakt, że zazwyczaj nie spotykają ich żadne konsekwencje, a do tego ich działalność przysparza im popularności, stanowi niezbity dowód na to, że ich "informacje" są dla wojska bezużyteczne, o ile nie są wręcz tworem wojska. Najprawdopodobniej większość kontaktowców, czy kanałów, wpadła w sidła wojskowej manipulacji, stając się ofiarami COINTELPRO - stworzonego po to, by przyćmić prawdziwy obraz obcej rzeczywistości. Tak też większość twierdzeń kontaktowców, kanałów, guru New Age, badaczy UFO i całej reszty, głoszonych zarówno w książach, jak i w Internecie, a dotyczących kwestii obcej rzeczywistości, to COINTELPRO w najczystszej postaci. 

Macie to jak w banku.

Jedno jest oczywiste: UFO nie podlegają bynajmniej kontroli ani wojskowej, ani niczyjej innej. Fakt, że Konsorcjum nieustannie prowadzi kampanię dezinformacji i ukrywania faktów - powodowaną ciągłymi wtargnięciami w ich przestrzeń powietrzną - wskazuje raz jeszcze na potężnych i aroganckich Panów Rzeczywistości, wspieranych przez swoich pachołków z kręgów wojskowych i wywiadowczych, którzy zgodnie z poleceniem starają się trzymać wszystko w tajemnicy, a jednocześnie sami z desperacją usiłują poznać sekret władzy absolutnej, by ją sobie przywłaszczyć. Wygląda również na to, że szykuje się właśnie rozgrywka o najwyższą władzę. Coś powoduje, że pachołkowie kosmicznych władców zaczynają biegać w popłochu. Próbują utrwalić swoją kontrolę, umocnić źródło swojej władzy, ponieważ Jakiś Potwór Tu Nadchodzi.  

COINTELPRO i Wniebowstąpienie

I tak oto wracamy do problemu Wniebowstąpienia. Jak już wspomniałam, kwestia ta wydaje się być tematem numerem jeden wśród ruchów New Age czy Ludzkich Możliwości. Jeżeli, zgodnie z naszymi podejrzeniami, ruchy te są wytworem COINTELPRO, oznacza to, że mierzy się tu przede wszystkim w rozumienie Wniebowstąpienia i przebieg tego procesu. Czy należy zatem wnioskować, że taki potencjał w ogóle nie istnieje? Otóż nie. Koncepcje Wniebowstąpienia towarzyszą nam od dawien dawna, czemu przyjrzymy się w dalszych rozdziałach. Współczesne podejście różni się promowanym sposobem przebiegu tego procesu. Z racji potencjału wiążącego się z Wniebowstąpieniem oczywistością jest, że jego popularność jest efektem starań COINTELPRO, wyznaczonego do hamowania tego procesu i zapobiegnięcia jego dopełnieniu się. 

Pozwolę sobie powtórzyć wcześniejszą obserwację. Czy wkładano by tyle wysiłku w ukrywanie zjawiska UFO, gdyby ujawnienie prawdy nie miało zaszkodzić rzeczywistym zamiarom "obcych"? A parafrazując powyższe, czy wkładano by tyle wysiłku w wypaczanie procesu Wniebowstąpienia, gdyby nie miał on zaszkodzić negatywnym agendom?

Jak zauważył pewien pracownik RAND-u, "terroryzm się zmienia. Na przestrzeni ostatnich lat pojawili się nowi przeciwnicy, nowe motywacje i nowe uzasadnienia, stanowiąc wyzwanie dla konwencjonalnego światopoglądu...". Zdążyliśmy już odkryć, że Konsorcjum - Państwo Bezpieczeństwa Narodowego - nie kieruje się naszym dobrem, a na pewnym poziomie wydaje się nawet pracować na rzecz obcych najeźdźców. Z tego właśnie powodu przydałoby się spojrzeć na niektóre z dzisiejszych idei Wniebowstąpienia z odmiennego punktu widzenia.

Aby zrozumieć nagły rozwój "Przemysłu Wniebowstąpienia", należy przyjrzeć się pokrewnemu zjawisku - kulturze. Wielu ekspertów spośród obserwatorów życia społeczno-kulturalnego w Ameryce przyzna, że od ponad stu lat prowadzona jest kampania ogłupiania amerykańskiego społeczeństwa, zarówno w sferze intelektu, jak i etyki. Temat ten jest jednak zbyt obszerny, by go tu szczegółowo przeanalizować, znajdzie on swoje miejsce w którymś z następnych tomów. Wskażmy tutaj jedynie, że taki sam zabieg ma miejsce w obszarze filozofii, metafizyki i rozwoju duchowego. Możemy zaobserwować, że niewielka jest szansa na to, iż wysiłki te zostałyby rozciągnięte na masową kontrolę umysłów, dla sprawowania nad nimi zewnętrzej władzy, bez jednoczesnego wprowadzenia programu mającego wypaczyć również i ducha i zawładnąć nim.  

Praczas

Choć wszyscy zgodnie przyznają, że prawdopodobnie w telewizji jest za dużo przemocy, a reklamy są oburzająco dziecinne, mało kto ma tak naprawdę pojęcie o faktycznej naturze i stopniu hipnotycznego wpływu mediów. Jeszcze mniej osób zna przyczyny tego stanu rzeczy. W "People's Almanac" Wallace i Wallechinsky piszą:

"Po II wojnie światowej nastąpił rozkwit telewizji (.) W badania ludzkiej natury w relacji do technik sprzedaży zaangażowano psychologów i socjologów. Innymi słowy, mieli oni wymyślić taki sposób manipulacji ludźmi, by manipulacja ta nie była odczuwalna. W 1941 r. dr Ernest Dichter, prezes instytutu badań nad motywacją (Institute for Motivational Research), stwierdził (.) .

W odniesieniu do wpływu telewizji, Daniel Boorstin napisał:

[.] [tak] sterowana telewizja nie tylko służy upowszechnianiu uległości i konformizmu, ale i stanowi przykład rozmyślnego uprzemysłowienia".10  

Gospodarzowi popularnego programu telewizyjnego Ukryta kamera, Allenowi Funtowi, zadano kiedyś pytanie o najbardziej niepokojące zjawisko, jakie w ciągu wielu lat pracy w mediach odkrył u ludzi. Jego odpowiedź była doprawdy przerażająca: 
"Najgorszą rzeczą, którą zresztą obserwuję bez przerwy, jest łatwość, z jaką ludzie dają się prowadzić każdemu, kto choćby w minimalnym stopniu sprawia wrażenie autorytetu. Gdy dobrze ubrany mężczyzna zacznie wchodzić po ruchomych schodach jadących w dół, większość ludzi spróbuje robić to samo (.) Jeśli postawimy znak , kierowcy w ogóle tego nie zakwestionują, spytają za to: "  

Tak więc podporządkowujemy się najmniejszym nawet oznakom autorytetu, brakuje nam wiedzy i świadomości, pragniemy szybkich i łatwych rozwiązań. Parafrazując Daniela Boorstina: "Oto wreszcie supermarket zastępczych wrażeń dla poszukiwaczy Wniebowstąpienia. Skuteczne [filozofie wniebowstąpienia] wprowadzają rozrywkę w przebraniu nauczania, nauczanie - w przebraniu rozrywki; [metafizyczną] perswazję narzucają z urokiem reklamy, reklamę zaś - z urokiem [Kosmicznego Dramatu]".

Gdy rozważymy informacje o programowaniu umysłu i jego potencjale zawarte w książce Dolana "UFOs and the National Security State" oraz sposób, w jaki prawdopodobnie programowanie to narzucane jest społeczeństwu, logicznym następnym krokiem będzie wzięcie pod uwagę, że główne i najpopularniejsze składniki alternatywnego podejścia ruchu New Age, polegającego na interpretowaniu rzeczywistości i dążeniu do duchowego rozwoju, są także produktem tego samego procesu, tyle że w kontekście wirtualnego COINTELPRO.

Wygląda na to, że znakomitą część ruchu New Age i Human Potential stanowią nowe wyspecjalizowane w programowaniu podgrupy, których zadaniem jest urobienie gruntu, to znaczy wymodelowanie ludzi i przygotowanie ich na nadchodzący wielki finał. Grupy te są niejako "działem sprzedaży" idei i od ich sprawności na polu reklamy zależy sukces "finalizującego kontrakt". I tak na całym świecie znajdziemy ich New Age'owe szopki, seminaria, warsztaty oraz "metody" czy techniki umożliwiające "wniebowstąpienie" albo osiągnięcie dowolnego z dziesiątek okultystycznych czy rzekomo duchowych celów. To New Age'owe COINTELPRO w akcji tworzenia "fikcyjnych organizacji".  

Prawdziwa nagroda

Jeśli zatem nie możemy polegać na filozofii ani na tym co przyjmuje się za "Teologię New Age", co jest kluczem do prawdziwego wniebowstąpienia?

Tym, czego wypatrują współcześni poszukiwacze wniebowstąpienia - świadomi tego lub nie - jest prastary obiekt poszukiwań Rycerzy, Święty Graal. Kiedy zgłębiamy temat, odkrywamy, że Wielka Praca Alchemii opisywana jest w kategoriach "wielkiej bitwy" z różnymi siłami - smokami, zwodzeniem, ciężką i mozolną pracą nad sobą - co prowadzi nas do zrozumienia, że legendy o Świętym Graalu musiały pierwotnie być opowieściami o "alchemicznej transformacji". Nigdy nie były historiami o odnajdowaniu "realnego" przedmiotu - czy to kielicha, czy też czegokolwiek innego. A może miały dwojaką naturę? W każdym razie, najbardziej fascynujący jest sposób, w jaki podania o Graalu oraz pisma alchemików o ich "świętej nauce" nawiązują jednocześnie do najstarszych mitów o herosach.

Oznacza to, że zarówno poszukiwanie Świętego Graala, jak i Praca alchemików zawierają w sobie wskazówki do prawdziwego dzieła wniebowstąpienia. Przedstawiają one liczne alegorie zmagań, podstępów, walk ze smokami, zwodzicielami i wszelakiego rodzaju złymi siłami. Historia o Rycerzu, który po latach poszukiwań, zmagań, cierpienia i przezwyciężania uśmierca Smoka i ratuje Królewnę z Wieży, jest przecież alegorią tak samo aktualną teraz, jak przed wiekami. Jest ona bowiem prawdziwą drogą wznoszenia.

W niniejszej książce Czytelnik zapozna się z poglądem, że starożytni mogli posiadać zaawansowaną wiedzę na temat głębszej rzeczywistości, którą dzisiejsze nauki, takie jak fizyka, chemia, matematyka czy astrofizyka właśnie na nowo odkrywają. Nie mówimy tu jednak o starożytnych Egipcjanach, Babilończykach czy Sumerach, ale raczej ludach jeszcze starszych, a Egipcjanie, Babilończycy czy Sumerowie przechowali jedynie zniekształconą i zanieczyszczoną część ich idei w postaci mitów i legend, następnie rozwiniętych i wykorzystanych do własnych "magicznych praktyk". Co więcej, dopiero w świetle dzisiejszej nauki ta prawdziwa starodawna wiedza odmalowana w mitach, legendach oraz religijnych obrzędach może zostać właściwie zrozumiana. Nie oznacza to bynajmniej, że odkryliśmy znaczenie wszystkich z nich. Chcemy jedynie powiedzieć, że w treści tych podań zawarte są liczne wskazówki, sugerujące istnienie w dalekiej przeszłości zaawansowanej nauki, która w archaicznych czasach zapewniać miała połączenie pomiędzy warstwami, czy też wymiarami rzeczywistości.  

Pogląd ten nie jest niczym oryginalnym, o czym wie zapewne niejeden Czytelnik. Sądzimy jednak, że udało nam się rzucić trochę światła na pewne słabo dotąd rozumiane zakamarki. Arthur C. Clarke zaznaczył: "Każda dostatecznie rozwinięta technologia jest nieodróżnialna od magii". Kiedy pozbędziemy się z góry przyjętych założeń na temat tego, co starożytni mogli wiedzieć, a czego nie, i przyjrzymy się mitom i legendom - podłożu religii - dostrzeżemy powtarzające się opisy działań, wydarzeń, warunków i możliwości przedstawiających wiedzę o takich zjawiskach jak wolna energia, antygrawitacja, podróże w czasie, podróże międzyplanetarne, energia atomowa, molekularyzacja i demolekularyzacja atomowa - czyli o całej masie zjawisk dotychczas uznawanych za przesądy i twory szalonej wyobraźni prymitywnych dzikusów - które dziś, dzięki wiedzy naukowej, stają się codziennością. Wielu badaczy tłumaczy to w ten sposób, że takie opowieści były próbami zrozumienia otoczenia poprzez personifikację, czy antropomorfizację, sił natury. Inni z kolei błędnie zakładają, że była to "święta wiedza", która absolutnie nie dopuszcza jakiejkolwiek materialnej interpretacji.

Swego czasu poświęciłam tej kwestii wiele uwagi, a jednocześnie bacznie obserwowałam moich pięcioro dzieci, kiedy poznawały otoczenie i w jaki sposób to robiły, jak wyjaśniały sobie i rodzeństwu różne zjawiska, i wstrzymywałam się ze swoimi uwagami tak długo, jak to było możliwe, aby nie przeszkodzić naturalnemu rozwojowi ich indywidualności. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zauważyłam u swoich dzieci (a także u ich koleżanek i kolegów) w kontekście reakcji na otoczenie, było to, że bez trudu akceptowały je takim, jakim je widziały. Nie potrzebowały żadnych "wyjaśnień". Stan taki utrzymuje się dopóty, dopóki ktoś dorosły nie opowie im jakiejś historii, która albo je zainteresuje, albo przerazi. I jak długo nie usłyszą owych "historii", dzieci będą w swoim codziennym życiu po prostu naśladować zachowania innych, przede wszystkim dorosłych. Wobec braku przekazywanych im fantastycznych opowieści, ich zabawy będą opierać się na przyziemnych wzorcach. Nawet jeśli usłyszą jakąś magiczną opowieść o latającym koniu czy super-człowieku, zwykle ją odrzucą na rzecz tych, które znajdują potwierdzenie w bezpośrednim doświadczeniu i obserwacji. 

Być może porównanie rozwoju myślenia dziecka w relacji do otoczenia do ewolucyjnego rozwoju myśli ludzkiej w ogóle jest naciągane. A jednak uważam, że powinno nas to skłonić do postawienia pytania, gdzie i w jaki sposób służyło ludziom, z ewolucyjnego punktu widzenia, powstanie mitów i legend. Dlaczego na przykład ktoś miałby opowiadać o człowieku w magicznych sandałach umożliwiających latanie, skoro ludzie jedynie antropomorfizowali siły natury? Jeśli była to "magiczna istota" - "bóg" - to dlaczego do latania potrzebował sandałów? Przecież jego fizyczna postać mogła być wyposażona w skrzydła. W końcu jest bogiem, a nie człowiekiem. Po co więc sandały? Dlaczego jakieś techniczne urządzenie, umożliwiające latanie, znalazło miejsce w archaicznej ontologii?

Bardzo możliwe, że istnieje pewna "archetypowa pula idei", z której cała ludzkość czerpie podczas snów i wizji, jednakże żadne rozwinięcie tej koncepcji nie daje nam odpowiedzi na proste pytanie o korzyść, jaką mogli odnieść prymitywni dzikusi z tworzenia fantastycznych opowieści o siłach natury, w treści których pojawiały się elementy sugerujące zaangażowanie technologii, a nie wyłącznie "magicznego stanu bycia".

W dzisiejszych czasach pełno jest tak zwanych mistycznych grup i organizacji, uważających się za spadkobierców starodawnej wiedzy, szeroko znanej pod nazwą "okultyzmu", "ezoteryki" czy obrzędów magicznych. Tyleż samo istnieje książek o pozornie naukowym charakterze, które jednak całkowicie odrzucają wszystko, co w jakikolwiek sposób wiąże się z nauką głównego nurtu. Rozpoczęto gorączkowe badania dziedzin takich jak święta geometria, archeoastronomia, czy nowa fizyka, doszukując się w starodawnych dziełach "okultystycznej wymowy". A wszystko to niezmiennie ma na uwadze ściśle rytualny aspekt i założenie, że wszystkie te dokonania starożytnych zasadzały się wyłącznie na obrzędach i rytuałach - wpływając na świat "tam, na górze" poprzez rytuały "tu, na dole".

Zdaniem okultystów dzisiejsza ludzkość utraciła mentalne i duchowe moce, jakie mieli  starożytni. Twierdzą oni, że ta dawna wiedza została rozdrobniona i ukryta w magicznych doktrynach, a pojąć ją potrafią tylko ci, którzy przeszli inicjację. Część tej wiedzy jest według nich przekazywana w ramach ciągłej tradycji, by zostać ujawnioną w sprzyjających temu czasach, zaś inna jej część trafia tylko do nielicznych wybrańców, pośród których znajdują się rzecz jasna oni sami.

Kiedy zastanawiamy się nad tego typu poglądem, dochodzimy do wniosku, że za rytuałami mogą się kryć prastare obrzędy i opowieści czy mity, które faktycznie mogły być przekazywane takim tajemnym grupom od tysiącleci, z tym że w formie czystszej niż powszechnie znane opowiastki, krążące w tym czasie po świecie. Nie oznacza to jednak, że "kapłani" tych grup w pełni rozumieją znaczenie tajemnic, których strzegą - zwłaszcza gdy nie biorą pod uwagę możliwości, że dana informacja stanowi naukowy szyfr, a tym samym odczytanie jej wymaga udziału wykwalifikowanego naukowca.
Gros tak zwanych "okultystów" i zwolenników "świętej geometrii" przywodzi mi na myśl archeologów z książki Davida Macaulay'a "Motel of the Mysteries" (Motel pełen tajemnic),  humorystycznej opowieści o wykopaliskach prowadzących do odkrycia i skrupulatnego zbadania dwudziestowiecznego motelu, a następnie całkowicie błędnej interpretacji pozyskanych danych. Ów "ogromny kompleks pogrzebowy", odkopany przez Howarda Carsona, zawiera cuda takie jak "Wielki Ołtarz" (telewizor), statuetka bóstwa o imieniu WATT (nocna lampka), czy urządzenie przechowujące dary (lodówka turystyczna).

Wśród głosicieli tego okultyzmu istnieją również i tacy, którzy - będąc częścią wspomnianego Systemu Kontroli - przejawiają ponadto bardzo niebezpieczne skłonności, o czym powiemy sobie dalej.

Jeśli chodzi o archeologię, na tworzenie się rejestrów archeologicznych składają się liczne procesy, niezrozumienie których nie jest domeną wyłącznie archeologów-amatorów. Dopiero względnie niedawno wskazano, że archeologia danego obszaru niekoniecznie odtwarza bezpośredni obraz jego dziejów, który mógł zostać zniekształcony wskutek wielu różnych procesów. 

To samo może dotyczyć mitów, legend oraz obrzędów religijnych. Są one swego rodzaju archeologicznymi zapisami historii ludzkości utrwalonej pod postacią archetypów - historii zagrzebanej pod warstwą opowieści i zniekształconej przez całe mnóstwo procesów. 

Nawet jeśli niektóre z tak zwanych pradawnych szkół i mistycznych ścieżek zdołały przechować te informacje w nienaruszonej lub choćby czystszej postaci, i tak wygląda na to, że spora ich część stopniowo "wyblakła", z racji długiego okresu, jaki dzieli nas od czasów, kiedy te sprawy stanowiły element zewnętrznej rzeczywistości. Jednakże pojawiają się badacze dostrzegający sprzeczności w naszej rzeczywistości i w naszych wierzeniach, którzy następnie zwracają się właśnie ku pradawnym nauczaniom i próbują odkryć, co takiego starożytni mogli byli wiedzieć. Tak dokonane odkrycia, w połączeniu z informacjami z wielu innych dziedzin nauki, włączone zostają w naszą drogę ku poznaniu istotnej prawdy o naszej  rzeczywistej sytuacji i naszej w niej roli.  

Powstaje zatem pytanie, co historia naszego zagadnienia - Wniebowstąpienie jako Starożytna Nauka - ma nam do powiedzenia na temat tego, co "naprawdę działa", a co nie. Czy możemy to zbadać? Odszukać i odkryć nie tylko przeszkody obecne na drodze, ale też prawdziwe korzyści, które może odnieść Poszukiwacz? Czy możemy wyśledzić i odkryć te zdolności, które są oznaką pomyślnie zakończonego Poszukiwania?

Słowem, czym jest prawdziwy Kamień Filozoficzny? Co naprawdę może osiągnąć Bohater, kiedy  znajdzie już Świętego Graala?

Laura Knight-Jadczyk

- -
Przypisy:

1 Ze względu na przeprowadzone rozległe badania, przyjmujemy reinkarnację za wysoce prawdopodobne zjawisko.

2 Gershom, Yonassan, Rabbi, Beyond the Ashes (Virginia Beach: A.R.E. Press 1992).

3 Jeśli tak jest, można się zastanawiać, dlaczego tak jest i jaki będzie tego "karmiczny skutek".

4 Tiller, William A., Ph.D., Dibble, Walter E., Ph.D., Kohane, Michael J., Ph.D., Conscious Acts of Creation (Walnut Creek: Pavior 2001) (www.pavior.com).

5 Conway, Flo, Siegelman, Jim, Snapping: America's Epidemic of Sudden Personality Change, (Lippincott, Williams and Wilkins 1978).

6 Chittick, William, The Sufi Path of Knowledge, (Albany: State University of New York 1989) p. 263.

7 Sufi Shaykh, Ibn Al-'Arabi, in Futuhat (Unveiling) III 38.23, translated and quoted by William Chittick in The Sufi Path of Knowledge, p. 263.

8 Dolan, Richard, UFOs and the National Security State, (Charlottesville: Hampton Roads 2002)

9 Prezydent Harry Truman, przekonany o tym, że niemieccy naukowcy mogliby pomóc w powojennych amerykańskich staraniach, zgodził się we wrześniu 1964 roku na autoryzowanie projektu "Paperclip" ("spinacz") - programu mającego na celu przekonanie wybranych niemieckich naukowców do pracy w imieniu Ameryki podczas "Zimnej wojny".

Jednakże Truman wyraźnie wykluczył każdego "członka partii nazistowskiej, więcej niż nominalnie uczestniczącego w jej działalności bądź też aktywnego zwolennika nazizmu bądź militaryzmu". Sekcja Departamentu Wojny, Joint Intelligence Objectives Agency (JIOA) przebadała dokładnie przeszłość naukowców. W lutym 1947 roku szef JIOA, Bosquet Wev, przedstawił do zatwierdzenia Departamentowi  Stanu i Sprawiedliwości pierwszy zestaw akt osobowych naukowców. Akta te były obciążające. Samuel Klaus, reprezentant Departamentu Stanu w JIOA, twierdził, że wszyscy naukowcy z tej pierwszej listy byli "gorliwymi nazistami". Ich wnioski o wizy  zostały odrzucone. Wev sporządził notatkę służbową ostrzegającą, że "najlepsze interesy Stanów Zjednoczonych zostały podporządkowane wysiłkom poświęconym >>rozdrapywaniu ran związanych z  nazistami<<". Zadeklarował także, że powrót tych naukowców do Niemiec, gdzie mogliby zostać wykorzystani przez wrogów Ameryki, przedstawia "dużo większe zagrożenie dla bezpieczeństwa tego kraju niż jakikolwiek dawne powiązania z nazistami, które mogli byli mieć, bądź sympatię do nazizmu, którą mogą wciąż odczuwać".

Kiedy JIOA zostało utworzone w celu zbadania przeszłości i zgromadzenia akt nazistów, szef nazistowskiego wywiadu, Reinhard Gehlen, spotkał się z Allenem Dullesem - szefem CIA. Dulles i Gehlen z miejsca przypadli sobie do gustu - Gehlen był bardzo ważnym nazistowskim szpiegiem i zinfiltrował Rosję przy pomocy swojej rozległej siatki wywiadowczej. Dulles zapewnił Gehlena, że jego jednostka wywiadowcza jest bezpieczna w CIA. Dulles przepisał akta naukowców, żeby wyeliminować obciążające dowody. Zgodnie z obietnicą, Allen Dulles przeniósł nazistowską jednostkę wywiadowczą do CIA, a ta rozpoczęła później wiele tajnych projektów wywodzących się z chorych nazistowskich badań. (MK-ULTRA / ARTICHOKE, OPERATION MIDNIGHT CLIMAX). Do roku 1955 ponad 760 niemieckim naukowcom przyznano amerykańskie obywatelstwo i zapewniono ważne stanowiska w amerykańskiej społeczności naukowej. Wielu z nich było długoletnimi członkami partii nazistowskiej i Gestapo, wielu przeprowadzało w obozach koncentracyjnych eksperymenty na ludziach, korzystało z pracy niewolniczej i popełniło inne zbrodnie wojenne. W 1985 Linda Hunt napisała w "Biuletynie Naukowców Atomowych", że przeanalizowała ponad 130 raportów dotyczących osób objętych Projektem Paperclip - i wszystkie "zostały zmienione, żeby wyeliminować klasyfikację zagrożenia bezpieczeństwa". Prezydent Truman, który jasno zarządził, by gorliwi naziści zostali wykluczeni z Projektu Paperclip, nigdy nie był w pełni świadom, że jego dyrektywa została złamana.

10 Cytowane przez Wallace'a i Wallechinsky'ego w "The People's Almanac", str. 805, 807

Home


Właściciele oraz wydawcy niniejszych stron pragną oświadczyć, że materiał tu prezentowany jest wynikiem ich badań i eksperymentu w Komunikacji Nadświetlnej. Zapraszamy czytelnika by przyłączył się do naszego poszukiwania Prawdy poprzez czytanie z otwartym, ale sceptycznym umysłem. Nie zachęcamy tu do "dewotyzmu" ani też do "Prawdziwej Wiary". Zachęcamy STANOWCZO do poszukiwania Wiedzy oraz świadomości we wszystkich obszarach działania jako najlepszego sposobu, by być w stanie odróżnić kłamstwa od prawdy. Jedno co możemy powiedzieć czytelnikowi: pracujemy bardzo ciężko, wiele godzin na dobę, i czynimy tak od wielu lat, by odkryć "sedno" naszej egzystencji na Ziemi. Jest to nasze zajęcie, nasze poszukiwanie, nasza praca. W sposób ciągły szukamy potwierdzenia oraz/lub pogłębiamy zrozumienie tego, co uważamy albo za możliwe, albo za prawdopodobne lub za jedno i drugie. Czynimy tak ze szczerą nadzieją, że ludzkość jako całość skorzysta z naszej pracy, jeśli nie teraz , to przynajmniej w jakimś punkcie w jednej z naszych prawdopodobnych przyszłości.

Skontaktuj się z administratorem serwera pod adresem cassiopaea.com
Prawa Autorskie (c) 1997-2005 Arkadiusz Jadczyk oraz Laura Knight-Jadczyk. Wszystkie prawa zastrzeżone. "Cassiopaea, Cassiopaean, Cassiopaeans," są zastrzeżonym znakiem handlowym Arkadiusza Jadczyka oraz Laury Knight-Jadczyk.
Listy adresowane do Kasjopei, szkoły QFS, Arkadiusza lub Laury, stają się własnością Arkadiusza Jadczyka i Laury Knight-Jadczyk
Wtórne publikacje oraz wtórne rozpowszechnianie zawartości niniejszego ekranu lub dowolnej części niniejszej witryny w dowolnej formie jest stanowczo zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autorów.

Jesteś gościem o numerze .