HOME



Drogi Czytelniku,

Jeśli szczerze interesuje Cię to, co publikujemy, i uważasz, że warto udostępniać ten materiał w wersji polskojęzycznej, a znasz angielski i znajdziesz trochę czasu - zapraszamy do współpracy!

Poszukujemy osób chętnych do współpracy przy przekładzie książki "The Secret History of the World" i do kilku innych projektów.

UWAGA!
Przeczytaj, zanim napiszesz do nas, albo jeśli nie otrzymałeś odpowiedzi.


Napisz do nas...


Kasjopea

Wstęp: 0 - 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Kim są Kasjopeanie?

Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości - Thomas French,
St. Petersburg Times

Najgroźniejsza idea na świecie

Forum Cassiopaea (anglojęzyczne)


- Polska strona Éiriú Eolas


FALA

Część:
0 - 1 - 2 - 3 - 4 -
  - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 -
  - 10a - 10b - 10c -
  - 11 - 11b - 11c -
  - 11d - 11e - 11f -
  - 11g - 11h - 11i - 11i
  - rozdział 22 - 22 b


Psychopatia

Fragmenty "Psychopatologii"
PSYCHOPATA – Maska zdrowia psychicznego
Czym jest psychopata?
Protokoły patokratów
Oficjalna kultura - naturalny stan psychopatii?

Na blogu PRACowniA:

Ponerologia polityczna

Psychopatia Schizoidalna (fragment Ponerologii politycznej)
Charakteropatie - paranoidalne i in.
Ponerologia polityczna (Time for change)
  - cz. 2: Rola ideologii w rozwoju złowrogich reżimów (patokracji)
Nuda albo ekscytacja - rzecz o psychopatach
Strukturalna teoria narcyzmu i psychopatii - Laura Knight-Jadczyk
O "Ponerologii politycznej" - Laura Knight-Jadczyk, cz.1


Ezoteryka

Kasjopeanie odpowiadają na pytania o "Wniebowstąpienie"

Kasjopeanie na temat centrów energetycznych i czakramów - Laura Knight-Jadczyk

Historia seksu i uwagi ogólne - Lama Sing

Okłamywanie się, czyli stan ludzkiej maszyny - Henry See

Pierwsze wtajemniczenie - Jeanne de Salzmann

Rola negatywnych emocji w pracy nad sobą - Laura Knight-Jadczyk

Uwagi na temat niewłaściwej pracy centrów - Maurice Nicoll

Umiejętność rozeznania - Świat wewnątrz diabła

Borys Murawiew - Gnoza - fragmenty

Komentarz na temat "Gnozy" Murawiewa
  - Część 1


9/11 i nie tylko


VIDEO - Atak na Pentagon

Komentarze na temat Ataku na Pentagon - Laura Knight-Jadczyk

Teorie konspiracyjne rozkwitają w Internecie - Carol Morello, The Washington Post

Jakiś potwór tu nadchodzi

Osama, Szwadrony Śmierci i Największe Kłamstwo Wszechczasów


Tajemna historia świata


VIDEO - Tajemna historia świata

książka dostępna w języku:
english - français - espanol

polskim:

* Przedmowa
* Wstęp
* Rozdział 1 (a) (b)
* Rozdział 2 (NOWOŚĆ!)
* Rozdział 3
* Rozdział 4



Wysoka dziwność

książka dostępna w języku:
english - français

* Rozdział 1
* Rozdział 2
* Rozdział 3


Arkadiusz Jadczyk


Nasz BLOG PRACowniA z uzupełniającymi materiałami:

PRACowniA


Sztuka iluzji


Korespondencja
z Czytelnikami


Transkrypty sesji:

Rok: 1994 - 1995 - 1996 - 1997 - 1998-2001

Rok: 2011

Rok: 2012

Stary Index i niezweryfikowane sesje z 1994-95

 



Napisz do nas...


"Nie bójcie się o ścieżkę prawdy, bójcie się o brak ludzi, którzy nią kroczą."
Robert Francis Kennedy


"Przeczytałem dzisiaj wiadomości, o ludzie..."
John Lennon


Tyrania, która osiągnęła największy sukces to nie ta, która używa siły do zapewnienia jednorodności, ale ta, która usuwa ze świadomości inne możliwości i sprawia, że wydaje się niewyobrażalne to, iż istnieją inne drogi, i która usuwa poczucie, że istnieje coś poza tym.
Allan Bloom
Zamykając amerykanski umysł


"Niebezpiecznie jest mieć rację w sprawach, w których ustanowione władze się mylą."
Voltaire


Wiara świadomości jest wolnością
Wiara uczuć jest słabością
Wiara ciała jest głupotą.

Miłość świadomości wywołuje taką samą reakcję
Miłość uczucia wywołuje przeciwną
Miłość ciała zależy jedynie od typu i biegunowości.

Nadzieja świadomości jest siłą
Nadzieja uczuć jest niewolnictwem
Nadzieja ciała jest chorobą.
Gurdżijew


Metoda nauki ezoterycznej jest taka sama jak nauki pozytywnej: obserwacja, krytyczna analiza tejże obserwacji i rygorystyczna dedukcja w oparciu o ustalone fakty.
Murawiew, Gnoza vol.1


Zycie jest religią. Doświadczenia życiowe odzwierciedlają sposób, w jaki wchodzi się w interakcję z Bogiem. Ci, którzy są uśpieni, to ci, którzy prezentują małą wiarę w swych interakcjach z kreacją. Niektórzy myślą, że świat istnieje, by mogli go przezwyciężyć, zignorować lub wyłączyć. Dla tych jednostek światy przestaną istnieć. Staną się oni dokładnie tym, co sami wnoszą w życie. Staną się jedynie snem w 'przeszłości'. Ludzie, którzy zwracają dokładnie uwagę na rzeczywistość obiektywną, na prawo i lewo, staną się rzeczywistością 'Przyszłości'.
Kasjopeanie, 28-09-2002


Otrzymywanie informacji o nowościach na witrynie!

Kanał RSS Kasjopea




Cykl Artykułów Pod Tytułem

FALA

Rozdział XX

Wszystko co jest, to lekcje...
...albo:
dr Greenbaum i hakerzy dusz...


Abstrahując od dziwacznego sposobu, w jaki zostało to opisane (tzn. gwałt dokonany przez Gadzią istotę), o tym "zmienianie programu" słyszałam już wcześniej. Mówiąc konkretniej, taka uwaga pojawiła się podczas jednej z licznych sesji Candy, skupionych na regresji do czasu rzekomych porwań przez obcych, jednak opis samego wydarzenia był zupełnie inny. Wydawało się niemalże, że to "zmienianie programu" było bezpośrednią odpowiedzią na kontakt tych osobników ze szczerze wam oddaną autorką!

Ażeby informacje o "zmienianiu programu", wyjawione podczas sesji hipnotycznej, miały sens, wróćmy do charakterystyki "Maryann/Candy" z pierwszej części tego cyklu. Żeby nam się wystko nie poplątało, zacznę używać tu imienia "Candy". Jak już wspomniałam, kiedy zaczynałam pisać na temat Fali, wstawiłam pseudonim wzięty z powietrza, żeby chronić jej prywatność. Nie zdawałam sobie sprawy, że w przyszłości zamieszczę dodatkowe informacje o tym, co działo się "za kulisami", i że będzie to wymagało bardziej przemyślanego doboru imienia. Jak pamiętacie, napisałam:

(cytat z 1 rozdziału Fali)

Podmiot to osoba mniej więcej 35-letnia, żona maklera giełdowego, właścicielka prywatnego interesu z branży jubilerskiej, matka dwóch dziewczynek. Urodziła się i dorastała w Kolorado, w rodzinie mormonów, ale dość młodo wyjechała i zamieszkała w Kaliforni u brata, który pracował w sklepie jubilerskim. Tam znalazła zatrudnienie i ostatecznie poślubiła właściciela firmy, który później zmarł, zostawiając ją z małym dzieckiem i z dużym spadkiem.

Ze swoim drugim mężem - maklerem giełdowym - i z dzieckiem z pierwszego małżeństwa oraz z nowym dzieckiem przeprowadziła się na Florydę. Powodem przeprowadzki była chęć pozbycia się nieszczęśliwych wspomnień po utracie pierwszego męża oraz rozpoczęcie nowego życia. Firmę jubilerską w Kaliforni zostawiła pod opieką brata.

Kiedy jej najmłodsze dziecko poszło do szkoły, kobieta (nazwijmy ją Maryann, chociaż nie jest to jej prawdziwe imię) zaczęła się nudzić i postanowiła zatrudnić się w dużym biurze maklerskim, gdzie pracował jej mąż. Objęła stanowisko administracyjne i będąc bardzo inteligentną, uroczą i atrakcyjną osobą, z łatwością odnalazła się w roli pracownika korporacji.

W tym samym czasie zaczęła uczęszczać do metafizyczno-spirytystycznego kościoła, robiąc to prawdopodobnie bardziej z ciekawości niż z jakichkolwiek innych pobudek, jednakże z czasem głęboko zaangażowała się w spirytystyczne wierzenia i praktyki. Wtedy właśnie zaczęły się dziać dziwne rzeczy, chociaż jak sama utrzymuje, dziwne rzeczy zdarzały się jej przez całe życie, tyle że udawało się jej jakoś tłumić większość z nich.

Pierwszą rzeczą było to, że w budynku, gdzie pracowała, natykała się na pewnego mężczyznę. Był on zatrudniony przez jakąś firmę na innym piętrze, więc widywała go tylko w windzie, na parkingu i w lokalnych jadalniach. Przy każdym jednak spotkaniu odczuwała dziwne iskrzenie między nimi i nie upłynęło dużo czasu, a zaczęli wzajemnie wymieniać krótkie uprzejmości.

Pewnej nocy, kiedy opuszczała budynek, a jej mąż był wówczas w delegacji, spotkała tego mężczyznę i wdała się w krótką, banalną pogawędkę. Na tym by się skończyło, gdyby nie fakt, że mężczyzna odprowadził ją do samochodu, gdzie odkryła, że kluczyki zostały zatrzaśnięte wewnątrz. Mężczyzna "uratował" ją, spędzając ponad godzinę na otwieraniu drzwi jej samochodu, po czym podsunął pomysł, żeby uczcić sukces wypadem na drinka. Nie spiesząc się do domu, a jednocześnie chcąc okazać wdzięczność, Maryann zgodziła się przed powrotem do domu wpaść do pobliskiego pubu na piwo.

W pubie spotkali inną współpracownicę Maryann, która się do nich przysiadła. Przy stole, nad kuflami z piwem, rozmowa zeszła na tematy metafizyczne, a potem na szamańskie wierzenia Indian. Mężczyzna powiedział, że wie, gdzie znajduje się miejscowy indiański kopiec (jest ich trochę w okolicy) i że jest to miejsce o wielkiej mocy. Zaproponował, że pokaże obu paniom to miejsce. Czując się bezpiecznie w towarzystwie drugiej kobiety, Maryann wyraziła chęć zobaczenia kopca, więc wszyscy razem udali się tam samochodem mężczyzny. Było już po zmierzchu. Gdy dojechali na miejsce - bagnisty, zalesiony teren nad Zatoką Meksykańską - wysiedli z samochodu i zaczęli przedzierać się przez zarośla do rzekomego indiańskiego kopca.

W pewnym momencie ta druga kobieta została z tyłu i zgubiła się, i wtedy stało się coś, co przestraszyło Maryann. Później jednak nie potrafiła powiedzieć, co to było, poza tym, że była bardzo zdezorientowana i zaczęła domagać się odwiezienia do domu. Mężczyzna z uśmiechem przystał na to. Odnaleźli koleżankę błąkającą się w zaroślach, razem poszli do swoich samochodów, po czym rozjechali się do domów. Problem jedynie w tym, że kiedy Maryann wróciła do domu, była prawie północ. "Zgubiła" ponad trzy godziny.

Wtedy właśnie jej życie zaczęło się rozpadać. Nagle zrobiła się tak uczuciowa i przez cały czas zdenerwowana, że nie była w stanie zachować równowagi psychicznej. Zaczęła mieć obsesję na punkcie tego mężczyzny i raz wierzyła, że jest on jej "bratnią duszą", a minutę później, że to rządowy szpieg. Czuła, że musi znaleźć sposób, żeby z nim być. W tym samym czasie jej mąż uległ wypadkowi samochodowemu jadąc z inną kobietą i ich małżeństwo zaczęło się rozpadać. Ta seria zdarzeń bardzo się skomplikowała i nie jest teraz dla nas istotna, ale to właśnie wtedy spotkałam ją na zebraniu grupy Reiki.

Skoro już odświeżyliśmy sobie to, co pamiętamy o Candy, pozwólcie, że wyjaśnię okoliczności, jakie towarzyszyły poniższej sesji hipnotycznej. Poruszę tu jedynie pewne aspekty sprawy, ponieważ była to długa i skomplikowana historia.

Obsesja - albo sytuacja "Love Bite" (Ugryzienie Miłości) - z mężczyzną, który pracował w biurowcu, gdzie zatrudniony był mąż Candy i gdzie ona także miała stanowisko, tak bardzo wymknęła się spod kontroli, że Candy z determinacją zaczęła szukać źródła swojej niemalże chorej fascynacji tym mężczyzną. WIEDZIAŁA, że zachowywała się jak szalona. Wiedziała też, że ciągłe fantazje, pragnienia aby pod byle pretekstem go znaleźć, śledzić albo wydzwaniać do niego, były całkowicie do niej niepodobne. Wyymyśliła, że są sobie PRZEZNACZENI i może to być jedyny powód tego intensywnego, wewnętrznego pragnienia, z którym walczyła. Była pewna, że ZNA go dokładnie, i chociaż miała z nim właściwie niewielki kontakt, każdemu słowu, jakie zamieniali, przypisywała niemalże mistyczne znacznie. Każde jego spojrzenie było pełne ognia i kosmicznej mocy. Nic to, że przeważnie tego typu zdarzenia miały miejsce w windzie, na korytarzu albo na parkingu biurowca. Była pewna, że za każdym razem, gdy ich spojrzenia się spotkały, dochodziło między nimi do niewiarygodnie głębokiej komunikacji!

Słuchałam tej niekończącej się paplaniny myśląc, że gdy wreszcie zamilknie, dotrze do niej, jak jest to irracjonalne. Tak się jednak nie stało. Upierała się, że "dowód" na tkwiącą w przeznaczeniu naturę ich nieuniknionej unii może zostać odnaleziony pod hipnozą. Osobiście pomyślałam, że nawet jeśli tak się nie stanie, to może seans hipnotyczny przynajmniej "wyleczy" ją z jej obsesji, więc się zgodziłam.

Po pierwszym zdarzeniu, kiedy mężczyzna zabrał Candy i jej przyjaciółkę obejrzeć kopiec Indian, Candy zaczęła kombinować, jak spotkać się z nim ponownie. "Spotkali się" w lokalnym pubie razem z "Eileen", która była dla Candy źródłem informacji w biurze. Skończyło się na przejażdżce do lasu - kolejnym wybryku, który był zupełnie niepodobny do żadnego z nich. Candy była pewna, że wydarzyło się tam coś szczególnego, ponieważ znowu miała poczucie "zgubionego czasu". Pamiętała jedynie, jak wjeżdżali w zalesiony teren, aby zobaczyć miejsce, gdzie można popływać, o którym słyszało jedno z nich, lecz kiedy tam dotarli, nic nie znaleźli, natychmiast więc zawrócili i odjechali. Jednak upłynęło znacznie więcej czasu, niż było potrzebne na powrót. Dziwną rzeczą w całym tym wydarzeniu było to, że przez dwa dni po tym "wypadzie do lasu" Candy niemalże bez przerwy płakała i nie potrafiła ani mnie ani nikomu innemu wyjaśnić powodu tego płaczu. Wiedziała tylko, że czuje "smutek i silną tęsknotę" za tym mężczyzną, obiektem jej bezwarunkowej miłości.

Pominiemy cały proces wprowadzania i "przygotowywania środowiska pracy", i po prostu przejdziemy do pierwszego pytania [tego faceta będziemy nazywać Bill].

P: Podaj teraz punkt w czasie/przestrzeni, w tym życiu, kiedy po raz pierwszy spotkałaś Bila. Gdzie jesteś i co widzisz?
O: Widzę jak wchodzi po schodach w firmie maklerskiej.
P: Okay. I to jest pierwszy raz, kiedy mieliście ze sobą do czynienia, pierwsze wasze spotkanie w tym życiu?
O: Hmm... Prawie jakbym widziała dwójkę dzieci bawiących się razem.
P: Czy to jest w tym życiu, czy innym? Fizycznie czy duchowo?
O: Hmm... Myślę, że to obecne życie.
P: Możesz powiedzieć o tym coś jeszcze?
O: Um... [Długa przerwa.]
P: Powiedz mi co widzisz, co czujesz.
O: To prawie jakbyśmy byli razem w pokoju.
P: Jakim pokoju?
O: Czymś w rodzaju kwadratowego srebrzystego pokoju.
P: I co robicie w tym kwadratowym, srebrzystym pokoju?
O: Bawimy się.
P: W co się bawicie?
O: Gry.
P: Jesteście dziećmi?
O: Um hmm. [Przy tej odpowiedzi miała dziecięcą nutkę w głosie.]
P: Gdzie jest ten kwadratowy, srebrzysty pokój?
O: Umm... (westchnienie) Jest um... przybyli i nas zabrali.
P: Kto przybył i was zabrał?
O: Widzę, um, są małymi białymi... oni wyglądają jak dzieci... i bawią się z nami. Zabawiają nas. ... to tak jakby wiedzieli, kiedy jesteśmy smutni, i oni są tutaj. oni są jak towarzysze zabaw.
P: Ile masz lat?
O: Myślę, że mam ze trzy albo cztery lata.
P: W porządku, weź naprawdę głęboki wdech. Policzę do trzech i na "trzy" znajdziesz się w punkcie czasu/przestrzeni gdzieś na początku maja tego roku, kiedy wpadłaś na Billa i Eileen albo się z nimi spotkałaś w miejscu zwanym Player's bar i wybrałaś się na przejażdżkę do lasu. Przenieś się do miejsca w czasie i przestrzeni, kiedy przybyłaś do lasu i z łatwością będziesz w stanie opisać, co się wtedy wydarzyło. Na trzy. (odliczanie) Co widzisz i co się dzieje?
O: Umm... Wiesz, to zabawne! Nie pamiętam wysiadania z samochodu! Widzę nas wysiadających z samochodu... Z jakiegoś powodu.... Widzę włączone światła samochodu... Widzę coś nad dachem samochodu... Widzę błysk światła... Widzę, jak wysiadamy z samochodu... Widzę nas idących przez las.
P: Dokąd idziecie przez ten las?
O: Nie chcę tam iść. Um... Widzę to prawie jakbym walczyła... jakbym walczyła, żeby tylko nie iść, albo coś w tym stylu... Boję się...
P: Weź głęboki wdech, pójdźmy głębiej... zacznij opisywać, co się wydarzyło. Powiedziałaś, że walczysz i wzbraniasz się...
O: Um hmm...
P: Z czym walczysz? Z kim walczysz?
O: Nie, ja nie... Ja... Tak jakbym ... nikogo nie ma w pobliżu mnie, ale cała nasza trójka idzie w głąb lasu... Obawiam się. Nie chcę iść... gdzieś jest coś strasznego. Tak jakbym wiedziała, że coś tam jest.
P: Okay, co dzieje się dalej?
O: Tak jakbym zasyp... Zasnęłam...
P: Okay, podświadomy umysł kontynuuje rejestrowanie nawet gdy śpisz. Co dalej?
O: Jestem niesiona...
P: Przez kogo lub co?
O: Umm... Widzę coś dużego i owłosionego z dużymi rękami.
P: Okay. Gdzie to was zabiera?
O: Zabiera nas do miejsca. Nie wiem, jak się tam dostaliśmy. ale widzę to miejsce i widzę. to, co widzę, to coś jakby jaskinia, ale widzę u szczytu tej jaskini te żółte światła.
P: Żółte światła?
O: Duże żółte światła... to prawie jak, um, nie są to jasne światła... jakby przysłonięte żółte światła... jak wielki... tak duże jak, um... jak małe baseny... są duże... są u góry na suficie... i są żółte...
P: Są w górze na suficie i są żółte?
O: Taaa, są w jaskini... rany! ależ to dziwne miejsce!
P: Okay. Opisz wszystko. Co widzisz?
O: Um, Powiem ci po prostu co widzę... to dziwne... widzę wózek... wygląda prawie jak mały golfowy wózek...
P: Co ten wózek robi?
O: Um... Widzę to tam... Jakbym widziała nas, um... to coś jakby taśmociąg... jakbyśmy byli umieszczeni na srebrnym dysku, czymś w rodzaju srebrnych noszy...
P: Co dzieje się dalej, co widzisz naookoło?
O: Umm... Widzę siebie na stole...
P: Gdzie jest Bill i gdzie jest Eileen? (podmiot wykazuje oznaki zdenerwowania) W czym problem?
O: Widze tę twarz, której nie lubię.
P: Jakiej twarzy nie lubisz?
O: Umm...
P: Opisz tę twarz...
O: Pozwól mi na nią spojrzeć... nie widzę jej... Mignęła mi przed oczami, a teraz jej nie widzę...
P: W porządku, cofnijmy się... odliczę do trzech i na trzy cokolwiek powstrzymuje cię przed ujrzeniem tej twarzy zniknie i rozpadnie się, będziesz widziała ją wyraźnie i za pomocą swojego umysłu sfotografujesz chwilę, w której się pojawi, tak abyś mogła opisać ją ze szczegółami... na trzy... (odliczanie)
O: Zmieniła się... zmieniła się... najpierw pojawiła się jedna twarz, a za chwilę inna i już jej nie widzę .
P: Co czujesz, gdy widzisz te twarze?
O: Nie lubię ich... są rozgniewane...
P: Dlaczego są rozgniewane...
O: Bo ktoś węszy w pobliżu.
P: Kto węszy w pobliżu?
O: Są wściekłe z powodu hipnozy.
P: Jakiej hipnozy?
O: Tej, którą ty przeprowadziłaś.
P: Okay. Co mają zamiar z tym zrobić? Jak się o tym dowiedzieli?
O: Wiedzą wszystko.
P: Okay. Co chcą z tym zrobić?
O: Zmienić to.
P: Co zamierzają zmienić i jak?
O: Prawie jakbym słyszała jak mówią, um, żeby zmienić programowanie.
P: Czyje programowanie zamierzają zmienić i dlaczego?
O: Myślę, że moje.
P: Możesz powtórzyć coś jeszcze z tego, co mówią??
O: Um, To prawie jakby przeszły do Billa... Umm... czują, że nie muszą się obawiać o Eileen, bo ona nigdy nie wierzyła w takie rzeczy...
P: A o ciebie?
O: Umm... (westchnięcie) ... Słyszę, "ona jest taka ciekawska!" Mówią: "Zbyt intensywnie, za szybko. Wiedziałem, że coś takiego się wydarzy"... potem słyszę jak mówią, że spóźniają się z realizacją harmonogramu... ucieka im czas...
P: Czy możesz powiedzieć, z czym się spóźniają i na co mają coraz mniej czasu?
O: Umm... To zabawne, słyszę jak mówią, że nadchodzi czas oczyszczenia... coś w tym stylu...
P: Dlaczego są przeciwne hipnozie? Czy nie chcą, żebyś wiedziała, co się dzieje?
O: Umm... nie chcą żebym była zraniona...
P: Więc czujesz, że martwią się o ciebie?
O: Um hmm.
P: Dlaczego ich nie lubisz?
O: Przerażają mnie.
P: Dlaczego cię przerażają?
O: Umm... (zdenerwowanie)
P: Co widzisz?
O: To prawie jakby mnie szczypały...
P: Gdzie cię szczypią...
O: W ramię...
P: Co robią z twoim ramieniem?
O: Wprowadzają rurkę do mojego ramienia... jakby wprowadzały rurkę w fałdę mojego ramienia... w moje ramię
P: W porządku, co teraz robią?
O: Nie wiem, co one do diabła robią z moim ramieniem... Umm... co to było?
P: Co to było?
O: Widzę błysk...
P: I co dalej?
O: Nie wiem, naprawdę trudno to zobaczyć...
P: Jakiego koloru błysk? Po prostu błysk światła?
O: Jakby zielone światło czy coś..
P: A teraz ... co czujesz... co odczuwasz...?
O: Czuję jak wkładają mi coś do żył...
P: I co to coś tobie robi?
O: Zmienia mnie...
P: W jaki sposób cię zmienia?
O: Nie wiem... to zabawne... jakby umieszczały coś w mojej krwi... Um, słyszę "rozpalić płomień". Nie wiem, co to znaczy. Umm... to prawie jak... ustawiać odbiorniki na stereo, a potem ni stąd ni zowąd włączyć stereo... jak głośniki stereo... to jakby spędzić cały ten czas rozmieszczając głośniki gdzie się da, a potem włączyć stereo, prawie jak, jakbym widziała jak ktoś włącza stereo i jakbym widziała energię płynącą do odbiorników, żeby zagrały.
P: Ilu ludzi na tej planecie ma te głośniki?
O: Umm... wielu...
P: Ile razy zostałaś porwana?
O: Myślę, że to absolutnie niedorzeczne, ale i tak to powiem... mówią, że kilkaset razy.
P: Okay, czy te wszystkie porwania miały miejsce w ciele, czy poza ciałem?
O: Słyszę, że cały czas robią poprawki.
P: Czy przyszli, bo ich wezwałaś?
O: Nie.
O: Umm... Nie wiem... I widzę wszystkie te światła przede mną...
P: Co te światła robią?
O: Kręcą się w kółko... widzę jakby różne kolory kręcące się spiralnie wokół osi... fioletowy... żółty.... męczą mnie
P: Męczą cię... weź głęboki wdech...
O: Moje ciało jest gorące...
P: Okay, wróćmy do tego zdarzenia w lesie; jesteś w jaskini; leżysz na stole; zobaczyłaś twarz; wkładają ci coś do żył; zmieniają projekt; co dzieje się potem...
O: Czekaj... Czuję, że one... one są złe...
P: Dlaczego są złe i na kogo są złe?
O: Umm... wiesz, one jakby wstawiają blokady strachu... a ja wtedy przełamuję się przez te blokady, które mają powstrzymywać mnie od robienia pewnych rzeczy...
P: I to dlatego są złe?
O: Um hmm... dlatego, że jestem zdeterminowana... Jestem... prowadzona...
P: Czy widzą mnie jako zakłócenie?
O: (Śmiejąc się) Tak!
P: Co dzieje się dalej?
O: (Śmieje się) Eileen tam jest.
P: I co dzieje się z Eileen?
O: Myślę, że wszczepiają jej implant... to dlatego słyszy głosy w głowie... myśli, że to Tom, potem myśli, że to Bill...
P: Co się dzieje dalej? Przejdź przez to doświadczenie jeszcze raz...
O: Nie wiem, dlaczego to widzę... to prawie tak jakbym widziała... widzę Wielką Stopę... jakby odwracała.... (nos mnie swędzi)
P: Odwraca co?
O: (Nos mnie swędzi) On umm... Nie wiem co... (pociera nos energicznie)... nos mnie swędzi.
P: Co się dzieje z twoim nosem?
O: Swędzi mnie. (pociera nos) Nie wiem (śmieje się) Mam włosy w nosie!
P: Czyje włosy masz w nosie? Wielkiej Stopy?
O: Tak myślę. To jakby...fuuuj... (śmiech)
P: Jak to pachnie?
O: (Pocieranie nosa i chichot)
P: Jak pachnie Wielka Stopa?
O: Prawie jak palony amoniak... Boże! Wszędzie mam włosy... wiesz... (otrzepuje się jakby próbowała strzepać z siebie włosy.)
P: Czy Wielka Stopa niesie cię z powrotem do samochodu?
O: Um hmm
P: Okay, teraz jesteś z powrotem w samochodzie i wracasz do domu...
O: O boże... , uh... zatrzymaliśmy się... Musiałam iść do łazienki... Podkręcili mi słuch.
P: Podkręcili ci słuch?
O: Aha. Słyszę Eileen rozmawiająca z Billem w samochodzie, a jestem na zewnątrz...
P: Co ona mówi?
O: Ona mówiła mu, że.... że... on jakby się na nią zdenerwował... albo uciekał od niej... a ona powiedziała, chciałam tylko, żebyśmy byli przyjaciółmi, nie chciałam.... ja tylko chciałam tam być.... a on na to chyba... no wiesz..., że ona się za nim ugania... no wiesz....
P: Weź głęboki wdech... przejdź do punktu w czasie/przestrzeni, kiedy przytłoczył cię żal i smutek... czemu to wydarzenie wywołało u ciebie taki smutek?
O: (westchnienie)
P: Płakałaś przez dwa dni po tym zdarzeniu... co cię tak wzruszyło?
O: (wzdychanie z podenerwowania) Dzieje się coś bardzo złego.... Nie wiem.
P: Weź głęboki wdech... (odliczanie... Sugestie, koniec sesji. )

W tym czasie zainteresowanie Candy Billem właściwie się "wyłączyło". Zaczęła mieć obsesję na punkcie MF, "badacza UFO" wspomnianego w poprzednim rozdziale. Widziałam, że on pod przykrywką "terapii" dążył do związku fizycznego, a ona zaczęła zachowywać się kompletnie nieprzewidywalnie. Jedną z oznak jej nowej "obsesji" było to, że właściwie "porzuciła" swoje dzieci. Kilka razy zdarzyło się, że najmłodsze z nich dzwoniło do mnie i pytało, czy ich matka jest u mnie, ponieważ od wielu dni rzadko bywa w domu i nie mają nic do jedzenia.

Widziałam i czułam tę POTĘŻNĄ, przemożną chemię między Candy i MF. (Musimy też pamiętać, że był on jednym z tych, których Kasjopeanie określili jako coś w rodzaju "nieświadomych szpiegów").

Wkrótce po powyższej sesji, Candy zadzwoniła do mnie w stanie całkowitej histerii. Poprzedniej nocy wyszła na kolację z MF. Gdy wróciła z randki i położyła się spać jak zwykle, miała sen o kilku mężczyznach wchodzących do jej domu. Następnie obudziła się rano czując się odurzona, a jej nogi były obolałe za kolanami. Kiedy na nie spojrzała, zobaczyła siniaki. I co więcej, były to siniaki, które pokazywały wyraźny odcisk czteropalczastej dłoni z tyłu każdej nogi!

Już wcześniej sugerowałam jej, żebyśmy porozmawiały z moim przyjacielem - prywatnym detektywem [PD], a teraz była zdesperowana, żeby zapanować nad tym, co się działo. Tak więc spotkałyśmy się z PD.

Po wysłuchaniu całej historii i zbadaniu siniaków PD powiedział, że w jego opinii należałoby potraktować całą sprawę jako "przestępstwo" i poszukać jakichś dowodów rzeczowych. Podczas przepytywania, Candy przypomniała sobie sukienkę z pierwszego "porwania", która prawdopodobnie wciąż leżała na dnie szafy. PD powiedział mi na osobności, że siniaki takie jak te na nogach Candy mogły być "sfingowane" przez histeryczną kobietę chcącą zwrócić na sieie uwagę, ale że byłoby to trudne. Tak jak ja, łamał sobie głowę nad tym, co mogło być przyczyną siniaków, które wyraźnie przedstawiały dłoń nie należącą do człowieka. Był on również zainteresowany znalezieniem jakichś twardych dowodów i chciał być obecny przy następnej sesji hipnotycznej, by zdecydować, w jakim kierunku zmierzać z prawdziwym dochodzeniem. Candy się zgodziła. Chciała tego natychmiast i, z jakiegoś powodu nie chciała aby MF - znany badacz UFO - przy tym był! Była oczywiście do pewnego stopnia świadoma, że jej kontakty z nim mogły mieć coś wspólnego z tym ostatnim wydarzeniem. Czułyśmy też obie pewną ulgę, że "profesjonalista" potraktował całą sprawę poważnie i był skłonny poświęcić czas, talent i środki, aby dogłębnie ją przebadać..

Co do sukienki, która według Candy była cały czas w szafie (i nigdy nie została wysłana do prania), PD zamierzał spróbować wykorzystać swoje układy i wysłać ją do laboratorium sądowego jako możliwy dowód gwałtu. Nie zamierzał wspominać nic o "obcych", ale pozwolić laboratorium przeprowadzić standardową procedurę, jaka zostałaby wszczęta przy próbie zebrania dowodów służących identyfikacji takiego napastnika - w tym badania takie jak określenie DNA. Candy zgodziła się ostrożnie umieścić sukienkę w plastikowej zamykanej torebce i przekazać mnie, a ja przekazałabym ją jemu.

A na wieczór zaplanowaliśmy sesję.

P: Okay, weź głęboki oddech. Chcę, żebyś wróciła pamięcią do tamtego punktu w czasie/przestrzeni, szczególnie do przedostatniej nocy, i zobaczyła się, jak przygotowujesz się do pójścia do łóżka. Powiedz mi, co robisz. Wyszłaś na kolację, wróciłaś i przygotowujesz się do snu. Co się dzieje?
O: Strasznie boli mnie głowa.
P: Okay. Co dzieje się następnie?
O: Idę spać.
P: Śpisz. Co się dzieje?
O: Widzę tych mężczyzn.
P: Gdzie oni są? Czy są w twoim pokoju?
O: Nie (zdenerwowanie)
P: Wróć, śpisz, co się dzieje? Słyszysz coś, widzisz, masz sen?
O: Nie wiem, jak to możliwe, ale widzę mężczyzn w wojskowych kombinezonach... oni... oni wykręcili mnie czy jakoś tak... plecy mnie bolą...
P: Skąd przyszli? Czy to sen? W którym momencie uświadomiłaś sobie, że tam są?
O: (zdenerwowanie) widzę siebie w ciężarówce, czy czymś w tym rodzaju.
P: Jak się dostałaś do tej ciężarówki?
O: (Zdenerwowanie i niezdolność udzielenia odpowiedzi)
P: Weź naprawdę głęboki oddech i powróćmy do momentu, kiedy spałaś. Śpisz w swoim łóżku. Kiedy uświadomiłaś sobie, że coś jest nie tak? Nawet kiedy śpisz, twoja podświadomość rejestruje wszystko, co dzieje się wokół ciebie. Co twoja poświadomość widzi i odnotowuje?
O: Powiem ci tylko co widzę, nie wiem skąd to się wzięło... Widzę mężczyzn wchodzących do domu...
P: Jak weszli do domu?
O: Tylnymi drzwiami.
P: Tylnymi drzwiami od strony basenu?
O: Um hmm! Oni po prostu weszli prosto do mojego domu, poszli prosto do mojego pokoju, chwycili mnie, od razu wyciągnęli mnie na zewnątrz...
P: Dlaczego cię to nie obudziło?
O: Nie wiem...
P: Bolała cię głowa zanim poszłaś do łóżka...
O: Um hmm
P: Okay, chwycili cię, wyciągnęli na zewnątrz i co robią dalej?
O: Umm...
P: Ilu ich jest?
O: Dwóch, ale nie są miłymi ludźmi.
P: Czy coś mówią, kiedy cię chwytają i wyciągają na zewnątrz?
O: Unh uh.
P: Przez które drzwi cię wynieśli, frontowe czy tylne?
O: Tylne.
P: Wyszli przez tylne drzwi, gdzie cię zabierają? Którą drogą idą?
O: Tuż za progiem... to dziwne. Chciałam powiedzieć, że weszliśmy do czarnego helikoptera, ale to nie jest helikopter.
P: Co to jest? Wyszliście tylnymi drzwiami... w którą stronę poszliście, w prawo czy w lewo?
O: W lewo, wzdłuż jeziora.
P: Okay.
O: Oni po prostu załadowali mnie na...
P: Na co?
O: Powiedziałabym, że na statek kosmiczny.
P: Statek kosmiczny? Jaki kształt ma ten statek? Gdzie się znajduje?
O: Jest jakby zawieszony nad ziemią, nad jeziorem. Jest naprawdę cichy.
P: Jaki ma kształt. Jakiego jest koloru?
O: Jest okrągły, nie widzę go... (wzdycha)
P: Czy załadowali cię tam fizycznie?
O: Um hmm.
P: Czy wdrapali się tam za tobą, a może ktoś już tam jest?
O: Są w środku, ale boli mnie głowa i bolą mnie nogi.
P: Mówią coś?
O: Uszy mnie bolą. Źle się czuję.
P: Dlaczego boli cię głowa, uszy i nogi?
O: Nie wiem. Po prostu nie czuję się za dobrze.
P: Czy masz mdłości?
O: Nie wiem. Po prostu ogólnie nie czuję się dobrze.
P: Okay, co teraz się dzieje?
O: Nie wiem... Po prostu nie czuję się za dobrze...
P: Kontynuuj... weź głęboki oddech... weź cztery albo pięć głębokich oddechów... Czy czujesz się lepiej?
O: Nie, ciało mnie boli.
P: Dlaczego boli cię ciało?
O: Nie wiem... plecy mnie bolą... ranią mi plecy...
P: Zrobili coś z twoimi plecami?
O: Nie wiem... (zdenerwowanie)
P: Okay, co się teraz dzieje? Mówią coś?
O: Jestem przy stole... mówią do mnie...
P: Co mówią?
O: Zadają mi pytania.
P: Co to za pytania? Kiedy je zadadzą, powtórz mi je.
O: (westchnienie, zdenerwowanie) "Co robiłaś?"
P: O co jeszcze pytają?
O: Nie wiem, głowa mnie boli.
P: Co im powiedziałaś, gdy zapytali cię, co robiłaś? Czy udzielasz im odpowiedzi bez świadomej kontroli?
O: Tak, To prawie... czuję teraz po prostu silny ból.
P: Co powoduje ten ból?
O: Nie wiem.
P: Co jeszcze robią, tylko zadają ci pytania?
O: Um Hmm.
P: Jakiego typu pytania?
O: Nie wiem... głowa mnie boli...
P: Weź głęboki oddech, a przestaniesz czuć ból... Jakiego typu pytania ci zadają? Czy zanim zaczęli zadawać pytania, coś ci zrobili ?
O: Um hmm.
P: Co zrobili?
O: Nie wiem, to zabrzmi bardzo dziwnie... to prawie tak jakby mieli swoje własne implanty...
P: Okay. Jakie pytania ci zadają?
O: Pokazują mi mapę i chcą, żebym wskazała im pewne miejsca i pokazała im...
P: Co chcą, żeabyś im pokazała... jakie pytania ci zadają...
O: Pytają mnie, gdzie jest ta baza...
P: O jakiej bazie chcą się dowiedzieć?
O: To baza wojskowa.
P: O co jeszcze cię pytają?
O: Nie wiem... Nie wiem.... głowa mnie boli.
P: Głowa boli cię w tej chwili?
O: Um hmm. Głowa mnie boli, szyja mnie boli, całe ciało mnie boli.
P: Okay, co dzieje się dalej?
O: Jestem zmęczona. Nie podoba mi się to. Cierpię z bólu. (skrajne zdenerwowanie)
P: Czy oni zadają ci ból celowo?
O: Tak, teraz boli mnie całe ciało... muszę to zakończyć... ten ból głowy mnie zabija....
P: Przejdźmy dalej... (sugestie; koniec sesji)

Ciekawą rzeczą było dla mnie to, że ten "refleks bólowy" był dokładnie tym, co wydarzyło się gdy badałam mój pierwszy przypadek "porwania przez obcych", w noc, podczas której nad obszarem trzech hrabstw zaobserwowano Czarne Bumerangi. Gdy zadawałam pytania, podmiot zaczął odczuwać tak silny ból, że stało się jasne, iż pomimo sugestii uspokojenia, nie powinnam kontynuować.

Jakiś tydzień po tej sesji Candy przyszła i zażądała zwrotu sukienki, ponieważ MF powiedział jej, że ON może dać ją do zanalizowania PRAWDZIWEMU naukowcowi, który jest obeznany z procesem badań nad UFO. Powiedział jej, że nie powinna ufać nikomu, kto jest powiązany z "władzami", ponieważ jeśli przekaże im sukienkę, to ta z pewnością zaginie i wraz z tym przepadną jej szanse, aby kiedykolwiek poznać prawdę. I oczywiście, z uwagi na powiązanie, ja byłam włączona do grona tych, którym nie powinno się ufać.

Okazało się, że ten jego "prawdziwy naukowiec" był nie posiadającym żadnego stopnia naukowego studentem chemii, który pracował na pół etatu w miejscowej oczyszczalni ścieków. Nie mogłam zrobić nic, aby ją od tego odwieść, wiedziałam już wystarczająco dużo na temat MF, żeby być całkowicie zniesmaczoną całą tą sprawą. Było jasne, że manipulował nią i nastawiał ją do mnie źle, ja natomiast już dawno temu nauczyłam się, że nie mogę za kogoś walczyć z kłamcami i manipulatorami. To on sam musi ich przechytrzyć.

Niedługo potem zaczęły do mnie docierać plotki. Przyjaciel, który znał MF zadzwonił do mnie i powiedział, że rozpowiada on ludziom, że chciałam "zdobyć sławę" pisząc książkę na temat przypadku Candy - "typowego porwania z dowodami" - i dlatego też "wykorzystywałam ją" i jej prawie psychotyczny stan dla własnych korzyści. Z drugiej stronyon, rzecz jasna,, próbował jedynie "pomóc jej pokonać traumę"; mniejsza z tym, że dążył do nawiązania osobistej relacji z osobą, która była w stanie traumy a zatem podatna na zranienia. Nie trzeba wspominać, że byłam tym nie tylko zszokowana, ale też zraniona. Było zupełnie jasne, że to właśnie MF miał swoją agendę. Może to właśnie ON dążył do tego by zająć się tym "idealnym przypadkiem", dzięki któremu zyskałby sławę i chwałę, a ponieważ to była jego gra, rzecz jasna myślał, że inni również w nią grają. Z drugiej strony, być może jego motywacje pochodziły z innego źródła i były znacznie bardziej złowrogie.

Wtedy inny przyjaciel ściągnął trochę informacji od ludzi z internetowego biuletynu UFO, gdzie sprawa Candy była tematem gorącej dyskusji. W tej wymianie zdań między ludźmi, których nawet nie znałam, z którymi nigdy się nie spotkałam, byłam opisywana jako "oszustka" i "osoba niekompetentna" oraz " wykorzystująca biedną ofiarę porwań dla własnych korzyści". W żadnej części opis tego, jak prowadziłam dochodzenie, nie był bliski prawdy i było oczywiste, że ktoś kłamał. Jedyną osobą, która mogła wypaczać fakty był MF. Wiedział wystarczająco dużo o mnie i o tym, co robiłam, żeby mógł wiedzieć lepiej, chyba że to Candy przekazywała mu informacje, które nie były zgodne z prawdą. Nie mogłam się zdecydować, co wydaje się bardziej prawdopodobne, a w końcu się WŚCIEKŁAM! Dowiedziałam się bowiem, że osoba, która zamieściła te informacje, była żoną pracownika oczyszczalni ścieków mieniącego się "chemikiem" i "naukowcem" oraz "profesjonalnym analitykiem". Przyjaciel powiedział mi, że Candy "zakumplowała" się z ta kobietą w taki sam sposób, jak "zakumplowała się" ze mną.

Kolejne informacje dotarły do mnie z wiarygodnego źródła (od niegdysiejszego dyrektora grupy MUFON), u którego MF, będący już w intymnym związku z Candy, miał bardzo złą reputację. Był członkiem dużej organizacji MUFONu, która opierając się na jego zapewnieniach o posiadanej wiedzy i doświadczeniu (przybył na Florydę z innego stanu), obdarzyła go zaufaniem i władzą, ofiarowując mu odpowiadające temu stanowisko w ich terenowej jednostce do spraw badań UFO. Wkrótce stało się jasne, że "nie współpracował dobrze z innymi", w rzeczywistości przyniósł organizacji sporo negatywnego rozgłosu i sprawił, że zaczęto bacznie się jej przyglądać. Grupa MUFONu poprosiła go o złożenie rezygnacji, ale odmówił. Nie mając w tamtym momencie innego wyjścia, cała grupa wolała zagłosować za rozwiązaniem swojej organizacji, niż kontynuować działalność wspólnie z tym człowiekiem!

Potem MF przyłączył się do tej pary, która tak pracowicie szargała moje dobre imię wśród lokalnej metafizycznej i zajmującej się UFO społeczności (bez, co musze dodać, przeprowadzenia kiedykolwiek rozmowy ze mną!). Ponadto ta sama para należała do większej grupy MUFONu działającej na terenie Clearwater i potem dołączyła do dr Santilliego jako "asystenci badań". Obecnie uważam, że "dystansowanie się" dr Santilliego od naszej pracy było bezpośrednim rezultatem wpływu tej małej grupy, że tak powiem "czarnych owiec". Prawdą jest, (jak się niedawno dowiedziałam), że te dwie osoby zostały później szefami MUFONu w Clearwater po tym, jak dwoje innych przejęło wydawanie biuletynu MUFONu od Terry'ego i Jan Rodemerków. Od tamtego czasu organizacja podobno znalazła się na równi pochyłej, jeśli chodzi o jej znaczenie zarówno jako siły napędowej "centrum informacji", jak i wsparcia dla miejscowych, którzy mogli doświadczyć obserwacji UFO albo porwań.

Na ostatniej konferencji UFO w Pensacoli, w której brałam udział, miał miejsce zabawny incydent. Ark i ja byliśmy na wykładzie Whitley'a Streibera, podczas którego wygłosił on "płynący z głębi udręczonego serca" apel do "świata nauki", aby ten zebrał wszystkie umysły i narzędzia i podjął próbę rozwiązania zagadki "Gości", jak nieśmiało ich nazywa.

Jako że Ark jest naukowcem z całkiem dobrą międzynarodową reputacją oraz licznymi publikacjami w szanowanych pismach, jak również uważany jest za eksperta w geometrii Riemanna i teorii Kaluzy-Kleina na temat dziesięciowymiarowej czasoprzestrzeni, pomyśleliśmy, że MOŻE on pasować do tej kategorii naukowców, do których Whitley kierował swoje błagania. Po zakończeniu wykładu stanęliśmy więc w długiej kolejce, aby porozmawiać z panem Streiberem i zaoferować pomoc. Kiedy tam staliśmy, usłyszałam mężczyznę mówiącego do kogoś za moimi plecami. Sugerował on, że jest naukowcem i NAPRAWDĘ musi porozmawiać z panem Streiberem na osobności. Odwróciłam się, żeby zobaczyć kto to i - proszę! Zgadliście! Ekspert z oczyszczalni ścieków!

Oczywiście, jak się okazało, pan Streiber nie był za bardzo zainteresowany prawdziwą nauką, zbył nas bowiem wymówką, że jest zbyt zajęty podpisywaniem sprzedawanych przez siebie książek, i unikał nas przez resztę konferencji. Tak to właśnie jest. Fajnie jest wygłaszać płynące z serca apele, kiedy stoi się na podium udając, że jest się naprawdę zainteresowanym poznaniem prawdy, ale kiedy staje się twarzą w twarz z naukową analizą, okazuje się to być ostatnią rzeczą, której uwagę chce się na siebie ściągnąć! Lepiej zapełnić laboratorium ekspertami od ścieków - są oni znacznie lepiej wykwalifikowani do analizowania bzdur, które krążą w środowisku badaczy UFO.

[kontynuacja]

Z perspektywy czasu wyraźnie widać, że "zmiana" programu, jaką wyczuwała Candy, dotyczyła unikania mnie oraz mojej metody łączenia analizy intuicyjnej z naukową. Oczywistą drogą w tym kierunku było sprowadzenie "posiłków", tj. MF i jego kohorty. Nie umknęło mojej uwadze również i to, że w obydwu wypadkach jedynym "kanałem informacyjnym" o MNIE, zarówno dla grupy z Kościoła Metafizycznego jak i grupy MUFON-u, była sama Candy. Nigdy nie dowiem się, czy było to z jej strony świadome, czy też nie. Wiem tylko, że rezultatem wszystkich interakcji z nią były kolejne ataki/lekcje, kłamstwa i zaciemnianie, niepewność i obgadywanie nas za plecami.

No i oczywiście wygasła jakoś w tym momencie obsesja Candy na punkcie Billa. Pamiętacie Billa, tę "bratnią duszę"? Faceta z "Kosmicznym Przeznaczeniem"? Ooops! To było wczoraj! Dzisiaj rusza nowy program!

Nigdy nie dowiemy się, czy "uprowadzenia" Candy faktycznie się zdarzyły. Nigdy nie dowiemy się, czy jej dowód uprowadzenia był prawdziwy. Został on tak skażony przez wszystkie niekompetentne ręce, przez które przeszedł, oraz przez sposób, w jaki obchodzono się z nim w prymitywnych warunkach laboratoryjnych, że teraz żaden szanowany czy uznany analityk go nie tknie.

Pojawia się oczywiście pytanie, czy całe to przedstawienie ze zmianą "programu" wynikało bezpośrednio z faktu, że dzięki Candy faktycznie COŚ mogło zostać ujawnione, że mogliśmy się czegoś nauczyć albo coś odkryć? A co z Lilly? Mamy tu następną osobę, której zaraz po interakcji z Kasjopeanami i ze mną, oraz z moim "naukowo/analitycznym" podejściem do każdej sytuacji, został zmieniony "program"? Co to za historia?

Wróćmy do Lilly. Skończyliśmy na opisie genitaliów jej gwałciciela, które jakoby przypominały w pewnym sensie czerwony ogon diabła, znany z kreskówek. Przyjrzeliśmy się "prawdziwemu okazowi" i faktycznie, był on raczej taki, jak go opisała. Wiemy też dość dobrze, że trudno byłoby jej zdobyć informacje dotyczące wyglądu genitaliów aligatorów, choć nie byłoby to niemożliwe. Co się wydarzyło dalej?

Po przepracowaniu gwałtu, czemu poświęciłyśmy sesję hipnozy, przeszłyśmy "przetwarzanie" emocji. Wpadła mi wtedy do głowy myśl, że powinnam "przetestować" swoją hipotezę dotyczącą materiału Greenbauma, zadając kilka "greenbaumowych" pytań. To naprawdę był tylko luźny pomysł i absolutnie nie spodziewałam się od klientki pozytywnej odpowiedzi!

Kierując się programem Greenbauma, ustaliłam wyobrażeniowo-ruchowe sygnały dawane palcami i zasugerowałam:

"Chcę, żeby twoje wewnętrzne centralne jądro przejęło kontrolę nad sygnalizowaniem palcami. Chcę również, aby twoje wewnętrzne centralne jądro kontrolowało sygnalizującą dłoń oraz jej akcje potrzebne do potwierdzającego uniesienia palca. Chcę zapytać twoje wewnętrzne centralne jądro, czy którakolwiek część ciebie, którakolwiek część Lilly, wie coś o Alfie, Becie, Delcie lub Thecie".

Prawie mi szczęka opadła, gdy padła odpowiedź "tak".

To był wyraźny znak ostrzegawczy. Wpływałam na nieznane wody i naprawdę żałowałam, że zdecydowałam się na to bez większego treningu. Jednak sytuację tę można przyrównać do operacji: pacjentka została otwarta, więc musiałam sprawdzić, co mogę tam znaleźć, uważać, żeby nie zrobić jej krzywdy i postarać się coś naprawić, zanim ją z powrotem pozszywam.

Po otrzymaniu "twierdzącej" odpowiedzi, powiedziałam:

"Chcę, żeby ta część wewnętrzna, która wie coś o Alfie, Becie, Delcie i Thecie, pojawiła się na poziomie, z którego będzie mogła ze mną rozmawiać, oraz żeby powiedziała "jestem tutaj", kiedy się na nim pojawi".

Głos znacznie różniący się od głosu Lilly powiedział: "jestem tutaj". Zapytałam o imię i otrzymałam odpowiedź "Portier".

W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak naciskać i poznać jak najwięcej w czasie, jaki miałam do dyspozycji. Z całą pewnością zidentyfikowałam 7 różnych "programów", jednym z nich była Delta. Pamiętacie co dr Hammond powiedział o Delcie?

Alfa wydaje się reprezentować ogólne programowanie, pierwsze wprowadzone elementy. Beta wygląda na programy seksualne - na przykład określony sposób uprawiania seksu oralnego, seksu w odprawianych rytuałach, programy mające związek z produkcją dziecięcej pornografii, reżyserią dziecięcej pornografii, prostytucją. Delty są zabójcami trenowanymi do rytualnych morderstw w czasie trwania ceremonii.

Przechodziłam przez te programy, pytając o "kody kasujące" i część z nich otrzymałam. W innych wypadkach padała zdecydowanie mechaniczna odpowiedź "zakaz dostępu"! Najdziwniejsze było jednak to, że na zadawane pytania dostawałam od tej kobiety niemalże książkowe odpowiedzi - takie, które dokładnie pasowały do informacji zawartych w przemówieniu Greenbauma! Byłam całkowicie oniemiała. No bo jakie są szanse, że w tak krótkim czasie od chwili, kiedy dowiedziałam się, że coś takiego w ogóle istnieje, pojawi się nagle ktoś, kto ot tak sobie "wejdzie" w moje życie z dokładnie taką sytuacją w jej życiu? To doprawdy porażająca myśl.

Sondowałam więc dalej. W czasie tego procesu ujawniona została najbardziej zaskakująca informacja, z jaką kiedykolwiek się w ramach tej pracy spotkałam.

Jeden z programów zidentyfikował się jako "Główny Programista". Zaczęłam dociekać, jakiego typu był to program.

"Główny Programista" miał zmienić Lilly w dynamiczną nauczycielkę New Age-u/Metafizyki, której praca polega na podróżowaniu po kraju i prowadzeniu kursów i seminariów na przeróżne tematy, co miało WŁĄCZYĆ W INNYCH OFIARACH TYPU GREENBAUMA WCZEŚNIEJ ZAINSTALOWANE PROGRAMY.

Zapytałam, jak można to zrobić. Odpowiedź była prosta - nie tylko jej słowa, ale i prowadzone medytacje, mantry, intonacje oraz symbole umieszczone na "metafizycznej biżuterii", jaką sprzedawała na swoich wykładach, były wykorzystywane jako wyzwalacz programów. Używała również gadżetów, które na "zajęciach leczniczych" emitowały fale o częstotliwościach niesłyszalnych dla ludzkiego ucha.

Co więcej, chociaż pozornie były to nauki "miłości i światła", zaprojektowano je tak, żeby zawierały pewne sekwencje słów, będące standardowymi wyzwalaczami programów. To jednak nie wszystko. Niektóre programy były tak ustawione, że nawet gdyby komuś takiemu wytknięto logiczne sprzeczności w jego systemie przekonań, nie byłby w stanie "przedrzeć się" przez "zakodowaną pętle myślową" i zrozumieć swojej błędnej logiki! Innymi słowy, kiedy taki ktoś zostałby skonfrontowany z "prawdą" lub oczywistymi faktami, program zostałby "włączony" i nie dopuściłby innych myśli niż "wcześniej zakodowane". Krążyłyby one w kółko po głowie jak "wiadomość od Boga", od "przewodników" czy kogoś w tym rodzaju.

Zapytałam, co by się stało, gdyby Lilly przestała to robić. Padła odpowiedź: "uległość jest niezbędna dla misji, niewywiązanie się z zadania jest brakiem uległości".

Zapytałam, jaki byłby skutek braku uległości. Odpowiedzią było: "Koniec osobnika przez aktywację programu autodestrukcji".

O, jak miło! Zdecydowanie NIE jest to nic w rodzaju "kochającego przewodnika", "anioła", czy "wyższej świadomości"!

Zadałam kilka pytań dotyczących tego, gdzie, kiedy i jak mogło dojść do zainstalowania tego oprogramowania. Chciałam się dowiedzieć, czy ma ona te same informacje o "doktorze Greenbaumie". Właśnie w tej części sesji hipnotycznej pojawiła się informacja o prawdziwej przyczynie znajomości Lilly i Sandy - obie należały w dzieciństwie do tego samego "zbioru programowania"! Później doprowadzono do ich spotkania na kursie uzdrawiania w Tampa, ponieważ nauczycielem tych umiejętności była taka sama osoba jak Lilly - "Główny Programista".

To dopiero niespodzianka! Skłoniło mnie to do zastanowienia się nad opisaną przez Candy znajomością z Billem i jak w dzieciństwie bawili się z małym "kosmitą", który im "pomagał". Co się tu wyprawia? Ilu ludzi rozmawia z tymi "przewodnikami" albo "aniołami", będącymi jedynie programami?

Sondowałam dalej, z zamiarem wydobycia kodów dezaktywacji przynajmniej dla części programów, kiedy nagle Lilly zaczęła jęczeć i krzyczeć "To boli! To boli!" i zakryła dłońmi uszy, jakby chciała zablokować jakiś dźwięk, który wyraźnie sprawiał jej potworny ból. Skręcała się z bólu.

Cały czas do niej mówiłam, próbując wyciągnąć na powierzchnię jakiś program lub "jądro", kiedy wydobył się z niej potworny głos w kółko powtarzający "zakaz dostępu!" "Zakaz dostępu!"

Udało mi się w końcu zmusić do powrotu "Portiera", a ten sztywno poinformował mnie, że jakiekolwiek dalsze próby sondowania lub dezaktywacji programów doprowadzą do natychmiastowego zniszczenia podmiotu.

A niech to! To dopiero było ciężkie! Igraliśmy z jakimiś ohydnymi zbirami!

Lilli znajdowała się już w stanie hipnozy znaczne dłużej niż większość osób, zdecydowałam się więc uwolnić "Portiera", zapewniając go wcześniej, że z mojej strony nie grozi Lilly żadne niebezpieczeństwo, podałam jej kilka sugestii z kategorii "dobrego samopoczucia" i zakończyłam sesję. W tej sytuacji nie było raczej wyboru.

A więc mamy trzy różne przypadki, w których próby sondowania zakończyły się aktywacją takiej "blokady bólowej", że dalsze sondowanie było zbyt niebezpieczne. Pierwszym przypadkiem była kobieta opisująca porwanie, do którego doszło na autostradzie w Pensylwanii w 1987 r., opisane przez Toma Frencha w artykule dla "St. Petersburg Times", drugim była Candy, a teraz Lilly.

Nie miałam pojęcia, CO powiedzieć Lilly po zakończeniu sesji. Oczywiście nie pamiętała nic z ostatniej części sesji, ale czuła się o wiele lepiej, a jej wysypka zmniejszyła się co najmniej o połowę, tak więc odważyłam się poruszyć temat jej "programu". Chciałam wiedzieć, co dokładnie robiła w czasie trwania zajęć i co było wykorzystywane do "włączania" programów u innych osób. Wydawało mi się, że jeśli skieruję na ten problem jej świadomą uwagę, będzie mogła zacząć się o czegoś o nim dowiadywać, a następnie dokładnie ocenić, co naprawdę robi. Miałam nawet nadzieję, że będzie w stanie zwalczyć wpływy programowania i się z niego "wyleczyć".

Mogę wam jedynie powiedzieć, że dokładnie w chwili, kiedy zaczęłam z nią na ten temat rozmawiać, pojawiła się wyraźna zmiana zarówno w jej osobowości, jak i fanatycznym spojrzeniu. Zaczęła recytować standardową filozofię "miłości i światła", opowiadać, że jest "Lightworkerem", a trwało to dobrych kilka minut, w ciągu których coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że tak naprawdę, to właśnie wysłuchuję programu! Słuchanie na gorąco tej "taśmy" było niesamowite. Owszem, mówiła wszystko "co trzeba", żeby wzbudzić zaufanie oraz ciepłe, mdławe uczucia. Tak, była zwolenniczką filozofii, należącej do mniej więcej standardowego teatrzyku New Age. Ale teraz słyszałam to zupełnie inaczej. Teraz nie chodziło już tylko o znaczenie słów - coś kryło się za nimi, coś złowieszczego i przyczajonego w oczekiwaniu na dogodny moment, aby na ciebie wyskoczyć. Byłam w pełni świadoma, że Lilly miała wiele różnych "programów", które mogły zostać w każdej chwili włączone, i że jeden z nich był zabójcą. Nie pozostało mi nic innego, jak zgodzić się z nią, przyznać, że wykonuje "świetny kawał roboty dla dobra ludzkości" i posłać ją do domu. Przypomniało mi się, co dr Hammond powiedział na temat osobników programowanych do zabijania swoich terapeutów. Miałam nadzieję, że nie zostałam zaklasyfikowana do tej grupy i "zaznaczona" do usunięcia. Widząc ten fanatyczny ogień płonący w jej oczach, nie miałam żadnych wątpliwości, że mogła zabić dokładnie tak, jak została zaprogramowana.

Następnego dnia Lilly zadzwoniła do mnie i jakby nigdy nic zaczęła pogaduszki. Zapytałam ją, jak się czuje, i odpowiedziała, że dobrze! Była pogodna i wesoła w słowach i zachowaniu. Słuchałam bardzo uważnie, żeby określić, czy słyszę "prawdziwą Lilly". Wszystko wydawało się być w porządku i nic nie wskazywało na to, że się u mnie zjawi i mnie zabije - przynajmniej nie w tej chwili - więc się odprężyłam i zaczęłam swobodnie rozmawiać, pozostając wyczuloną na jakiekolwiek oznaki "przełączenia się" na alternatywną osobowość. Nie znalazłam niczego niewłaściwego. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie natknęłyśmy się na wyjątkowo przebiegłą istotę podpiętą do Lilly, która wykorzystała cały ten pomysł z Greenbaumem, aby tylko nie zostać odesłaną w stronę światła. Do licha, może sobie to wszystko wymyśliłam! Jak mogłam sądzić, że z Lilly dzieje się coś dziwacznego czy złowieszczego?! Co za świetna babka! Taka pogodna i jak łatwo się z nią rozmawia! Taka zajmująca, zabawna i czarująca! Ożeż ty! Cały ten biznes z UFO zaczynał mi grać na nerwach! Stawałam się paranoikiem! Koniec z tym! Najwyraźniej to JA potrzebowałam terapii!

Ale w chwili, kiedy miała się już rozłączyć, powiedziała: "Musimy się niedługo spotkać! Nazbierało się sporo spraw, o których chciałabym z tobą porozmawiać, a nie widziałyśmy się od sobotniego wieczoru". Tylko że wtedy odbyła się sesja z Kasjopeanami, a NIE sesja hipnozy Lilly, która była przeprowadzona poprzedniego wieczoru...

Zapytałam: "Chcesz powiedzieć, że coś wydarzyło się od zeszłej nocy?"

Na co Lilly: "Zeszłej nocy?! O co Ci chodzi?"

Przypomniałam jej o wczorajszej hipnozie.

Lilly zaśmiała się i powiedziała, że coś mi się musiało przyśnić, ponieważ zeszłej nocy poszła wcześnie spać - tego dnia była wykończona po zajęciach! I na pewno nie poddała się przeprowadzonej przeze mnie sesji hipnozy!

Albo jednej z nas zapodział się gdzieś czas, albo którejś z nas zaczynało odbijać i byłam prawie pewna, że nie mnie! Może nie na 100% pewna, ale niemalże!

Zapewniłam ją, że i owszem, przeprowadziłam z nią sesję hipnozy. Przypomniałam jej, że zadzwoniła do mnie w sprawie snu o gwałcie dokonanym przez jaszczura, że zjawiła się u mnie cała pokryta wysypką i zadrapaniami. Powiedziałam jej, aby popatrzyła na swój brzuch, pokryty zadrapaniami.

W tym momencie Lilly bardzo się zdenerwowała i zaczęła na mnie krzyczeć, wyzywając mnie od wariatek, po czym odłożyła słuchawkę!!!

Spłynęła na mnie swego rodzaju "chmura nierealności" i przez chwilę naprawdę zastanawiałam się, czy to nie JA zaczynałam tracić zmysły. Zadzwoniłam więc do Franka, który zapewnił mnie, że sesja faktycznie się odbyła, on sam zajmował się jej nagrywaniem, ponadto mamy z niej taśmy i notatki. Chociaż udało mi się dostrzec przebłyski tej dziwacznej rzeczywistości kryjącej się pod powierzchnią, mój rozum naprawdę NIE chciał jej zaakceptować. Z tych wszystkich synchronicznych wydarzeń, które spadały na mnie szybko i gwałtownie, ta historia z otrzymaniem materiałów Greenbauma, a następnie "pojawienie się" w moim życiu ni stąd ni zowąd takiego właśnie "pacjenta", przekraczało granice wiarygodności. Co do diaska się tu działo? Naturalnie poruszyliśmy ten temat na następnej sesji.

10 marca 1996

P: Mam kilka pytań, które chciałabym poruszyć na dzisiejszej sesji. Pierwsza rzecz, o jaką chciałabym zapytać: Przeprowadziłam z Lilly sesję hipnozy, wykorzystując pewne techniki Greenbauma. Jej odpowiedź była potwierdzająca. Powiedziano mi, że ma ona kilka alternatywnych osobowości: "głównego programistę, portiera, Alfę, Betę, Thetę i Deltę, zero" oraz inne. Czy te odpowiedzi były słuszne?
O: Słuszność jest subiektywna. Bądź ostrożna z danymi pochodzącymi ze źródeł, które mogą zwodzić.
P: Które z tych źródeł zwodzi? Lilly czy tekst Greenbauma?
O: Nie, jest nim centrum pochodzenia. Ten "podmiot" zdaje się być pofragmentowany.
P: Czy przyczyną fragmentacji są porwania? [zakładałam, że Kasjopeanie mieli na myśli pofragmentowanie Lilly. Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że chodziło o to, że to "temat" programowania Greenbauma był "w częściach"]
A: Ona była porywana i temu podobne, ale nie to jest tutaj istotne. Ona "poszukuje", a kiedy ktoś poszukuje...

W tym momencie zadzwonił telefon. Była to rozmowa międzystanowa z kalifornijskim badaczem, który chciał przedyskutować pewną sprawę, więc sesję musieliśmy odłożyć na później. Byłam sfrustrowana tą przerwą i nękającymi mnie przez cały czas pytaniami. Czy Kasjopeanie mieli na myśli, że scenariusz Greenbauma mógł być tylko "zasłoną" dla programowania przez obcych? Czy wizerunek jaszczurzego gwałtu również był tylko zasłoną? A może wszystko było na odwrót? To wyobrażenia dotyczące porwań i jaszczurzych gwałtów były produktem jakiś złowrogich eksperymentów na ludzkości, przeprowadzanych przez ludzi? A może po trochę jednego i drugiego?

Te wszystkie pytania przywiodły mi znowu na myśl scenariusz satanistycznego rytualnego znęcania się, który także mógł być każdą z tych rzeczy: zasłoną jakiegoś greenbaumowego programowania lub zasłoną programowania przez obcych. Idąc dalej, wiele z tak zwanych "odzyskanych wspomnień", dotyczących wykorzystywania seksualnego w rodzinach, mogło byś także "zasłonami" dla programowania przez różnych ludzi czy też przez nieznane nam istoty.

Znaczna część materiału na ten temat, wydanego dotąd przez środowisko "psychologiczne", była mi dobrze znana. Czytałam wiele "sesji" przedstawionych w książkach i artykułach, które miały dowodzić istnienia satanistów i ich nikczemnych planów tylko dlatego, że ten czy ów zaczął doświadczać "przebitek z przeszłości", czy też miał okruchy wspomnień o maltretowaniu. Tacy ludzie gnali do psychologa, psychiatry lub hipnoterapeuty, a ten angażował ich w "nie-naprowadzającą" terapię, która miała pomóc w "odzyskaniu" zarówno wspomnień, jak i - domyślnie - "brakujących części" ich "duszy".

Czytając te sprawozdania dostrzegałam wiele wątków wskazujących na to, że scenariusze te były z dużym prawdopodobieństwem "stworzone". I nie chodzi o to, że zostały one wymyślone przez tego kogoś! Najprawdopodobniej zostały "wyprodukowane" dokładnie tak samo jak ta scena z "dobroczynną modliszką", która "z uczuciem miłości uczyła dzieci", opisana w sesji zaprezentowanej na początku tego cyklu. W chwili, kiedy zasłona została odgórnie "usunięta", obnażona została prawdziwa działalność Modliszki - zjadanie ludzkich dzieci. Wyraźnie widać, że w terapii "nie-naprowadzającej" coś takiego nigdy by się nie zdarzyło.

Problem w tym, że przez ostatnie lata tyle było krzyków oburzenia ze strony sceptyków pod adresem hipnoterapii o podatność klienta na sugestię oraz rzekomą "agendę" terapeutów, że "terapia prowadzona" popadła w niełaskę. Teraz terapie były "nastawione na klienta". Terapeuta jest bardziej "słuchaczem", podającym klientom delikatne, nie-naprowadzające sugestie, żeby to klient udzielił sobie "pozwolenia" na "odzyskanie" wspomnienia (czymkolwiek by było). Taki sposób miał zagwarantować klientowi "odzyskanie jego prawdy". W tym sensie, ta "swoja prawda" nie jest niczym innym, jak tylko kolejną iluzją.

Problem z tym podejściem jest dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, jeśli choćby na moment założymy możliwość istnienia bytów - ludzkich czy innych - które są gdzieś tam zaangażowane w programowanie umysłów (a istnieje sensowna ilość opartych na faktach dowodów na potwierdzenie tej tezy), to musimy wziąć pod uwagę możliwość istnienia "zainstalowanych" blokad nie pozwalających na odzyskanie wspomnień dotyczących działalności tych istot - takie blokady to pierwsza linia obrony. Jest wysoce prawdopodobne, że takie blokady i "zasłony" z założenia współdziałają z pewnymi mechanizmami ostrych dolegliwości, tak żeby dana osoba albo unikała odzyskiwania, albo też nie mogła odzyskać takich wspomnień bez doświadczenia silnego bólu albo stresu.

Po drugie, trochę eksperymentowałam z "podatnością na sugestie" u klientów i stwierdziłam, że wcale nie są oni tak plastyczni, jak próbowali nam wmówić sceptycy. Prowadzi to oczywiście do idei manipulacji opinią na temat "terapii prowadzonej", w celu skompromitowania jej jako terapii, co dołożyłoby kolejny poziom ochrony dla takich niegodziwych działań.

Kilka lat temu pewien naukowiec przeprowadził eksperyment polegający na losowym wyborze próbki osób, które rzekomo NIE były nigdy uprowadzone, po czym w czasie hipnozy - lub prowadzonej wizualizacji - wprowadził ich w scenariusz "porwania przez obcych". Znacząca ilość tych osób zaczęła opisywać uprowadzenia przy użyciu tych samych terminów, jakich używali ludzie opierający swoje twierdzenia o doświadczeniu porwania na pewnych wynurzających się na powierzchnię świadomych obrazów. Z tego też powodu zdecydowano, że eksperyment ten dowiódł, iż zespół obrazów porwania jest w pewnym stopniu "archetypowy", a co za tym idzie - fałszywy.

Badaczom nigdy nie przyszło do głowy, że ci "nie uprowadzeni", którzy poprawnie opisali proces porwania, mogli byli faktycznie zostać porwani, ale zarówno ich porwanie, jak i programowanie nie zawierały "usterek", dzięki którym inni je "pamiętali" lub mieli o nim "blade pojęcie", co zaprowadziło ich na terapię w celu odzyskania utraconych wspomnień.

W każdym razie eksperyment został okrzyknięty "dowodem" na to, że odzyskane wspomnienia z porwania mogą być równie dobrze "zasugerowane" przez literaturę, filmy, a nawet terapeutę. Tak więc "terapia prowadzona" została odłożona na bok, a względami zaczęło się cieszyć podejście polegające na tym, że klient sam pozwala wspomnieniom - jakiekolwiek by one były - "wypływać na powierzchnię".

Mogę przedstawić tysiące przykładów, gdzie idea "podatności na sugestie" jest fałszywa. Na przykład, kiedy klient w czasie hipnozy opisuje "istotę obcą", pytam go o kształt jej nosa, czy jest mały, czy duży. W tym momencie zasugerowałam, że ta istota MUSI mieć nos i że jest on albo duży, albo mały. Jeśli klient byłby tak podatny na sugestie, jak się propaguje, podałby mi oczywiście jedną z tych dwóch odpowiedzi, nawet jeśli "nos jest średniej wielkości". A tymczasem za każdym razem otrzymywałam odpowiedź: "nie widzę żadnego nosa. Na jego miejscu widzę małą dziurkę lub coś na kształt wgłębienia, ale nie nos".

Albo zapytałabym, "jaki zapach czujesz?". To jest bezpośrednia sugestia, że muszą czuć jakiś zapach. Ale odpowiedzią może być "Nic nie czuję". Albo, jeśli zapach JEST obecny, ich uwaga może zostać nań skierowana i powiedzą mi, że jakiś zapach jest obecny.

Inny przykład. Kiedy pytam klienta: "Jak wydostałeś się z pokoju? Wyszedłeś przez drzwi czy przez okno?", odpowiedź brzmi: "Przez żadne z nich, przeszedłem jakby przez ścianę". Z drugiej jednak strony, kiedy zasugerowałam, że "byli niesieni na wiązce światła", co zdarzało się im w innych przypadkach, mogą powiedzieć: "Nie tym razem. Zostałem wyniesiony przez drzwi."

W kółko testowałam te drobne "naprowadzające" sugestie, zbierając dane, i za każdym razem widziałam, że nawet przy silnym nakierowaniu klient "odzyskiwał" cokolwiek było do odzyskania i było to sfabrykowane w bardzo małym stopniu, jeśli w ogóle.

I w tym momencie musimy zająć się procesem "przesłaniania". Jeśli zasłona istnieje, to przez ofiarę będzie ona postrzegana jako prawdziwe wspomnienie. Dlatego właśnie w czasie jej sondowania należy uważać na różnorakie wskazówki i podążając ich tropem dociec, JEŚLI JEST TO MOŻLIWE, co się pod nią znajduje.

Przykładem może być jeden z wczesnych przypadków porwania, nad którym pracowałam. Klientka miała bardzo realny sen, który wydawał się jej czymś WIĘCEJ niż tylko snem. Śniła jej się nasza znajoma "modliszkowata istota", opisana przez inną osobę i przytoczona we wcześniejszym odcinku tego cyklu. Owa uprzednio opisana na tej stronie osoba była właściwie przypadkiem chronologicznie późniejszym niż ten, o którym tutaj wspominam i który to dostarczył mi wskazówki, że sytuacja była bardziej skomplikowana niż zostało to ukazane.

W pierwszym przypadku z "Modliszką", takie istoty były przedstawione jako życzliwe, kochające i przyjacielskie - pełne wielkiej mądrości i dobroci. Klientka dokładnie opisała, jak wspaniale się czuła w towarzystwie tej istoty, i po wszystkich tych entuzjastycznych zachwytach pod adresem fantastycznego, podnoszącego świadomość doświadczenia, zakończyłam sesję myśląc, że było dokładnie tak, jak zostało to przedstawione.

Kiedy jednak ją wybudziłam, zeskoczyła z kanapy i popędziła do toalety, skąd przez kilka minut dochodziły odgłosy gwałtownego wymiotowania. Po powrocie powiedziała, że boli ją żołądek (z pewnością!) i że musiała wcześniej "zjeść coś", co jej zaszkodziło.

Ten epizod nie przestawał mnie dręczyć i myślałam o nim jak o wskazówce, której śladem powinno się podążyć.

W czasie następnej sesji z tą klientką, pełna determinacji chciałam dojść do sedna sprawy, zastosowałam więc technikę somatyczną, prosząc jej "świadomość cielesną", żeby ze mną porozmawiała i powiedziała mi, dlaczego na ostatniej sesji zrobiło się jej niedobrze po "odzyskaniu" wspomnienia z "porwania". Technika somatyczna także polega na sygnalizowaniu palcami, przy czym podniesienie palca wskazującego oznacza odpowiedź "tak", a małego "nie".

Zapytałam świadomość cielesną, czy przebieg opisanego na ostatniej sesji porwania był zgodny z prawdą, i padła odpowiedź "nie". Zapytałam, czy istota opisana jako życzliwa i dobroduszna faktycznie była w stosunku do niej życzliwa i dobroduszna. Znowu odpowiedzią było "nie". Zapytałam ją, czy ta istota ją skrzywdziła i czy zadała jej ból. Odpowiedzią było "tak". Następnie spytałam, czy przedstawione na wcześniejszej sesji wspomnienie z porwania zostało stworzone i wszczepione do podświadomości jako "zasłona", i odpowiedziała "tak".

I tak znaleźliśmy się w kropce. Podświadomość nie jest tak święta, jak mogłoby nam się wydawać. "Wyłaniające się wspomnienia", o których wszyscy chcieliby myśleć jak o "indywidualnej prawdzie" klienta, nie tylko poddają się manipulacji, ale mogą także być całkowicie fałszywe.

Jak się przez nie przebić?

Zaczęłam eksperymentować z pewną wymyśloną przeze mnie techniką, która sprawdzała się całkiem dobrze - na ile mogłam to stwierdzić - i została po części zademonstrowana w czasie sesji opisanej w jednym z wcześniejszych rozdziałów. Nazywam ją "rozsuwaniem zasłony". Aby technika ta działała poprawnie, należy klienta w czasie hipnozy umieścić w "bezpiecznym środowisku", co oznacza, że oglądane wydarzenia muszą rozgrywać się w miejscu "oddalonym", do którego klient musi mieć zadany sposób dostępu poprzez konstrukcję wyobrażeniowo-ruchową, inną niż tylko sygnalizowanie palcami. Konstrukcja taka staje się "wewnętrzną telewizją", która przekłada informacje przekazywane przez ciało na "sygnały telewizyjne", które następnie wyświetlane są na ekranie i sterowane przez klienta za pomocą trzymanego w ręce "pilota".

Następnym stałym punktem w tego typu terapii jest to, że hipnoterapeuta MUSI przyjąć bardziej dominującą rolę - nie tylko przewodnika, ale także wojownika-towarzysza. Musi on "wejść" z klientem, uważać na czające się niebezpieczeństwa i bronić go przed nimi, tak aby ten mógł bezpiecznie podróżować w stronę prawdy i z powrotem. Staje się to czymś w rodzaju "szamanistycznego" działania. Zdziwiłam się, kiedy odkryłam, że opracowana przeze mnie metoda była bardzo bliska technice syberyjskich szamanów, którzy "podróżowali do podziemia" i walczyli ze znajdującymi się tam siłami, które kontrolowały, zaciemniały i/lub wykorzystywały klienta do swoich własnych celów za pomocą trików i oszustw.

W książce Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy Mircea Eliade napisał:

Podstawową funkcją szamana w środkowej i północnej Azji jest magiczne leczenie. Na tym obszarze możemy znaleźć kilkanaście różnych koncepcji dotyczących pochodzenia choroby, jednak najbardziej rozpowszechnioną jest koncepcja "gwałtu na duszy". Choroba jest atrybutem duszy, która zbłądziła lub została skradziona, a leczenie zasadniczo sprowadza się do jej odnalezienia, złapania i zobowiązania jej do powrotu na swoje miejsce w ciele pacjenta. W niektórych częściach Azji powodem choroby może być wtargnięcie magicznego obiektu do ciała pacjenta lub "opętanie" przez złe duchy. W tym wypadku leczenie polega na wyciągnięciu szkodliwego obiektu lub wypędzeniu demonów. Czasami choroba ma dwojaką przyczynę - kradzież duszy, na którą nakłada się "opętanie" przez złe duchy - szamańska kuracja obejmuje zarówno poszukiwanie duszy, jak i wypędzanie złych duchów. [Eliade, 1965]

Te archaiczne koncepcje dotyczące przyczyny choroby i zaburzeń zdumiewająco przypominają sposób, w jaki Kasjopeanie opisali "proces uprowadzenia".

17 czerwca 1995

Kasjopeanie: Te doświadczenia [porwania] muszą być poznane w całości, jeśli chodzi o to, czym naprawdę są. Nie jesteście normalnie usuwani z jednego lokalizatora do innego jako istoty fizyczne z trzeciej gęstości. Dzieje się coś bardzo prostego. Rama czasowa jest przeważnie zamrażana - i używamy słowa "zamrażana" z braku lepszej terminologii. Oznacza to, że wasza percepcja czasu w waszym fizycznym lokalizatorze, trzeciogęstościowym ciele, ulega zmianie, przestaje on płynąć w tym przedziale czasu zwanym na wiele sposobów przez członków rasy ludzkiej "czasem zerowym". W tym momencie dochodzi do usunięcia na siłę odcisku duszy zajmującego to ciało lub duszy z ciała konkretnego gospodarza, przetransportowania do innego lokalizatora, jej remolekularyzacji jako oddzielnej fizycznej jednostki cielesnej w celu zbadania, implantacji i innych. Odcisku duszy używa się do procesu duplikacji, a następnie demolekularyzacji, po czym jest on zastępowany w oryginalnym ciele na oryginalnym lokalizatorze. Tak wygląda przebieg tego procesu.

Czasami istoty z czwartej gęstości zajmujące się porwaniem popełniają błąd w czasowych punktach referencyjnych trzeciogęstościowej iluzji. ... Przeważnie nie stanowi to problemu. Jednak w bardzo nielicznych przypadkach gospodarz, czy też obiekt porwania, może zostać podmieniony w iluzji ram czasowych, które mogą wyglądać na kilka godzin, dni, tygodni, czy nawet, niestety, lat sprzed tego zdarzenia, co może prowadzić do efektów ubocznych, takich jak całkowity obłęd i temu podobne. Na szczęście nic takiego nie zdarzyło się w twoim przypadku, doszło jednak do pewnego uszkodzenia referencyjnych ram czasowych iluzji. Dlatego wydawało ci się, że widzisz dwa statki, podczas gdy faktycznie widziałaś tylko jeden.

Teraz, najważniejsze dla was jest zrozumienie, że to nie jest całkowicie fizyczne, trzeciogęstościowe doświadczenie. Istnieje ów odcisk duszy, który jak już dobrze wiesz, posiadają wszystkie istoty z pierwszej, drugiej, trzeciej i czwartej gęstości. Jest on ekstrahowany. Z tegoż odcisku duszy, który pojawia się w czwartej gęstości, może być zrobiony i studiowany duplikat - klon, jeśli wolisz - po czym odcisk duszy zostaje nim zastąpiony w oryginalnym ciele, w tej gęstości, z której został wzięty. W ten sposób normalnie odbywa się ten proces. Przeważnie, jeśli istota z trzeciej gęstości jest z niej usunięta w całej swojej fizyczności, nigdy do trzeciej gęstości już nie wróci. Zostaje usunięta do czwartej gęstości na stałe. Tak to się przeważnie dzieje, aczkolwiek w bardzo rzadkich przypadkach może dojść do powrotu. Jednak nie ma takiej potrzeby, ponieważ całkowita duplikacja na potrzeby kontroli, zmiany doznań fizycznych i implantacji nie musi być robiona w trzeciej gęstości - może być całkowicie przeprowadzona w procesie duplikacji w czwartej gęstości. Rozumiesz?

P: (T) W jaki sposób implant wraca do trzeciogęstościowego ciała, które od początku się tu znajduje?

O: Przez proces, który opisujemy, obejmujący remolekularyzację. Zbyt skomplikowane, żeby próbować opisać, jak czwarta gęstość przekładana jest na trzecią, z wyjątkiem tego, że kiedy już duplikat, czwartogęstościowe klonowanie, jest obecny, wszystkie realia otaczające go w czwartej gęstości zostaną dopasowane w trzeciej gęstości, kiedykolwiek i gdziekolwiek jest to pożądane. Ponieważ w praktyce, wymieniony zostaje cały poziom gęstości, a nie tylko znajdujący się tam obiekt.

P: (L) Innymi więc słowy, tak jak odcisk duszy, gdy idzie do czwartej gęstości, może być użyty jako szablon do, że tak powiem, przekalkowania, tak wszystko, co zostanie zrobione tej przekalkowanej kopii, staje się wtedy szablonem, który rekonstruuje tę samą manifestację, kiedy jest wysłany z powrotem do trzeciej gęstości.

O: Dokładnie. Z tą jedynie istniejącą różnicą, że wykorzystywana jest technologia, która zapewnia również, że implanty - czy też dodany materiał pochodzący z czwartej gęstości - są takie, że przełożą się dokładnie na trzecią gęstość w procesie remolekularyzacji.

P: (L) Czy istnieje jakaś metoda usuwania lub dezaktywacji czwartogęstościowych implantów, którą moglibyśmy lub powinniśmy poznać?

O: Nie, nie jesteście w stanie tego zrobić, bez spowodowania śmierci gospodarza. I nawiasem mówiąc, proszę, nie wierzcie tym, którzy twierdzą, że potrafią tego dokonać, ponieważ nie potrafią. [Widocznie te "implanty", których usunięcie stwierdzono, są trzeciogęstościowymi "przynętami"]

Mimo że Kasjopeanie mówią, że nie możemy "usunąć" czwartogęstościowych implantów, powiedzieli, że możemy je "dezaktywować" poprzez bycie świadomymi ich obecności i odmowę reagowania na ich machinacje.

Niemniej jednak, ciągle natrafiamy na tę ideę wyrażoną w najbardziej archaicznych praktykach szamańskich: "leczenie poprzez wydobycie magicznego obiektu, który spowodował chorobę, oraz poszukiwanie duszy porwanej przez złe duchy". Lub "Przypisują chorobę obiektowi wprowadzonemu do ciała przez boga lub ducha, albo jako wynik opętania". Leczenie polega na wydobyciu magicznego obiektu lub wygnaniu ducha. Eliade pisze:

Tylko szaman może się podjąć takiego leczenia. Tylko on bowiem "widzi" te duchy i wie, jak je wypędzić. Tylko on rozpoznaje, że dusza uciekła, i jest w stanie dopaść ją, w ekstazie, i przywrócić ją do jej ciała.

...Wszystko co dotyczy duszy i jej przygody, tu na ziemi i po tamtej stronie, jest wyłączną domeną szamana. Przez swoje przedinicjacyjne i inicjacyjne doświadczenia zna on dramat ludzkiej duszy, jej niestabilność, ogromne zagrożenia na nią czyhające; dodatkowo zna siły, które jej zagrażają, i krainy, do których może zostać poniesiona. Jeśli kuracja szamana obejmuje ekstazę, dzieje się tak dokładnie dlatego, że choroba jest postrzegana jako deformacja albo wyobcowanie duszy.

... Zmaganie się ze złymi duchami jest niebezpieczne i w końcu wyczerpuje szamana. "Wszystkim nam jest przeznaczone upaść przed mocą duchów", powiedział szaman Tusput Sieroszewskiemu, " duchy nienawidzą nas, ponieważ bronimy ludzi...". I faktycznie, żeby usunąć złego ducha z pacjenta, szaman często zmuszony jest do wzięcia go do swojego ciała, a wtedy zmaga się i cierpi bardziej niż sam pacjent.

Poza rzadkimi przypadkami "piekielnej specjalizacji" (ograniczonej do zstąpienia do podziemnego świata), szamani syberyjscy są jednakowo zdolni do niebiańskiego wstąpienia, jak i zejścia w dolne regiony. ...Ta podwójna technika pochodzi w pewien sposób z samej ich inicjacji; inicjacyjne sny przyszłych szamanów zawierają zarówno zstąpienie (= rytualne cierpienie i śmierć), jak i wstąpienie (= zmartwychwstanie). W tym kontekście zrozumiałe jest, że po walce ze złymi duchami albo zstąpieniu do podziemnego świata po duszę pacjenta szaman musi odzyskać swoją własną równowagę duchową przez powtórne wstąpienia do nieba.

Moc szamana i jego prestiż wywodzą się wyłącznie z jego zdolności do ekstazy. To właśnie tym mitycznym zdolnościom szaman zawdzięcza umiejętność odkrycia i pokonania złych duchów, które zawładnęły duszą pacjenta. Nie ogranicza się do egzorcyzmu, przyjmuje je do własnego ciała, "opętuje" je, torturuje i wypędza.

[... W dzisiejszych czasach szamanizm podupadł i rozmył się.] ...obserwujemy pewną "szamanistyczną dekadencję, kondycję poświadczoną niemal wszędzie. Tungusi porównują przede wszystkim siłę i odwagę "starych szamanów" z tchórzostwem dzisiejszych, którzy w pewnych obwodach nie ośmielą się podjąć niebezpiecznej wyprawy do podziemnego świata". [Eliade, 1964]

Nadal nieco martwiły mnie wynurzenia Lilly na temat Sandy oraz uwaga poczyniona podczas hipnozy, że obie z Sandy były częścią tego samego "zbioru programowania", który - jak dla mnie - był jakąś "grupą". Ale to nie wszystko, bo było jeszcze to otrzymanie materiałów Elaine i Siostry Światła, dokładnie wtedy, kiedy Lilly wyjawiła mi swoje rewelacje na temat Sandy. Czy miałam przed sobą kolejny aspekt "mechanizmu ukrytej kontroli"? Cała ta sprawa była tak nieprawdopodobna i zwariowana, że aby jakoś racjonalnie podejść do tematu, musiałam wykazać sporą dozę łatwowierności. Ale do diaska, jeśli w sobotnie wieczory rozmawiasz za pośrednictwem planszy z "istotami świetlnymi z 6. gęstości", to jak tu mówić, że coś jest nieprawdopodobne i dziwaczne?

Byliśmy zajęci pomaganiem Sandy w uporaniu się z zamieszaniem w jej życiu, związanym z pobytem matki w domu opieki, dlatego minęło kilka tygodni, zanim mieliśmy następna sesję. Pochłaniało to ogromną ilość czasu i energii i naprawdę czułam że Sandy powinna - jak każdy - umieć sobie sama radzić z tymi sprawami, ale była w tak żałosnym stanie i zdawałoby się wdzięczna za każdą minutę mojego czasu, że miałam poczucie winy, gniewając się za te wszystkie złożone na moje barki żądania. Po pewnym jednak czasie zaczęłam dostrzegać, że coś jest nie w porządku. Każde spotkanie z Sandy i jej matką kończyło się poważnym wyczerpaniem energii. Każda interakcja Sandy z grupą kończyła się kłótnią lub nieporozumieniem. W kilku przypadkach te nieporozumienia niemalże doprowadziły do porzucenia całego projektu!

Oczywiście mój umysł pracował na najwyższych obrotach, usiłując znaleźć na to wszystko racjonalne wytłumaczenie. Nie chciałam wpaść w pułapkę "wierzę i w ten sposób sprawiam, że jest to prawdziwe", rodem z materiałów Greenbauma i Elaine, i może gdybym tego nie robiła, wiele rzeczy zauważyłabym wcześniej!

Pewnego dnia siadłam z Sandy, żeby z nią porozmawiać i powoli przejść do kwestii jej obecnych znajomości. Nie zamierzałam pytać wprost, czy jest związana z jakimś "sabatem" z Hernando Country, jak mi doniosła Lilly, ale chciałam spróbować dowiedzieć się, gdzie spędzała kilka wieczorów w tygodniu, o których nigdy nie opowiadała.

Przyznała w końcu, że dwa razy w tygodniu jeździła do Trudy i George'a na "terapię". Niewinnie się dziwiła, dlaczego miałoby to stanowić problem, skoro byli tylko jej "klientami", a ona musiała zarabiać jakieś pieniądze w swoim zawodzie masażystki.

Byłam kompletnie zdruzgotana. Sandy WIEDZIAŁA, co ci ludzie mi zrobili, przez długi czas wypierała się kontaktów z nimi i jakiegokolwiek związku, a teraz mówiła mi, że się z nimi spotykała dwa razy w tygodniu?! A później, po pracy nad nimi (podobno) przychodziła do mnie robić mi masaż, wnosząc tamtą energię prosto do mojego domu, a zapewne i do mojego ciała?! Najwyraźniej NIE rozumiała nic, jeśli chodzi o "ukrytą naturę" rzeczy na naszej planecie.

Jednak zachowałam spokój i nic jej nie powiedziałam. Zrozumiałam w tym momencie, że było wysoce prawdopodobne, iż te rzeczy robiła w stanie "alternatywnej osobowości", o której Sandy, jaką znałam, nie miała zielonego pojęcia. Jednak zdecydowaliśmy się z rankiem na prywatną sesję poświęconą tej sprawie. Wynik był interesujący.

24 kwietnia 1996

P: Jakiś czas temu Lilly zadzwoniła do mnie i powiedziała, że Sandy była związana z jakąś grupą czarownic zajmującą się rytuałami i magią, czy czymś w tym rodzaju. Trudno mi w to uwierzyć. Jak - wydawałoby się tak niewinna - Sandy może brać udział w tego typu działalności? Pytam o to tylko dlatego, że Lilly powiedziała o Sandy rzeczy, które dziwnie "pasowały", a raczej nie powiedziałaby tego, gdyby CZEGOŚ nie wiedziała. Czy jest możliwe, że Sandy ma mnogą osobowość i robi to jakaś inna "ona"? Jak w Greenbaumie?
O: Pewnie!
P: (L) W takim razie wygląda na to, że te "alternatywne osobowości" są tak zręcznie zainstalowane, że mogą przejąć kontrolę, coś zrobić, a następnie "wyłączyć się" nie zostawiając żadnego śladu! To znaczyłoby, że KAŻDY może być tak zaprogramowany i NIKT nie będzie o tym wiedział! Do licha, nawet sami zaprogramowani by nie wiedzieli! Mówimy tu o doskonałych kandydatach mandżurskich, jak z filmu "Kandydat" (The Manchurian Candidate). Nasuwa się więc myśl, że jeśli Sandy może robić rzeczy, których sama nie jest świadoma, to czy jest możliwe, że zarówno Frank jak i ja jesteśmy w coś takiego wplątani nie będąc tego świadomi?
O: Tak, ale nie to.
P: (L) Czy to znaczy, że JESTEŚMY zamieszani w coś innego, jakiś inny aspekt nas samych, i nie mamy o tym pojęcia?
O: Blisko.
P: (L) Czy to zdarza się w odmiennych stanach albo w czasie snu?
O: Nie zdarza się, zdarzyło się.
P: (L) Coś, co zdarzyło się w przeszłości?
O: Lauro, żeby odblokować te pytania, musisz skonsultować się z silnym, doświadczonym, skutecznym hipnoterapeutą, który ci w tym pomoże.
P: (L) Czy mogłabym w międzyczasie zrobić to samo dla Franka? Z pewnością Frank mógł mieć tam zamknięty duży fragment układanki...
O: Wy obydwoje i inni. Zamki zostały założone w taki sposób, że dosłownie nie możecie ich otworzyć, ponieważ zostały zainstalowane z pełną wiedzą o obecnych okolicznościach.
P: (L) Kto założył te zamki?
O: Najpotężniejsze konsorcjum STS!!
P: (L) O jakich okolicznościach wiedzieli, jak twierdzicie, kiedy zakładali te zamki?
O: O wszystkich. [To sugeruje zdolności podróżowania w czasie]
P: (L) Jesteście Kasjopeanami, zgadza się?
O: Tak.
P: (L) I jesteście STO?
O: Tak.
P: (L) I mówicie nam, że mamy założone blokady na wiedzę, zainstalowane przez najpotężniejsze konsorcjum STS. Czy - będąc w stanie świadomości - nie możemy po prostu odrzucić tego programowania i poprosić was o przekazanie nam tej informacji?
O: Niemożliwe! Nie możecie odblokować, a my nie możemy podać wam szczegółowo, co ani dlaczego.
P: (L) Dlaczego nie możecie nam powiedzieć?
O: Pogwałcenie wolnej woli oraz zagrożenie dla was, gdybyśmy to zrobili.
P: (L) Czy istnieje jakiś sposób, żeby to zrobić bez narażania nas?
O: Właśnie powiedzieliśmy ci, co musisz zrobić.
P: (L) Czy NIEodblokowanie tych rzeczy jest dla nas niebezpieczne?
O: W pewnym sensie.
P: (L) Kiedy mówicie, że coś się "zdarzyło", ale aktualnie się nie zdarza, co macie na myśli? Byłam porwana, czy coś w tym rodzaju... dlaczego?
O: Żeby zainstalować program autodestrukcji.
P: (L) Uważam, że to niewiarygodne! Mam więc program "autodestrukcji". Biorąc pod uwagę moje życie, może to być prawdziwe i rozsądne wytłumaczenie. Frank też ma taki program?
O: Podobny, ale nie dokładną kopię, żeby zamaskować.
P: (L) Czy Frank był porwany w podobnym stylu?
O: Blisko, ale niedokładnie.
P: (L) Czy zapalenie płuc, jakie Frank przeszedł w dzieciństwie, to, które go prawie zabiło, było częścią jego programu autodestrukcji?
O: Tak.
P: (L) Czy ojciec Franka także był zaprogramowany, skoro był częściowo odpowiedzialny za większość przypadków psychicznego znęcania się się nad Frankiem?
O: Połowicznie.
P: (L) A moja matka? Wydawała się być najbardziej konsekwentnym źródłem "ataku" w moim życiu...
O: Tak.
P: (L) No cóż, wydaje mi się, że możemy bezpiecznie założyć, iż wszyscy członkowie naszych rodzin mieli zainstalowany jakiś program, chociażby w celu ułatwienia naszej destrukcji. Ta cała sytuacja zaczyna brzmieć niewymownie ponuro.
O: Ponuro?!? Przeżyłaś dziesiątki lat po tych epizodach! Jak wielu braci? Wielokrotności milionów!
P: (L) Dlatego mówię, że jest to piekielnie ponure... pomyśl o tych wszystkich, którzy nie przeżyli tych programów.
O: I jest to część naturalnego procesu, nie zapominaj.
P: (L) Dobra, potrzebujemy pomocy od dobrych chłopaków. To brzmi tak okropnie. Potrzebna nam tutaj pomoc. Robię się BARDZO zmęczona. To nie tylko ciągłe bitwy z siłami, których ani nie widzimy, ani nie rozumiemy, ale także uczenie się o tym wszystkim jest OGROMNYM brzemieniem!
O: Potrzebujesz tylko wiedzy.
P: (L) W porządku, potrzebuję tu małej wskazówki.
O: Skoncentruj się na załatwieniu sobie ubezpieczenia, To może rozwiązać problemy, jeśli to mądrze rozegrasz, w przeciwnym wypadku będzie przekleństwem! Wykorzystaj część funduszy do odnalezienia "super hipnoterapeuty".
P: (L) Kto to może być? Jakaś wskazówka?
O: Nie.
P: (L) Czy jesteśmy w stanie sami posunąć się do przodu?
O: Tak.
P: (L) Dajcie mi jakąś wskazówkę... chcę coś, co da wiedzę, która będzie mnie chronić...
O: Nie odniesiesz sukcesu, dopóki blokady nie zostaną rozładowane w odpowiedni sposób.
P: (L) No cóż, mam nadzieję, że przeżyję do tego czasu.
O: Wróć do poprzedniej odpowiedzi.
P: (L) Gdybyście tu byli, czymś bym w was cisnęła!
O: Zrobilibyśmy unik!
P: (L) Dobra, widzicie mój problem... ja tylko chciałabym wiedzieć, że gdzieś tam jest ktoś, komu zależy...
O: Powinnaś już [to wiedzieć].
P: (L) Więc powinniście połączyć siły z moim adwokatem i go nakręcić...
O: Robimy to, poprzez ciebie.
P: (L) Czyli mamy w sobie DUŻO zaryglowanego materiału i jedyne, co musimy zrobić, to znaleźć klucz...
O: Tak, dokładnie.

Na późniejszej sesji Terry, który właśnie przeczytał przemówienie Greenbauma, znowu podjął ten temat:

17 sierpnia 1996

P: (T) Czy wiecie o efekcie Greenbauma? O doktorze Greenbaumie i jego eksperymentach nad kontrolą umysłów, które ostatnio przeglądaliśmy?
O: Tak.
P: Czy to, co jest tam powiedziane, zgadza się z faktami? Nie powiem prawdziwe, ale czy oparte na faktach? W większości?
O: Blisko.
P: (T) W takim razie pytanie brzmi: Czy ten osobnik, który właśnie zastrzelił w San Diego trzech profesorów - wydaje mi się, że stało się to na tamtejszym uniwersytecie - bo bał się, że odrzucą jego pracę magisterską albo ją skrytykują i go obleją, czy był on częścią projektu Greenbauma?
O: Tak.
P: (T) Dlaczego go wtedy "włączyli"?
O: Niewłaściwe pojęcie. A jeśli osoby programowane w tym tak zwanym projekcie "Greenbauma" są wstępnie zaprogramowane tak, żeby "aktywowali się" wszyscy na raz, a niektórzy z nich "zadziałają wadliwie" i aktywują się wcześniej, co wtedy?

To NIE była przyjemna myśl. Ale to właśnie "usterkom" w programowaniu i temu, że nie jest ono idioto-odporne, zawdzięczamy w ogóle wiedzę o jego istnieniu. Najwyraźniej ucieczka spod tej kontroli JEST możliwa, chociaż dopiero się okaże, czy ktoś posiada zdolność dotarcia do sedna sprawy i zobaczenia, czym tak naprawdę ona jest. Ta dziedzina potrzebuje o wiele większego wkładu pracy.

Kilka dni później zadzwoniła do mnie Lilly, pytając, jak się miewam. Zdziwił mnie jej normalny, pogaduszkowy ton, zważywszy na okoliczności, w jakich zakończyła się nasza ostatnia rozmowa, kiedy zaczęła na mnie krzyczeć i rzuciła słuchawką. Ale zdążyłam się już przyzwyczaić do myśli, że niektórzy ludzie mogą mieć różnego typu "osobowości", które mogą być włączane lub wyłączane, i być może jedynie ciągła konfrontacja z tym faktem może im pomóc w przebudzeniu się. Wspomniałam, że mam dla niej coś do poczytania, i kiedy do mnie wstąpiła, dałam jej wydrukowane przemówienie Greenbauma. Po zapoznaniu się z nim zadzwoniła do mnie ponownie i BARDZO chciała wziąć udział w następnej sesji. Skontaktował się ze mną również Tim z mojej starej grupy Reiki i on także był obecny.

Sesja rozpoczęła się pytaniami o możliwość przeprowadzania swobodnych i niezależnych badań, zważywszy na ograniczenia istniejące w otaczającym nas świecie, z których zaczynaliśmy zdawać sobie sprawę. W swojej odpowiedzi Kasjopeanie dali nam bardzo istotną wskazówkę dotyczącą procesu budzenia się:

05 października 1996

O: Nie ma żadnych ograniczeń, są tylko środki kontroli... Wiedza daje człowiekowi wszystkie narzędzia potrzebne do przezwyciężenia tej kontroli.

Następne pytanie było dla Lilly, która tego dnia doświadczyła czegoś dziwnego na zajęciach z Reiki.

P: (L) Lilly przeszła dzisiaj szczególny rodzaj inicjacji i coś się wtedy wydarzyło... [Lilly opisała to jako opuszczenie ciała i przejście przez coś w rodzaju "przeglądu życia", jaki według opisów zdarza się w chwili śmierci]
O: Powinna uważać, żeby się za bardzo "nie rozdrabniać". Nie trzeba napychać się wiedzą, "idź w spokojnym tempie."
P: (L) Możecie opisać, co się z nią działo? Albo to zdefiniować?
O: Bilokacja duszy.
P: (L) Czy to zdarzenie było dla niej korzystne?
O: Nie. Za bardzo rozdzierarła tworzywo. Każda dusza ma swój własny krój, utrzymany na swoim miejscu dzięki trzem głównym obszarom istnienia [deseczka zawirowała kilka razy] ... "centrum myśli/świadomości, centrum duchowe/eteryczne oraz centrum fizyczne", pamiętając oczywiście, że wasze centrum fizyczne ma również "sprzężone ciało genetyczne". Ale tutaj mamy do czynienia z wzorcami pierwotnymi. Istnieją specyficzne metodologie do ich regulacji oraz podróżowania w inne plany egzystencji i opuszczania ich. Jeżeli ktoś niewłaściwie z nich korzysta, to usiłując podróżować rozrywa tworzywo swojego trójstronnego kontinuum. To może powodować wiele problemów i prowadzić do sytuacji, w której dusza nie będzie w stanie ponownie połączyć się z ciałem, co spowoduje zniszczenie centrum fizycznego!!!
P: (L) Czy mężczyzna, który pomagał w inicjacji, miał świadomość tego, co się dzieje albo co zrobił?
O: Świadomy jedynie wyjątkowych doznań fizycznych.
P: (L) Czy miało to coś wspólnego z dostrojeniem?
O: Nie. Miało związek z wcześniejszymi eksperymentami.
P: (L) Powiedziała, że doświadczyła także przeglądu poprzedniego życia, zupełnie jakby umierała.
O: Dobrze to opisałaś.
P: (R) W eksperymentach przeprowadzonych przez kogo?
O: Ciebie. [Co oznaczało Lilly]
P: (L) Co zatem było, co się stało z tą interakcją, że doszło do aktywowania tego w tamtym miejscu i czasie? W tamtej chwili? Co było tym mechanizmem?
O: Stymulacja centrum duchowego. "Inicjacja".

W ten sposób pojawiła się następna wskazówka dotycząca tego, co może aktywować "programy". Różnego rodzaju "inicjacje", oferowane przez metafizycznych lub New Age'owych nauczycieli i ludzi prowadzących seminaria! Ble! Zadawanie się z takimi grupami zaczynało wydawać się niezwykle niebezpieczne!

W tym momencie Lilly zaczęła opowiadać o niesamowitej "kolumnie światła", jaką sfotografowała u siebie w domu. Wiedziałam, że mogło to mieć związek z "punktem wejścia" Jaszczurów, które ją zgwałciły, ale nie chciałam namieszać jej alternatywnej osobowości, która była w tym czasie obecna, nic więc nie powiedziałam. Miałam nadzieję, że ta "obecna" jej część będzie szukać informacji, które pomogą jej przezwyciężyć programowanie. W tej kolumnie światła rozpoznała "portal" i była pewna, że wskazywało to na jej połączenie z "przewodnikami".

P: (R) Czy ten portal [u mnie w domu] może mi w jakikolwiek sposób pomóc w tym [rozdarciu] mojej aury?
O: Może pomóc ci dać się opętać.
P: (R) No to cudownie!!! Jak on się tu dostał? Siedzi na czubku mojej głowy, schodzi na dół.
O: Nie, nie jest częścią ciebie.
P: (T) Może by zapytać, skąd ten się ten portal wziął? (L) Tak, jakie źródło go wytworzyło?
O: Więcej niż jedno.
P: (L) Dobra, jest więcej niż jedno wywołujące go źródło. Jest więc kombinacją czynników. Czy należy do historii tego miejsca? Czasoprzestrzennej lokalizacji? [Dom Lilly został wybudowany w miejscu starej szkoły południowych metodystów na Florydzie, która spłonęła wiele lat temu w pożarze wywołanym przez uderzenie pioruna].
O: Tak.
P (L) Czy jest częścią działalności metafizycznej prowadzonej w tym domu? [Lilly przeprowadziła w domu wiele kursów.]
O: Tak. Inni mieszkańcy. Nie tylko ona. ["Inni mieszkańcy" może odnosić się do męża Lilly, który, jak twierdziłą, miał "powiązania z mafią".]
P: (R) Mają na myśli żywych czy martwych?
O: Jednych i drugich.
P: (R) Tak właśnie myślałam. (V) Jak można się tego pozbyć?
O: Zmiany w stylu życia.
P: (L) Moje pytanie jest następujące, ona znajduje się obecnie w sytuacji, w której jest w jakiś sposób zablokowana w swoich decyzjach. Wydaje się, że wiele różnych źródeł dąży do...
O: Zaciemnienie (splątanie) jest iluzją.

W tym momencie zaczęliśmy dyskutować na temat przeróżnych iluzji, które są nam prezentowane, a z którymi powinniśmy się zapoznać, zanim będziemy mogli się przez nie przedrzeć i je przezwyciężyć. W tym właśnie momencie Kasjopeanie podrzucili nam wyrażenie, które zaprowadziło nas z powrotem do tematu Greenbauma:

O: Programowanie umysłów.
P: (L) Co w związku z programowaniem umysłów?
O: Pomyśleliśmy, że po prostu rzucimy to na stół.
P: (T) Programowanie umysłów! W znaczeniu programowania czyjegoś umysłu?
O: Tim całkiem niedawno takie otrzymał.
P: A od kogo otrzymał to programowanie?
O: Członków kultu.
P: (T) Jaką formę przybrało?
O: Negatywną.
P (T) Nie chodzi o negatywną czy pozytywną, ale w jakiej formie zostało mu to zaprezentowane?
O: Hipnotycznej.
P: (T) Spał wtedy czy nie?
O: Jedno i drugie.
P: (T) W jaki sposób zostało mu to przekazane?
O: Światła, ognie, śpiewy.
P: (Tim) Od dawna nie widziałem nikogo [z paczki Reiki lub Wicca]. (L) Od dawna, to znaczy ile, dwa lata? (Tim) Tak. (L) Cóż, to pewnie nadal jest "niedawno" w kosmicznych kategoriach. Czy to o to chodziło?
O: Tak.
P: (T) Chciałam się tylko upewnić, że nie chodziło tu o dużą odległość... że nie przekazali tego programowania na odległość i... (Tim) Tak, i że nie mieli do mnie dostępu.
O: Ale blisko.
P: (L) Ale blisko do czego?
O: Odpowiedź była do "dostępu".
P: (L) Sugerujecie, że to programowanie nadal w nim "tkwi" i że niektóre z jego życiowych decyzji w ciągu ostatnich dwóch lat były rezultatem programowania?
O: Może.
P: (Tim) Chcę wiedzieć, czy mój ślub był wynikiem tego programowania?
O: Tak.

Naturalnie po tak otwartej odpowiedzi na pytanie Tima, wszyscy chcieli wiedzieć, CZY ICH związki z obecnymi partnerami również były rezultatem jakiegoś typu programowania.

P: (L) Czy wyszłam za mąż w wyniku podobnego programowania?
O: Nie.
P: (L)A Lilly?
O: Tak.
P: (V) A ja?
O: Nie.
P: (T) Ja?
O: Nie.
P: (T) A Frank?
O: Nie.
P: (L) Frank nigdy nie był żonaty! (T) Dobra, chciałem, żeby wszyscy poczuli się uwzględnieni! (Lilly) Czy ten program Greenbauma, czy to z powodu mojego ojca?
O: Tak.
P: (Lilly) Tak właśnie myślałam! To przez jego karierę i stanowisko w wojsku. Czy mojego ojca też zaprogramowano?
O: Ty zostałaś "zgreenbaumowana".
P: (L) Czy Tim był zgreenbaumowany?
O: Nie.
P: (V) A co z V?
O: Nie.
P: (L) A co z Frankiem?
O: Nie.
P: (L) Laura?
O: Nie.
P: (L) Terry?
O: Nie.
P: (T) Jan?
O: Nie.

P: (Lilly) To co, jestem tutaj jedyną zgreenbaumowaną osobą?
O: (Tim do Laury) Powiedzieli ci wcześniej, że dostałaś jakiś psychiczny program, a teraz mówią, że to nie był Greenbaum?
O: Nad Laurą wykonano bardziej zaawansowane prace.
P: (V) To jak otwarcie nowej puszki Pandory. (L) Co przez to rozumiecie?
O: Nie teraz.
P: (L) Czy jest możliwe, że do pewnego stopnia udało mi się zwalczyć te wpływy?
O: Nie. Były częściowe, potem je zarzucono, zostawiając fragmenty programów reakcyjnych, które są w remisji.
P: (L) Dlaczego zostały zarzucone?
O: Ponieważ zainterweniowały siły STO.
P: (L) Kiedy to było?
O: W połowie "lat pięćdziesiątych".

P: (L) Czyli miałam wtedy trzy albo cztery lata. (T) Myślę, że powinniśmy wrócić do tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej z Timem, bo sami to poruszyli. (Tim) Czy nadal otrzymuję instrukcje z tego programowania? Czy wciąż jestem przez nich programowany?
O: Schowane na użytek przyszłych czynników wyzwalających.
P: (L) Czy on może coś zrobić, żeby dezaktywować to programowanie?
O: Wymagałoby to potężnej pracy z hipnozą. Wystrzegaj się stresów silnie osobistej natury.
P: (L) Chodzi wam o to, że aktywność seksualna może być czynnikiem wyzwalającym lub być z nim połączona?
O: Częściowo.

P: (L) Jakieś dalsze wskazówki dla niego? (T) Co oni... co Tim otrzymał w tym programowaniu? Co kazano mu zrobić, albo czego dotyczyła ta kontrola umysłu? (L) Jakie były instrukcje?
O: Odkryj.
P: (T) Czy Tim będzie w stanie to odkryć? Czy ma wystarczająco dużo informacji, żeby to rozpracować?
O: Nie samodzielnie.
P: (L) Czy jego żona i nowo narodzone dziecko są częścią haka, mającego trzymać go w programie?
O: Tak.
P: (Tim) Czy ten hak jest przyczepiony do fizycznego, emocjonalnego, duchowego, czy jakiego aspektu?
O: Wszystkich. Byłeś w tamtym czasie niezwykle na to podatny. Pamiętaj, ta konkretna grupa ma niesamowitą umiejętność dobierania się do tych, którzy ulegli rodzicielskim wpływom i mają problematyczną przeszłość.

[Przerwał nam dzwonek telefonu, koniec transmisji, dzwoniła żona Tima domagając się, żeby natychmiast wrócił do domu!]

P: (L) Czy żona Tima jest zgreenbaumowana?
O: Tak.
P: (Tim) Gdzie została poddana programowaniu Greenbauma? ... Och, wiem, jej ojciec był w marynarce... (L) Dlaczego nas to nie dziwi!!!
O: Tak. Także ojciec V, ale na szczęście na bardzo niskim poziomie kompetencji.
P: Czy wpływ lub wzajemne oddziaływanie Greenbauma trwa dowolnie długo w czasie życia danej osoby, jeśli nie zostanie przerwane albo zatrzymane?
O: Tak.
P: (L) Programowanie umysłu... Lilly chciałaby wiedzieć, jak rozległe było to programowanie w jej przypadku. Czy było obszerne?
O: Tak, również twojego męża!

P: (Lilly) Po prostu cudownie! Ten wieczór obfituje w przyjemności! (V) Byłem kiedyś w podobnej sytuacji, dostałem wtedy masę złych wiadomości, wiem co czujesz! (F) Jednak tak naprawdę to nie są złe wiadomości, dlatego że lepiej jest wiedzieć... (V) Posiadanie wiedzy cię ochrania. Ale ciężko się tego słucha. Trudno stawić czoło faktowi, że możesz być kontrolowana. Jednak kiedy patrzysz na swoje życie i widzisz wszystkie te beznadziejne wybory, których dokonałaś, problemy, które sobie stwarzałaś, wtedy musisz pomyśleć, że coś stawało ci na drodze i uniemożliwiało zobaczenie, co naprawdę się dzieje! (L) Wydaje mi się, że za każdym razem, kiedy podejmujesz decyzję, powinnaś zapytać się, dlaczego NAPRAWDĘ robię to, co robię? Czy to na pewno ja to robię, czy coś mną "kieruje". Żeby to zrobić, musisz wszystko przeanalizować na zimno. Nie możesz poddać się emocjom i robić to, co wydaje ci się, że "chcesz" robić. (R) Czy jest na to jakieś lekarstwo? Czy można coś z tym zrobić? Wiemy, że w przypadku Tima byłaby to hipnoza. A w moim?
O: Świadoma uwaga to krok numer jeden.

P: (T) Żona Tima jest jednym z jego czynników aktywujących... (L) Cóż, Tim znajduje się, my wszyscy, mam na myśli, o rety! Co robimy z tą trudną sytuacją, w którą sami się wpakowaliśmy wskutek programowania? Potem musimy się z nich wyplątywać, srogo za to płacąc i cierpiąc z tego powodu? Przeszłam przez to sama, wiem jak bardzo boli...
O: W niektórych przypadkach nie trzeba się wyplątywać, jeśli wykona się konieczną pracę.

P: (L) Jeśli dwoje poślubionych sobie ludzi jest zgreenbaumowanych, tak jak sugerowaliście w przypadku Lilly i jej męża, to czy możliwe jest, że są oni zaprogramowani do zabicia się nawzajem? Chodzi o to, że ostatnio mąż Lilly jest w stosunku do niej bardzo brutalny.
O: Możliwe, ale nie zawsze. Programowanie ma za zadanie głównie produkować nieobliczalne zachowania, w celu "zastraszenia" populacji tak, aby nie tylko oczekiwała, ale wręcz domagała się totalitarnego rządu. Pomyśl o ludziach, którzy w niewytłumaczalny sposób dostali się na jakiś publiczny albo prywatny teren i zastrzelili wiele osób... "Poznałaś" kilka tych obiektów greenbaumowania...

Ten drobny komentarz poprzedzający wielokropek w pewien sposób mnie przerósł. Ale było jasne, że to ostrzeżenie!

P: (L) Mówicie więc, że te wprowadzone czynniki wyzwalające są tak ustawione, żeby aktywowały się w pewnym momencie w przyszłości i doprowadziły do masowego chaosu w sferze publicznej?
O: Lepiej żebyś sama to odkryła.
P: (L) No tak, to kolejna rzecz, o której obecnie niebezpiecznie jest wiedzieć...
O: A teraz, trochę historii... jak wiecie, CIA, NSA i inne agencje są dziećmi nazistowskiego Gestapo... SS, będące eksperymentem przeprowadzonym pod wpływem Antarean, którzy trenowali na wypadek ponownego sprowadzenia Nephalim na Ziemię 3. i 4. gęstości. Kontakt z "Antareanami" został zainicjowany przez Towarzystwo Thule, które przygotowało otumanionego przez nich Adolfa Hitlera do roli umysłowo-zaprogramowanej marionetki wszech czasów. A współcześnie widzieliście, choć jak dotąd na mniejszą skalę: Oswalda, Rubiego, Demorenschildta, Sirhan Sirhana, Jamesa Earla Raya, Arthura Bremera, Farakhana, Menendeza, Bundiego, Ramireza, Dahmera, itd...

P: (L) Czy aktualnie programowany jest jakiś konkretny osobnik, który ma zająć jakieś ważne stanowisko w sensie tego...
O: Później... musisz wiedzieć, że Oswald został zaprogramowany, aby być "frajerem". Miał wygłaszać te wszystkie sprzeczne uwagi. Demorenschildt był zarówno programistą, jak i zaprogramowanym. Ruby był hipnotycznie zaprogramowany do zastrzelenia Oswalda po usłyszeniu sygnału dźwiękowego, którym był odgłos klaksonu samochodowego.
P: (L) Pojawiło się pytanie, czy istnieje sposób bądź metoda rozpoznania albo rozróżnienia ofiar Greenbauma lub innych metod kontroli umysłu, dzięki jakimś wskazówkom?
O: Nie, dopóki nie jest za późno.

P: (L) Czy Sandy została zgreenbaumowana?
O: Tak.
P: (T) No tak, w pewnym sensie doszliśmy już do tego sami... (L) Tak, ale chciałam sprawdzić... (T) Czy JW jest zgreenbaumowany?
O: Tak.
P: (T) I wszędzie chodzi z bronią! (L) A co z MF, badaczem UFO?
O: Nie.
P: (L) Candy?
O: Nie.
P: (V) Chciałbym wiedzieć, czy jakiś prezydent był zgreenbaumowany?
O: Tak. Pamiętajcie, "metoda Greenbauma" jest tylko jedną z wielu istniejących. To istna mieszanina.

Wstawię tu znacznie późniejszą uwagę na temat programowania Greenbauma, która wiąże się z tym kontekstem.

31 lipca 1999
P: Różni ludzie w Internecie mówią teraz, że sławny nazistowski dr Mengele jest tą samą osobą, co słynny z greenbaumowego programowania umysłów dr Green.
O: Nie.
P: Czy Mengele wyjechał do Południowej Ameryki i tam zmarł tak, jak to podano do wiadomości?
O: Tak.
P: W materiałach Greenbauma znajduje się informacja o żydowskim chłopcu przywiezionym do Ameryki i wyuczonym na lekarza, który stał się niesławnym doktorem Greenbaumem. Czy to prawda?
O: Nie. "Green" to alias, a dokładniej pseudonim, jakim posługuje się kilka(naście) osób zaangażowanych w próby kontrolowania umysłów.

Wracając do naszej mniej więcej chronologicznej fabuły: wróciliśmy do tego tematu w następnym tygodniu. Tim był i tym razem obecny i bardzo zdenerwowany przez różne dziwne wydarzenia z dni pomiędzy sesjami. Był przerażony, że został "porwany" i "zgreenbaumowany", jak zaczęliśmy na to mówić:

12 października 1996
P: Na jednej z poprzednich sesji wspomnieliście, że powinniśmy przedyskutować sprawy dotyczące kontroli umysłów...
O: Słowem, którego powinnaś użyć, jest programowanie, a nie "kontrola".
P: Timowi przydarzyły się bardzo dziwne rzeczy i chciałby wiedzieć, czy został zgreenbaumowany?
O: Tim nie został "zgreenbaumowany" - jak opisaliśmy wcześniej, został zaprogramowany przez osoby związane z wiccańską organizacją.
P: Po jakich oznakach można rozpoznać, czy ktoś został zaprogramowany w stylu Greenbauma czy też inaczej? A konkretnie, jak Tim może to poznać?
O: Zwracaj uwagę na znaki. Trudności z nadążaniem za wymogami i presją życia zarówno przed, jak i po programowaniu. Czujesz, że tracisz kontrolę, ponieważ wszystko wydaje ci się teraz jeszcze bardziej "zagmatwane".

P: (T) Jakieś konkretne oznaki?
O: Daliśmy ci jedną, a teraz druga: żona "sprawia problemy". Także problemy rodzicielskie, które już się rozpoczęły.
P: Jak można przezwyciężyć albo skasowac to programowanie?
O: Tak samo jak zwykle. Wiedza ochrania.
P: Jak wiedza może pomóc w skasowaniu programowania?
O: Poprzez bezpośredni wpływ na Tima.
P: Nie rozumiem. Jak wiedza może pomóc w anulowaniu programowania?
O: W taki sposób, że świadomość może stać się podstawą radzenia sobie z sytuacjami, a być może i naprawić niektóre z nich.

To najwyraźniej oznacza, że dopóki nie mamy pojęcia o tym, że możemy zostać zaprogramowani, dopóty nie będziemy się uczyć sposobów i metod dezaktywowania. Wydaje mi się, że to jest tak jak bycie alkoholikiem: aby szukać pomocy, najpierw musisz przyznać, że masz problem

P: (L) Dobra, odnośnie programowania typu Greenbaum i związku z nazistami: kilkakrotnie wspominaliście o grupie zwanej Antareanie. Kim byli ci człekokształtni obcy?
O: Antareanie to nazwa podana przez grupy z 4. gęstości pozostające w kontakcie z Towarzystwem Thule przed i w czasie Pierwszej Wojny Światowej.
P: Jak nazywają się obecnie?
O: Obecnie nikt określający się mianem "Antareanie" z nikim się nie kontaktuje.

P: A więc nie ma ich już tutaj?
O: Nie, nie ta konkretna grupa. Są inne.
P: (L) Powiedzieliście mi kiedyś, że ja nie zostałam zgreenbaumowana, ale że zrobiono mi coś innego. Co to było?
O: Działania, które zostały podjęte, były intensywniejsze, ale zostały przerwane, ponieważ okazało się, że twoja wibracja w częstotliwości rezonansowej nie była właściwa dla tego konkretnego "eksperymentalnego" typu programowania.

P: Czy to oznacza, że coś w moich wibracjach spowodowało, że to, co próbowali zrobić, obróciło się w coś pozytywnego?
O: Prawdopodobnie, bezwiednie.
P: Powiedzieliście także, że zatrzymała to interwencja STO... czy to znaczy, że jest jakiś powód, by mnie ochraniać?
O: No dobrze... nauka jest poszukiwaniem, za którym podąża potwierdzenie tego, co wiemy, [przez] odkrywanie. Pewnego dnia się o tym przekonasz. Radzisz sobie całkiem nieźle. W tej sesji nic więcej nie powiemy na ten temat.

I z tą ostatnią uwagą wracamy do zagadnienia interakcji z grupą z Kościoła Metafizycznego, ich próbą zabicia mnie, a także jaki to wszystko miało związek z zielonym basenem, będącym swego rodzaju "systemem symboli" w mojej rzeczywistości, pokazującym, że w moim osobistym otoczeniu dzieje się coś naprawdę złego. Ci wszyscy, którzy pisali do mnie, jak ich życie podobne jest do mojego, powinni wziąć sobie do serca udzielone mi odpowiedzi. Pamiętajcie, zgodnie z tym co mówi Ra, na naszej planecie jest obecnie około 65 milionów Wędrowców. Według Ra i Kasjopean Wędrowcy są głównym celem dla STS i ich ingerencji.

28 października 1994
P: (L) W czasie kiedy byłam zadręczana przez grupę z kościoła metafizycznego, mój basen był zielony. Czy symbolizowało to atak, pod jakim wtedy byłam?
O: Tak, ale sama się na niego wystawiłaś poprzez związki i wiarę w zbyt wiele idei bez ich skrupulatnego przeanalizowania. W przyszłości, zanim coś kupisz i zaczniesz praktykować, najpierw to zbadaj, dobrze?
P: (L) Zbadać co? Idee?
O: Tak. I pojęcia, a zwłaszcza praktyki.

P: (L) Pomysły takie jak palenie świec, soli, szałwii, rytuały szamanistyczne i tak dalej? Wszystkie są bezużyteczne?
O: Uczysz się; pamiętasz jak powiedzieliśmy "dobrze żadnych rytuałów"?
P: (L) Innymi słowy, wiedza i siła pochodząca z tej wiedzy i rozumienia są celem i ochroną?
O: Dokładnie. To niezwykle ważne.
P: (L) Alexandra David-Neel cytowała lamę, który powiedział, że musimy wystrzegać się zarówno dzieci naszego własnego umysłu, jak i dzieci umysłów innych ludzi, takich jak formy myślowe, być może stworzone przez negatywne istoty wyższych poziomów. Czy jeśli nie uznamy istnienia tego typu rzeczy, będziemy dla nich obiektem do pożarcia?
O: Tak. Rytuał drenuje wprost do jaszurzych istot.

P: (L) Nawet recytacja Modlitwy Pańskiej?
O: Można się modlić. Jak myślisz, dlaczego zorganizowane religie mają obsesję na punkcie rytuałów?
P: (L) Czy jest to prawdą również dla współczesnych obrzędów szamanistycznych itp.?
O: Dokładnie.
P: (L) Co się wydarzyło, że mój basen się oczyścił?
O: Odzyskałaś swoją energię.
P: (L) I nie miało to nic wspólnego z rytuałami?
O: Zgadza się. Pomimo rytuałów, ale miałaś szczęście, bo mogło się to skończyć zupełnie inaczej.
P: (L) Co temu zapobiegło?
O: Boska interwencja. [nagły przypływ energii].

P: (L) No cóż, moje życie wydaje się być pełne przypadków Boskiej interwencji.
O: Tak.
P: (L) Jaki jest cel tych interwencji?
O: Ochronić cię i przygotować do pracy.
P: (L) Co to za praca?
O: Jesteś niezwykle cenna dla wszystkich na twojej planecie.
P: (L) W jakim konkretnie sensie? Czy to jest powszechne dla wszystkich ludzi?
O: Nie.
P: (L) Czy to coś znaczącego? Co to za misja?
O: Wierz w swój otwierający się kanał; będziesz się uczyć w drodze. Nie możemy powiedzieć ci wszystkiego na raz.

Przykro mi. Próbowałam. Nadal nie wiemy, co to za "misja". Wiemy tylko, że najwyraźniej BARDZO WIELE osób jest z nią związanych!

Mamy jednak również świadomość tego, że "reguły tej gry" zdają się wymagać "obudzenia" na przekór przeszkodom, takim jak bycie głównym celem dla STS-owej frakcji kontroli. A to może być BARDZO problematyczne, szczególnie w świetle nadzwyczaj zdumiewającej rewelacji, która padła z ust jednej z ofiar programowania umysłu.

"Główny Programista" został zaprojektowany tak, żeby zmienić Lilly w dynamiczną nauczycielkę New Age-u/Metafizyki, której praca polegała na podróżowaniu po kraju i prowadzeniu kursów i seminariów na wiele różnych tematów, co miało WŁĄCZYĆ U INNYCH OFIAR TYPU GREENBAUMA WCZEŚNIEJ ZAINSTALOWANE PROGRAMY.

Teraz aż chciałoby się zapytać, ilu INNYCH wiodących nauczycieli, kanałów i "New Age-owych Metafizyków" jest również "Głównym Programistą"?

 

The Wave Chapter 21

Fala Indeks


Właściciele oraz wydawcy niniejszych stron pragną oświadczyć, że materiał tu prezentowany jest wynikiem ich badań i eksperymentu w Komunikacji Nadświetlnej. Zapraszamy czytelnika by przyłączył się do naszego poszukiwania Prawdy poprzez czytanie z otwartym, ale sceptycznym umysłem. Nie zachęcamy tu do "dewotyzmu" ani też do "Prawdziwej Wiary". Zachęcamy STANOWCZO do poszukiwania Wiedzy oraz świadomości we wszystkich obszarach działania jako najlepszego sposobu, by być w stanie odróżnić kłamstwa od prawdy. Jedno co możemy powiedzieć czytelnikowi: pracujemy bardzo ciężko, wiele godzin na dobę, i czynimy tak od wielu lat, by odkryć "sedno" naszej egzystencji na Ziemi. Jest to nasze zajęcie, nasze poszukiwanie, nasza praca. W sposób ciągły szukamy potwierdzenia oraz/lub pogłębiamy zrozumienie tego, co uważamy albo za możliwe, albo za prawdopodobne lub za jedno i drugie. Czynimy tak ze szczerą nadzieją, że ludzkość jako całość skorzysta z naszej pracy, jeśli nie teraz , to przynajmniej w jakimś punkcie w jednej z naszych prawdopodobnych przyszłości.

Skontaktuj się z administratorem serwera pod adresem cassiopaea.com
Prawa Autorskie (c) 1997-2005 Arkadiusz Jadczyk oraz Laura Knight-Jadczyk. Wszystkie prawa zastrzeżone. "Cassiopaea, Cassiopaean, Cassiopaeans," są zastrzeżonym znakiem handlowym Arkadiusza Jadczyka oraz Laury Knight-Jadczyk.
Listy adresowane do Kasjopei, szkoły QFS, Arkadiusza lub Laury, stają się własnością Arkadiusza Jadczyka i Laury Knight-Jadczyk
Wtórne publikacje oraz wtórne rozpowszechnianie zawartości niniejszego ekranu lub dowolnej części niniejszej witryny w dowolnej formie jest stanowczo zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autorów.

Jesteś gościem o numerze .