HOME



Drogi Czytelniku,

Jeśli szczerze interesuje Cię to, co publikujemy, i uważasz, że warto udostępniać ten materiał w wersji polskojęzycznej, a znasz angielski i znajdziesz trochę czasu - zapraszamy do współpracy!

Poszukujemy osób chętnych do współpracy przy przekładzie książki "The Secret History of the World" i do kilku innych projektów.

UWAGA!
Przeczytaj, zanim napiszesz do nas, albo jeśli nie otrzymałeś odpowiedzi.


Napisz do nas...


Kasjopea

Wstęp: 0 - 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Kim są Kasjopeanie?

Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości - Thomas French,
St. Petersburg Times

Najgroźniejsza idea na świecie

Forum Cassiopaea (anglojęzyczne)


- Polska strona Éiriú Eolas


FALA

Część:
0 - 1 - 2 - 3 - 4 -
  - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 -
  - 10a - 10b - 10c -
  - 11 - 11b - 11c -
  - 11d - 11e - 11f -
  - 11g - 11h - 11i - 11i
  - rozdział 22 - 22 b


Psychopatia

Fragmenty "Psychopatologii"
PSYCHOPATA – Maska zdrowia psychicznego
Czym jest psychopata?
Protokoły patokratów
Oficjalna kultura - naturalny stan psychopatii?

Na blogu PRACowniA:

Ponerologia polityczna

Psychopatia Schizoidalna (fragment Ponerologii politycznej)
Charakteropatie - paranoidalne i in.
Ponerologia polityczna (Time for change)
  - cz. 2: Rola ideologii w rozwoju złowrogich reżimów (patokracji)
Nuda albo ekscytacja - rzecz o psychopatach
Strukturalna teoria narcyzmu i psychopatii - Laura Knight-Jadczyk
O "Ponerologii politycznej" - Laura Knight-Jadczyk, cz.1


Ezoteryka

Kasjopeanie odpowiadają na pytania o "Wniebowstąpienie"

Kasjopeanie na temat centrów energetycznych i czakramów - Laura Knight-Jadczyk

Historia seksu i uwagi ogólne - Lama Sing

Okłamywanie się, czyli stan ludzkiej maszyny - Henry See

Pierwsze wtajemniczenie - Jeanne de Salzmann

Rola negatywnych emocji w pracy nad sobą - Laura Knight-Jadczyk

Uwagi na temat niewłaściwej pracy centrów - Maurice Nicoll

Umiejętność rozeznania - Świat wewnątrz diabła

Borys Murawiew - Gnoza - fragmenty

Komentarz na temat "Gnozy" Murawiewa
  - Część 1


9/11 i nie tylko


VIDEO - Atak na Pentagon

Komentarze na temat Ataku na Pentagon - Laura Knight-Jadczyk

Teorie konspiracyjne rozkwitają w Internecie - Carol Morello, The Washington Post

Jakiś potwór tu nadchodzi

Osama, Szwadrony Śmierci i Największe Kłamstwo Wszechczasów


Tajemna historia świata


VIDEO - Tajemna historia świata

książka dostępna w języku:
english - français - espanol

polskim:

* Przedmowa
* Wstęp
* Rozdział 1 (a) (b)
* Rozdział 2 (NOWOŚĆ!)
* Rozdział 3
* Rozdział 4



Wysoka dziwność

książka dostępna w języku:
english - français

* Rozdział 1
* Rozdział 2
* Rozdział 3


Arkadiusz Jadczyk


Nasz BLOG PRACowniA z uzupełniającymi materiałami:

PRACowniA


Sztuka iluzji


Korespondencja
z Czytelnikami


Transkrypty sesji:

Rok: 1994 - 1995 - 1996 - 1997 - 1998-2001

Rok: 2011

Rok: 2012

Stary Index i niezweryfikowane sesje z 1994-95

 



Napisz do nas...


"Nie bójcie się o ścieżkę prawdy, bójcie się o brak ludzi, którzy nią kroczą."
Robert Francis Kennedy


"Przeczytałem dzisiaj wiadomości, o ludzie..."
John Lennon


Tyrania, która osiągnęła największy sukces to nie ta, która używa siły do zapewnienia jednorodności, ale ta, która usuwa ze świadomości inne możliwości i sprawia, że wydaje się niewyobrażalne to, iż istnieją inne drogi, i która usuwa poczucie, że istnieje coś poza tym.
Allan Bloom
Zamykając amerykanski umysł


"Niebezpiecznie jest mieć rację w sprawach, w których ustanowione władze się mylą."
Voltaire


Wiara świadomości jest wolnością
Wiara uczuć jest słabością
Wiara ciała jest głupotą.

Miłość świadomości wywołuje taką samą reakcję
Miłość uczucia wywołuje przeciwną
Miłość ciała zależy jedynie od typu i biegunowości.

Nadzieja świadomości jest siłą
Nadzieja uczuć jest niewolnictwem
Nadzieja ciała jest chorobą.
Gurdżijew


Metoda nauki ezoterycznej jest taka sama jak nauki pozytywnej: obserwacja, krytyczna analiza tejże obserwacji i rygorystyczna dedukcja w oparciu o ustalone fakty.
Murawiew, Gnoza vol.1


Zycie jest religią. Doświadczenia życiowe odzwierciedlają sposób, w jaki wchodzi się w interakcję z Bogiem. Ci, którzy są uśpieni, to ci, którzy prezentują małą wiarę w swych interakcjach z kreacją. Niektórzy myślą, że świat istnieje, by mogli go przezwyciężyć, zignorować lub wyłączyć. Dla tych jednostek światy przestaną istnieć. Staną się oni dokładnie tym, co sami wnoszą w życie. Staną się jedynie snem w 'przeszłości'. Ludzie, którzy zwracają dokładnie uwagę na rzeczywistość obiektywną, na prawo i lewo, staną się rzeczywistością 'Przyszłości'.
Kasjopeanie, 28-09-2002


Otrzymywanie informacji o nowościach na witrynie!

Kanał RSS Kasjopea




Kasjopeański Eksperyment

Wstęp:

Otwórz się i poszukuj

 


Jak przedstawiono to w książce Laury Amazing Grace, "Kasjopeański kontakt" rozpoczął się faktycznie w 1985 roku. Wydarzenia opisane w dwudziestostronicowym artykule Thomasa Frencha, zamieszczonym w St. Petersburg Times, toczyły się w tle eksperymentu, a poniższy tekst stanowi komentarz Laury do protokołów eksperymentu:

Ilość tekstów, które napisano na temat problemów z pozytywistycznymi przekazami czannelingowymi jest znacząca, większość z nich powstała w oparciu o prace badawcze, a nie w oparciu o same informacje "czannelingowe" czy filozoficzne domysły. Wielu spośród badaczy zajmujących się tymi zagadnieniami to psychologowie, psychiatrzy, lekarze medycyny czy duchowni z treningiem medycznym i/lub psychologicznym.

Ja swoją eksperymentatorską pracę na tym polu zaczęłam pełna sceptycyzmu. Było to dobre, ponieważ - jak się okazało - rozpocząwszy jako sceptyk, byłam kompletnie zaskoczona odkryciem faktu, że tak zwane płaszczyzny astralne to istna dżungla. Pomimo że moje sesje prowadziłam z najwyższą uwagą, starając się nie dopuścić do jakiejkolwiek możliwości skażenia moich tematów, to wciąż od nowa odkrywałam, że w "wyższych" królestwach nie wszystko ma się dobrze.

Doprowadziło to oczywiście do pytania, dlaczego tak wiele nonsensu propagowane jest przez tzw. źródła czannelingowe, które w oczywisty sposób w wielu przypadkach kłamią? W innych przypadkach winne są one przynajmniej tak poważnego braku uwagi w tych sprawach, że jest to równoznaczne z okropną zbrodnią pominięcia. Moim zdaniem w obecnym czasie brak wiedzy na temat tej właśnie kwestii jest jednym z głównych powodów tego, że wciąż tworzy się i podsyca powiększające się i wzrastające cierpienie ludzkości. Jak "dobre" są źródła czannelingowe, które nie informują nas o tym stanie? Jeśli już, to tak zwany ruch "New Age" ma tak mocno wpojoną ideę, że nie należy myśleć o takich negatywnych sprawach, że oni, bardziej niż wszyscy inni ludzie, narażeni są na bycie ofiarą. Jeżeli o czymś nie wiesz, nie możesz się przed tym bronić. Stawało się oczywiste, że "gdzieś tam" istnieje coś lub ktoś, co nie chce, byśmy o czymś wiedzieli.

Tak, zdaję sobie sprawę, że to policzek dla większości religijnych doktryn i zdecydowanie zaprzecza standardowym filozofiom "New Age". Niech jednak wolno mi będzie powiedzieć, że to, że tak jest, wielokrotnie zostało potwierdzone w klinicznych doświadczeniach dostatecznie wielu wyszkolonych badaczy, więc zanim ktokolwiek pogrąży się w zaprzeczaniu, powinien to rozważyć jako roboczą hipotezę do sprawdzenia. Jeśli jest ona fałszywa, rozważenie jej nie wyrządzi krzywdy. Jeśli jest prawdziwa, może ocalić nam życie.

Psycholog, William Baldwin, napisał:

Z ograniczoną, jeśli w ogóle jakąkolwiek, wiedzą i skrzywionym postrzeganiem natury świata duchowego, nie-fizycznej rzeczywistości, wielu ludzi pozostaje otwartymi i tworzy sobie własną słabość jako część własnej rzeczywistości!

Uwaga ta zawiera w sobie opis pułapki, w której były uwięzione przez tysiąclecia biliony istot ludzkich. Chciałabym podkreślić, że zasadniczo są to filozoficzne podstawy "wiary", wykładane przez trzy główne monoteistyczne religie, jak również ich new-age'owe odmiany. Innymi słowy: Wiara, tak jak rozumie ją i praktykuje większość ludzi, jest po prostu innym określeniem na Zaprzeczanie. A zaprzeczanie oznacza życie w kłamstwie. A kłamstwo według definicji tychże religii jest "Szatańskie".

Dziś modne jest komunikowanie się ze "swoją wyższą jaźnią" albo z "duchowymi nauczycielami", by słać miłość i światło, nie będąc o to wyraźnie proszonym (w ten sposób otwieranie dwukierunkowego portalu, przez który negatywne energie, które ktoś stara się "przetransformować", mogą uderzyć w nadawcę), i tak dalej. Bez wiedzy oraz umiejętności rozróżniania można stać się podmiotem nie tylko kaprysów dowolnego przechodzącego obok bytu, który słyszy wołanie, ale także kosmicznych praw, których większość ludzkości jest kompletnie nieświadoma.

Niektórzy "otaczają się światłem" albo modlą się i w swoich inwokacjach wymieniają "dla mojego najwyższego dobra". Nie uświadamiają sobie, że w rzeczywistości dają tym samym przyzwolenie i zaproszenie dowolnemu bezcielesnemu duchowi, który w swoim własnym królestwie życzeniowego myślenia i fiksacji ziemskiego ego naprawdę wierzy, że jest to działanie "dla twojego najwyższego dobra".

Pamiętaj, że nie mówimy tu o demonicznym opętaniu. To zupełnie inna historia, choć rządzi się tymi samymi prawami. Mówimy tu o martwych duszach, w odmianie z twojego ogródka, pełnych dobrych intencji, błąkających się na niższych astralnych płaszczyznach wskutek ignorancji albo swego rodzaju przywiązania do Ziemi. Jak zauważył Edgar Cayce: martwy prezbiterianin to tylko martwy prezbiterianin!

Stając twarzą w twarz z całym tym materiałem i doświadczeniem muszę przyznać, że próbowałam sformułować racjonalną teorię, żeby to wszystko wytłumaczyć. Widziałam, że podobna dżungli natura astralnych królestw mogła być po prostu jeszcze jednym psychologicznym spektaklem, wymyślonym przez nieskończenie twórczy umysł jako sposób radzenia sobie z jakimś problemem w obecnym życiu. Ale tak samo, jak nigdy nie było dla mnie ważne, czy reinkarnacja faktycznie ma miejsce, czy też nie, nie przywiązywałam również wagi do faktu czy - jak się zdaje - na astralnych płaszczyznach istnieją negatywne istoty z wyższych poziomów, czy też nie. Ważne było tylko to, że terapeutycznie to działało.

A w rzeczy samej to działało; konsekwentnie i zauważalnie. Jedną z najbardziej zdumiewających spraw była spójność symbolicznego czy archetypowego języka podświadomości. Pacjent za pacjentem, dla wszelkich dróg życiowych, z najróżniejszymi poziomami wykształcenia i intelektualnego rozwoju, z różnych religii i systemów wierzeń, wszyscy oni, kiedy zadawano tą samą serię pytań, odpowiadali tymi samymi typami symboli odnoszących się do podobnych zagadnień i związków.

Czy były to rzeczywiście bezcielesne istoty, czy jakiś odszczepiony aspekt ludzkiej osobowości, czy energetyczne konstrukcje jakiegoś eterycznego rodzaju, które mogły być wykryte i mieć symbolicznie przydzieloną osobowość oraz historię, nie było dla mnie ważne; wiedziałam, że umysł jest nieskończenie twórczy i nie kwapiłam się do przyjęcia twardego i sztywnego stanowiska w tej kwestii. Kontynuowałam pracę z pojęciami nieustannie czatując na nowe dane, które mogłyby mi pomóc ulepszyć, dowieść lub obalić moją teorię. Abym mogła pozostać jak najbardziej otwartą na nowe informacje, moja robocza hipoteza była taka, że jest całkiem możliwe, iż wszystko co istnieje, jest sztucznym wytworem świadomości; jedyne, czemu przypisywałam wysokie prawdopodobieństwo, to fakt, że świadomość może istnieć i istnieje niezależnie od materii. Świadomość może być pozytywna lub negatywna. Ale czy we wszystkich przypadkach, lub choćby w większości, jest świadomie świadoma, tego nie wiedziałam.

Część trudności stawianych przez tę pracę związaną z działalnością w rodzaju egzorcyzmów (aczkolwiek nazwa ta jest myląca w odniesieniu do procedury polegającej na "doradztwie w kwestii bezcielesnych bytów"), wskazywała, że z większością działalności uchodzącej za "czanneling", można by się natychmiast obchodzić jak ze zwykłym wytworem tak zwanych "królestw astralnych" (pomijając kwestię, czy astralne królestwa są sztucznym wytworem świadomości). Zaczęłam się zastanawiać, czy istnieje coś rzeczywiście "wyższego", a jeśli tak, to czym to jest i jak "wysoko" można naprawdę dojść.

Doprowadziło to do sformułowania idei na temat drugiego utrudnienia w osiąganiu kontaktu z możliwie wysokiego poziomu; nazwałam je "czynnikiem transdukcyjnym". Hipoteza ta sugerowała, że ewidentnie źródło naprawdę wyższego poziomu po prostu nie może nawiązać pełnego i bezpiecznego połączenia z uwięzioną w fizycznym stanie świadomością, bo byłoby to podobne próbie podłączenia urządzenia korzystającego z napięcia 110V do prądu 220V. Jeśli było to "wyższe" źródło, to zgodnie z definicją jego energia tak przytłoczyłaby ludzkiego odbiorcę, że nie mógłby tego wytrzymać.

Faktycznie sformułowałam tę ideę w oparciu o przeczytane opisy przypadków. Wiele z nich popierało tę hipotezę, a były również przykłady ludzi, którzy wręcz postradali rozum po kontakcie z "wyższymi źródłami". Jak meteory rozbłyskiwali na niebie naszych zbiorowych psychicznych i duchowych domen, krótkie iluminacje krajobrazu, tylko po to, by runąć i spłonąć w haniebnym upadku. W większości było jasne, że takie próby wiążą się z wieloma niebezpieczeństwami, jak wyjaśniano w obszernej starożytnej literaturze, pismach okultystycznych i rozmaitych wschodnich naukach mistycznych.

Istniał jeszcze jeden powód, dla którego sformułowałam tę ideę, a opierał się on na obserwacjach Natury. Tym, co stale obserwujemy w otaczającym nas świecie, jest wzrost. Co więcej widzimy, że wzrost pojawia się w cyklach. Ludzka świadomość zaczyna rosnąć od momentu poczęcia. Czy jest to rezultat połączenia zewnętrznej świadomości z rozwijającym się neurologicznie/fizycznie systemem, czy nie, albo też czy jest to po prostu rezultat efektu "ducha w maszynie", świadomość rośnie. Przyjmijmy to zatem za obserwowalną daną zasadę.

W początkowym okresie życia, kiedy świadomość jest mniej wyraźna, istota bardzo dużo śpi. W kwiecie życia, kiedy świadomość jest najbardziej widoczna i aktywna, czas poświęcany spaniu (z dużym zróżnicowaniem, które może zależeć od bogactwa świadomości), ciało śpi mniej.

W pewnym momencie w starszym wieku świadomość zaczyna oddalać się od ciała (i znowu, z dużym zróżnicowaniem zależnym od nieznanych czynników, być może od bogactwa świadomości), a ciało ponownie powraca do dłuższych okresów snu.

Ważne jest, że moglibyśmy pomyśleć, iż sen i współczynnik świadomości świadczą o łączącym się, wyłaniającym i wycofującym stanie świadomości. Innymi słowy, w nowo poczętej/narodzonej istocie ludzkiej zasiane jest "nasienie" świadomości; wzrasta ono w zależności od bogactwa środowiska i potencjału parametrów DNA, które obecne są w ciele. Kiedy osiąga optymalny wzrost, rozpoczyna wycofywanie się. Ważne jest, by zrozumieć, że świadomość wyraźnie się wycofuje, ponieważ urosła do maksimum i już nie "pasuje". Wykorzystując dostępną neurologiczną/fizyczną konstrukcję osiągnęła w ciele najpełniejszy wyraz. Moglibyśmy przypuszczać, że kiedy zostanie osiągnięta ta górna granica czy masa krytyczna, zaczyna stopniowo postępować ruch "poza ciało".

Ten stopniowy ruch w głąb ciała i poza ciało sugeruje mi, że proces śmierci jest rodzajem "narodzin" w "wyższy" czy bogatszy i gęstszy stan istnienia, który przez konstrukcję fizyczną był nie do utrzymania! Gdyby był do utrzymania na wyższym poziomie albo w większej gęstości i bogactwie, nie rozpocząłby się w tym momencie proces stymulacji umierania. Przychodziło mi na myśl, że mogłoby to mieć coś wspólnego z względami genetycznymi. Dokładnie tak, jak różne rośliny i stworzenia mają określone i genetycznie zdefiniowane parametry, które determinują nie tylko ich ukształtowanie, funkcję, potencjał zdolności uczenia się oraz długość życia, tak też ludzkie jednostki do pewnego stopnia mają podobne ukształtowanie, funkcje, potencjał uczenia się i długość życia. Wydało mi się bardzo prawdopodobnym, że te potencjały mogłyby być w relacji symbiotycznej ze świadomością. Innymi słowy świadomość może rosnąć tylko do pewnych granic wyznaczonych przez genetyczne ograniczenia ciała, które zajmuje.

Dlatego, wydawało się logicznym podążanie w tym kierunku aż do wyciągnięcia wniosku, że prawdziwie "wyższa istota" lub taka, która osiągnęła ogromną gęstość i bogactwo świadomości, właśnie przez to skrępowanie genetycznymi konfiguracjami funkcji i potencjału w ludzkim ciele, nie mogłaby faktycznie wejść w pole ludzkiej energii świadomości i założyć na siebie cudzego ciała jak rękawiczkę w celu bezpośredniej interakcji, o ile nie posiadałaby podobnej konfiguracji i potencjału, co ciało gospodarza. Istota taka urosła i już nie "pasowała".

Dalsza logiczna dedukcja byłaby taka, że jeśli świadomość, która była zewnętrzna, rzeczywiście była w stanie wniknąć czy połączyć się z ludzką istotą, albo w bezpośredni sposób się połączyć, mogła to być tylko ta, która nie była bardziej zaawansowana niż normalny potencjał ludzkiej świadomości, choć nie ograniczona przestrzenią i czasem. Ta ostatnia okoliczność mogła dać takiej świadomości inną perspektywę, ale nie świadczyło to o jej postępie w filozoficznych czy duchowych kwestiach.

Innymi słowy martwy prezbiterianin to tylko martwy prezbiterianin. Jeśli świadomość może użyć twojego ciała, nie może się zbyt różnić od twojej własnej.

Chyba że poczynione są specjalne modyfikacje, co rozważymy.

Przedzierając się przez literaturę na temat czannelingu i duchowego mediumizmu zauważyłam, że istniały pewne bardzo interesujące przypadki, kiedy można było pomyśleć, iż "opętująca istota" (ponieważ, mimo przeciwnych twierdzeń, transowy czanneling JEST opętaniem) była co najmniej świadomością w niewiele większym stopniu gęstszą i bogatszą niż samo medium, które może osiągnęło lub nie, swój potencjał świadomościowy/genetyczny. Dziwne w tych przypadkach było to, że wydawało się, iż istnieje bezpośrednia zależność pomiędzy takimi potencjałami a masą ciała. Innymi słowy media sprawiające wrażenie zdolnych do nawiązania ograniczonego połączenia z pozornie wyższymi (choćby trochę) istotami, były raczej duże. Nie tylko to, po poddaniu ich naukowej kontroli i pomiarom, jak miało to miejsce w XIX i na początku XX wieku, okazało się, że takie media mogą stracić na wadze do 7 kilogramów w godzinę lub dwie takiego kontaktu. Przykładem tego jest Eusapia Palladino.

Takie rozważania spowodowały naturalnie, że pomyślałam o bardzo dawnych wizerunkach bogiń znajdujących się wszędzie na świecie, gdzie są one prawie zawsze przedstawiane jako bardzo grube kobiety! Tak, bezwzględnie byłam doskonałą kandydatką do tej pracy! Problem w tym, że wcale nie byłam zadowolona z poziomu kontaktu osiąganego nawet w tych wyżej opisanych przypadkach.

Istniały też opowieści o joginach i szamanach, którzy w stanie medytacji czy szamańskiej ekstazy, kiedy - jak twierdzili - osiągnęli rodzaj "kosmicznego połączenia", niewiarygodnie tracili na wadze z powodu "żaru tego stanu". Że był to żar, który niekoniecznie dawał się rejestrować termometrem, to jasne, ale wyraźnie obecny był w tych przypadkach swego rodzaju żar, jak również znaczące wahania masy ciała.

Przywiodło mnie to do pomysłu, że - w kategoriach czannelingu naprawdę wyższych istot - istotny problem stanowił sam jego tryb. Względem teoretyzowanego "wysokiego napięcia" takich wyższych źródeł, zaproponowałam, że jedynym sposobem, by doprowadzić do takiego kontaktu, jest połączenie energii dwojga lub większej ilości ludzi jako "odbiornika", a następnie próba "dostrojenia" tego odbiornika powtarzanymi aktami intencji. Innymi słowy, celowe zbudowanie innego "obwodu".

Kiedy głowiłam się nad tym problemem, zdałam sobie sprawę, że jedynym realnym sposobem połączenia energii jako ludzkiego biokosmicznego odbiornika, będzie użycie takiej formy komunikacji, która wymaga więcej niż jednej osoby i która zapewnia również natychmiastowy mechanizm zwrotnego sprawdzania informacji. Oczywistym rozwiązaniem było narzędzie w rodzaju tablicy.

Istnieją dwie główne teorie dotyczące prawdopodobnej zasady działania tablicy ouija. Pierwsza nazywa się "automatyzmem". Automatyzm jest też prawdopodobnie sposobem, dzięki któremu mają miejsce różdżkarstwo, ruchy wahadełka, unoszenie się stołu, automatyczne pisanie i inne ruchy obiektów fizycznych powodowane rzekomymi siłami duchowymi. Oznacza to, że uczestnicy mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że są odpowiedzialni za ruchy wskaźnika, a jednak robią to sami. Świadome lub nieświadome oczekiwania mogą dać nerwom sygnał "ognia!", powodując tym samym drobne, niezauważalne ruchy palców, które produkują "odpowiedzi". W ramach tej teorii użycie "mówiącej" tablicy jest podobne do teorii automatycznego pisania, według których takie wiadomości powstają w świadomym bądź nieświadomym umyśle medium. Zdefiniowana w takim kontekście mówiąca tablica jest po prostu obejściem świadomego umysłu i skrótem pomiędzy nieświadomym umysłem a nerwowo-mięśniowym systemem kontrolnym. "Zbiorczy automatyzm" powstaje wówczas, kiedy tablicą operuje więcej niż jedna osoba.

Widzimy więc, że w psychologicznym ujęciu automatyzm pozwala podświadomemu umysłowi chwilowo kontrolować pewne części ciała bez interwencji umysłu świadomego. Pozostawia jednocześnie świadomy umysł świadomym w celu zwrotnego sprawdzania informacji, monitorowania działań i zasadniczo utrzymywania równowagi w obrębie czynników kontroli protokołów eksperymentu.

Niektórzy "eksperci" twierdzą, że posiadanie zdrowego nieświadomego umysłu jest kluczem do bezpieczeństwa, ponieważ otwieranie takich drzwi bez należytej uwagi może u pewnych jednostek z pewnością prowadzić do psychoz. Ja mam na to nieznacznie inne spojrzenie. Nie sądzę, żeby obchodzenie w ten sposób świadomego umysłu mogło "zainicjować" psychozę. Myślę, że może otworzyć drzwi do ujawnienia się psychozy, która już istnieje w umyśle i która, o ile zostanie podjęta uważna analiza, okaże się obecna przez cały czas, manifestując się wieloma symptomami ciała i życia jednostki.

Kwestia, czy używanie bądź nieużywanie tablicy lub innego narzędzia dostępu do nieświadomości może "zachęcić" opętanie, jest raczej jak pytanie, co było pierwsze, jajko czy kura? Zagadnienie to w interesujący sposób porusza dr Baldwin. Chociaż ocenił on rozsądnie wiele innych rzeczy, w tym zagadnieniu pokazał, że on również dał się zwieść filmowi "Egzorcysta" i wyciągnął nielogiczne wnioski. Dowody mówią nam, jak opisuje to sam Baldwin, że stan "opętania" prawdopodobnie już u danej osoby istnieje, a skorzystanie z obejścia świadomości pozwala mu jedynie "przemówić" i ujawnić się. Ale przedstawia to swój własny zbiór problemów. Oczywiście każdy, kto nie jest biegły w technikach Uwalniania od Duchów, nie powinien nigdy otwierać takich drzwi. Podobnie w oparciu o rozsądną ocenę sytuacji, jednostka, która nie ma wiedzy na temat tych technik, która nie spędziła sporej ilości czasu na uczeniu się ich i pracy z nimi, nie powinna nigdy przystępować do czannelingu i to w żadnym kontekście! Czyniąc to, zapraszamy nieszczęście. A to oczywiście podsuwa pytanie, dlaczego "czanneling" stał się tak popularnym sportem?

Oczywiście Teoria Spirytystyczna głosi, że wiadomości, które mogą przychodzić, pochodzą z "zewnątrz". Duchy lub siły kontaktują się i przekazują wiadomości za pośrednictwem tablicy. Teoria Spirytystyczna wskazuje, że komunikujący są bezcielesnymi duchami lub innymi eterycznymi istotami, które mają jakiś cel w kontaktowaniu się z żywymi. Niemniej jednak nawet Teoria Spirytystyczna w kwestii faktycznego działania opiera się na teorii automatyzmu. Bezcielesny duch jest w stanie połączyć się z operatorem przez podświadomy i nieświadomy umysł i kontrolować ideomotoryczne reakcje, omijając umysł świadomy i generując ruch planszety przez stymulację impulsów nerwowych. Naturalnie teoria ta wskazuje, że gdy tylko skończy się komunikacja, duch odchodzi i wszystko jest w porządku. Dowody jednakże wskazują, że jeśli nie jest dostępna pewna wiedza i nie zostaną podjęte pewne działania, duch nie odchodzi! On się po prostu wycofuje do "wewnętrznej" przestrzeni pola energii gospodarza i wycisza się nie przestając drenować sił życiowych w celu wyżywienia się.

Chyba Chińczycy jako pierwsi wykorzystali duchowy automatyzm w formie "piszących planszet". Chiński przyrząd nazywał się chi i był rodzajem wróżącego czy różdżkarskiego pręta, używanym do pisania. Mówiło się, że duchy schodzą do niego, poruszają nim, a podmiot dokonujący tej działalności miał go użyć, by odczytywać boskie wiadomości na papierze lub w piasku. [...]

W szóstym wieku p.n.e. tracjańskie kulty dionizyjskie znane były z wykorzystywania szamanów jako kanałów transowych do komunikowania się z duchami albo, jak wtedy określano, z theoi lub z bogami: bezcielesnymi nieśmiertelnymi istotami z ponadludzkimi mocami. Niektórzy uczeni sugerowali, że filozofia racjonalistyczna zrodziła się z tajemnych kultów, dionizyjskiego, orficznego i eleuzyńskiego, poświęconych czannelingowi tych bóstw; oczywiście dużo wcześniejsza filozofia grecka, w szczególności Pitagorasa, Heraklita i Platona, przepojona była tymi misteriami.

To oczywiście prowadzi do pytania, jakim sposobem "czannelingowa" informacja mogła być podstawą filozofii racjonalistycznej uważającej, że nie istnieje nic, co można czannelingować? Czy mogła ona być zwykłym rozwinięciem idei Jahwe/Jehowy, że istnieje tylko jeden bóg i właśnie on nim jest? Po prostu jeszcze jeden krok w usuwaniu duchowego wsparcia z życia istot ludzkich?

W Theagetes Platona Sokrates wyznaje: "Dzięki przychylności Bogów od dzieciństwa zajmowała się mną pół-boska istota, której głos od czasu do czasu odradza mi pewne przedsięwzięcia, nigdy jednak nie wskazuje mi, co mam robić".

Greckie wyrocznie w Dodonie, Delfach i innych miejscach wieszczyły pogrążając się w transie, w trakcie którego owładnięte były przez bezcielesne duchy; niektóre z tych sławnych - przez pojedynczego ducha, albo jak to dziś nazywamy "ducha-przewodnika". Wyrocznie często mieszkały w jaskiniach i o duchach, z którymi się komunikowały, myślały jako o przybywających do nich ze świata podziemnego przez szczeliny w skałach.

Najbardziej interesującym w tym wszystkim punktem jest fakt, że Pitagoras używał czegoś w rodzaju tablicy Ouija bardzo wcześnie, bo 540 lat p.n.e.: "mistyczny stół" na kołach obracał się i wskazywał na znaki, które następnie były interpretowane przez samego filozofa lub jego ucznia, Philolausa. Nawet po dziś dzień misteria pitagorejskie są przedmiotem dużego zainteresowania naukowców, a także mistyków. Wygląda na to, że mamy tu dowód, iż zaawansowana wiedza Pitagorasa mogła być uzyskana dzięki tablicy Ouija!

Od czasu, kiedy Rzymianie podbili Grecję, ruch racjonalizmu obrócił się przeciwko duchowemu czannelingowi. Cyceron, rzymski racjonalista, którego czcili wcześni Ojcowie Kościoła, odciął się od duchowego czannelingu i nekromancji z racji tego, że wymagały ohydnych pogańskich rytuałów. Jak jednak zauważono powyżej racjonalizm w końcu odgryzł rękę, która go karmiła, i zaczął pożerać swojego ojca, monoteizm, poszerzając argumentację o ideę, że nie istnieje żaden bóg, nie ma żadnych duchów, nic nie przetrwa po śmierci fizycznego ciała, nie mamy więc nikogo, do kogo mówiłoby się "po drugiej stronie", po co więc się przejmować?

Nauka przyjęła pogląd, że wszystko to jest oszukańczą grą, i dzisiaj stanowi to niemal powszechny główny nurt opinii naukowej na temat tego zjawiska.

W następstwie pracy z zagadnieniem przyczepiających się duchów [jako hipnoterapeutka], miałam mnóstwo pytań. Jak już powiedziałam, w moim umyśle otwarta była możliwość, że takie "duchy" były po prostu fragmentami osobowości jednostki, czymś w rodzaju przerwanych obwodów w mózgu, biegnących w powtarzających się pętlach, a stworzonych przez traumę lub stres. Być może jednostka, która natrafia na trudność, wchodząc w narcystyczny stan fantazji, tworzy "sen", który zostaje odciśnięty w pamięć mózgu. Jeśli następnie wynurzy się ona z tego stanu, by radzić sobie z rzeczywistością, ale nie radząc sobie z samym problemem, może go zamknąć w mózgu w czymś na kształt szufladki na pliki, by siedział tam i czekał, aż zostanie uaktywniony przez elektryczność lub związki neurochemiczne mózgu w czasie jakiegoś przypadkowego nieświadomego przeszukiwania.

To samo można powiedzieć o tak zwanych wspomnieniach z poprzedniego życia: są one po prostu samoutworzonymi plikami pamięci wytwarzanymi w stanie narcystycznego wycofywania się wskutek stresu. Takie neurologiczne pliki mogą następnie zostać ściągnięte i odczytane przy użyciu metody obejścia świadomości albo za pomocą automatyzmu czy po prostu pozwalając świadomemu umysłowi "odsunąć się na bok", jak w czannelingu transowym. Jeśli o to idzie, to myśląc w tych kategoriach zwykłą psychoterapię można brać za czanneling.

Bardziej problematyczny jest świadomy czanneling, ponieważ sugeruje pewien patologiczny stan, w którym mogą odgrywać rolę przyczepione duchy czy rozszczepiona osobowość. W takich przypadkach "alter" ego w postaci zmienionej osobowości czy też rzeczywiście przyczepionej istoty (pamiętając o powyższych spekulacjach na temat "realności" "przyczepiających się bytów") jest silne i na tyle dobrze obwarowane, aby ustanowić daleko silniejsze schwytanie ciała gospodarza, niż to, które może manifestować się jedynie przez automatyzm czy trans.

Profesor Douglas Robinson z Ole Miss sugeruje, że można nakreślić analogię pomiędzy funkcją tłumacza i kanałem lub medium. Ich celem jest odsunięcie się na bok i pozwolenie oryginalnemu autorowi obcojęzycznego dzieła mówić przez nich. Do ich fachu należy jak najpełniejsze przeniesienie intencji oryginalnego autora nowemu audytorium, które w przeciwnym razie, nie znając języka, nie miałoby dostępu do materiału. W zwykłym sensie przekład jest po prostu pokonywaniem językowych czy kulturowych barier. W przypadku czannelingu jest to pokonywanie barier czasowych, świadomościowych czy nawet nadprzestrzennych.

Kluczową sprawą związaną zarówno z translatorstwem jak i czannelingiem jest konieczność, żeby pośrednik nie przekazywał docelowemu audytorium swoich własnych idei, znaczeń, argumentów czy wyobrażeń. Tłumacz musi być neutralnym kanałem idei i znaczeń pierwotnego autora do docelowej publiczności.

Analogia ta sugeruje zarówno, że (a) źródłowy autor ma moc inicjowania komunikacji z docelową publicznością przez tłumacza (autor jest aktywny, tłumacz jest pasywny albo aktywny najwyżej tylko w akcie poddawania swojej aktywności aktywności autora) jak i (b) tłumacz posiada pewne środki zdobywania dostępu do głosu i sensu autora, wiarygodnego "otwierania się" na celowe mówienie osoby, która jest prawie w każdym przypadku inną. Czasami translatorzy tłumaczą źródłowe teksty, które sami napisali, ale zazwyczaj źródłowy autor jest inną osobą, najczęściej odległą w czasie i miejscu i nierzadko nieżyjącą. [Robinson]

Dzisiaj, pod wpływem racjonalistycznej zachodniej technologii, idea, że ktoś może po prostu usiąść i rozpocząć czanneling, jest bardzo podobna do pomysłu, że przekład może być dokonany przez maszynę z wyłączeniem ludzkiego pośrednictwa. To bardzo delikatna sprawa.

W kategoriach programu komputerowego, który tłumaczy z jednego języka na inny, widzimy, że program usiłuje zrealizować algorytm albo ciąg algorytmów, w skład których wchodzi zbieranie danych, sporządzanie wykresu przebiegu działania, podawanie serii komend i wykonywanie ich. Wyniki są zaledwie tak dobre, jak algorytmy. Wiemy z literatury, że "zjawisko czannelingu", tak szeroko praktykowane, pomija w algorytmie użycie rozumu. Nie ma mechanizmu sprzężenia zwrotnego, a zatem żadnej możliwości precyzyjnego dostrojenia. Oznacza to, że nie dopuszcza algorytmu, który mógłby uwzględniać fakt, że w głowie osoby czannelingującej mogą istnieć konkurujące ze sobą siły. Wykluczenie Rozumu i możliwości istnienia konkurujących ze sobą sił prowadzi do algorytmu: "Ja jestem twoim Panem Bogiem i nie ma innego, ponieważ tak powiedziałem! A jeśli mi nie wierzysz, tym gorzej dla ciebie!" Niezbyt produktywne, delikatnie mówiąc.

Faktem jest, że badacze mechanicznych tłumaczeń tracą nadzieję, iż kiedykolwiek zaprogramują maszynę do tworzenia profesjonalnych przekładów bez ludzkiego udziału. W ten sam sposób raczej niemożliwe jest wyprodukowanie jakkolwiek użytecznego czannelingowego materiału bez wzięcia w pełni pod uwagę konkurujących sił jak również zastosowania Rozumu do zajmowania się nimi. Bez zastosowania wiedzy i bezpośredniej, szybkiej informacji zwrotnej, mało jest możliwe, że wyłoni się cokolwiek innego niż bezużyteczna psychopaplanina. I wydaje się, że tak się właśnie sprawa przedstawia. Ale oczywiście wyklucza to narcystyczne zwodzenie, rozmyślne oszustwa i patologiczne przypadki rozszczepionej osobowości. To wszystko tam jest, w Krainie New Age, i jest to dżungla!

W końcu te systemy mechanicznej translacji, które działają, są faktycznie cybernetycznymi systemami translacyjnymi: wszystkie wymagają ludzko-mechanicznego interfejsu. W filmach fantastyczno-naukowych często widzimy "mechanicznego tłumacza", który pozwala kosmicznym podróżnikom podłączyć się do urządzenia przez mózgową elektrodę, otworzyć usta i automatycznie mówić w języku odwiedzanej planety. Słowa mogą pojawiać się w jego mózgu, ale w chwili, gdy wychodzą one z ust, maszyna zmieniła impulsy nerwowe wysłane do organów mowy powodując, że wytwarzają one poprawne słowa w nieznanym języku. Najwyraźniej mechanizm działa również w drugą stronę i kosmiczny podróżnik słyszy słowa wypowiadane w nieznanym języku, ale "doświadcza" ich w swoim własnym.

Interesujące jest dla mnie, że jest to maszyna protetyczna, zmieniająca kosmicznego podróżnika w swego rodzaju cybertłumacza, który jest w stanie "czannelingować" obcą mowę.

Przez tę zabawną "odwróconą analogię" próbuję pokazać, że dzięki użyciu protez jesteśmy w stanie posłużyć się algorytmem, który włącza rozum i mechanizm sprzężenia zwrotnego! Właściwie użyty rozum stawia całą armię, którą Adam Smith zwał "niewidzialnymi rękoma", a która kształtuje, kieruje, reguluje i kontroluje przekład. A to prowadzi nas do najbardziej interesującego wniosku, że sam rozum może być "niewidzialną ręką".

"Rozum jest uwewnętrznioną formą ideologicznego mistrzostwa". Dokładnie tak, jak duch przejmuje w posiadanie lub zawłaszcza medium i mówi, lub w inny sposób działa poprzez ciało godzącego się na to medium, załadowany jest do komputera tekst w obcym języku, by zostać przetłumaczonym (często zupełnie niedorzecznie), tak też robi ideologia i jej agenci - nie wyłączając rozumu - przejmuje w posiadanie lub zawłaszcza przedmiot ideologiczny i włada jego ciałem dosłownie jak własnym. I w tym sensie odkrywamy, że medium channeligowe jako "maszyna translacyjna" może stać się czymś daleko bardziej interesującym.

Jednostka, która przez długie i intensywne studia dochodzi do idei, że istnieje możliwość komunikacji z wyższą świadomością i formułuje hipotezę, jak to zrobić, a następnie eksperymentuje z tą hipotezą, dostosowując ją i modyfikując w trakcie trwania tego procesu, jest w pewnym sensie kierowana przez niewidzialne ręce albo przez siły kosmosu. Ale jest to rzecz jasna źródło informacji o większej złożoności, a głęboka potrzeba komunikacji złożonych i nowych pojęć jest tym, co przygotowuje takiego tłumacza.

W kategoriach zwykłego czannelingu niższego poziomu stwierdzamy, że duchy w takiej działalności przywołują medium, przez które on czy ona chce mówić, poprzez ukazanie się przed jasnowidzem; albo wzbierają jak ciśnienie werbalne wewnątrz głowy błagające o uwolnienie do świadomości jasnosłyszącego. Czasami kanał wpada w nieświadomość i budzi się, by stwierdzić, że coś innego lub ktoś inny używał jego organów mowy.

W ten sam sposób Kosmos jako Całość, poprzez Rozum i Wiedzę, i poszukującego ducha zaszczepionego w ludzkiej postaci "przywołuje" potencjalny kanał/translatora prawdziwie wyższych rzeczywistości. Słowa: "tłumaczyć", "przekazywać" i "przetwarzać" mają ten sam łaciński źródłosłów. I to w przypadku roli tłumacza odkrywamy, że zwykłe "podłączenie się i włączenie mechanizmu" nie wystarczy.

Tłumacze muszą być wyszkoleni; muszą nie tylko znać drugi język, muszą wiedzieć, jak regulować stopień wierności tekstom źródłowym, jak powiedzieć, jaki stopień i rodzaj wierności jest właściwy w konkretnym kontekście, jak otrzymać i dostarczyć przekłady, jak znaleźć pomoc w terminologii i tak dalej. Wszystko to sugeruje długi okres szkolenia i przygotowań. Medium translatorskie jest kimś, kto studiował te rzeczy, kto zna te rzeczy i kto, co najważniejsze, panuje nad swoim czannelingowo-translacyjnym zachowaniem w kategoriach tej wiedzy. Jest kontrolowany przez Kosmiczne normy ideologiczne.

Wiedzieć za pośrednictwem rozumu, co nakazują te kosmiczne normy, i działać zgodnie z nimi to podporządkować się ich kontroli. Stanie się kanałem-tłumaczem prawdziwie Wyższej Kosmicznej Świadomości oznacza bycie przywołanym w charakterze tłumacza przez "niewidzialną rękę" Wszechświata.

Jeśli chcesz zostać kanałem-tłumaczem, musisz podporządkować się roli tłumacza ucząc się danego języka w sposób biegły; musisz się podporządkować i dać sobą kierować przez to, co - jak informują cię kosmiczne normy ideologiczne - jest prawdziwym duchem źródłowego autora, i przekazać tego ducha w niezmienionej postaci na język docelowy.

Tak właśnie było, że mając na uwadze te wszystkie rozważania, zatrzymałam się w końcu na instrumencie w rodzaju tablicy, będącym najlepszym sposobem poradzenia sobie z tymi problemami. Jest to urządzenie protetyczne, które pozwala na ciągłe sprężenie zwrotne pomiędzy algorytmem "maszynowego tłumaczenia" podświadomości/nieświadomości, a ludzkim interfejsem świadomego umysłu, który musi stale używać rozumu do "dostrajania". Jest to możliwe jedynie przy użyciu tablicy ze względu na fakt, że "medium" z jednej strony wykorzystuje do odbioru obejście świadomości, podczas gdy w tym samym czasie jest w stanie utrzymywać stałą świadomą spójność. Będąc przez cały czas w pełni kontroli swojego umysłu i mając możliwość obserwacji, kontrolowania i bezpośredniej akceptacji lub odrzucenia w dowolnej chwili dowolnego materiału czy doznania, rozum wprowadzany jest jako część algorytmu. Innymi słowy, właściwie użyty przez jednostkę, która jest biegła w omawianym temacie, jak również w klinicznie demonstrowalnych rzeczywistościach "innych królestw", jest jednym z najlepszych dostępnych narzędzi do nawiązania kontaktu z podświadomością, wyższą jaźnią i /lub życzliwymi istotami, które pragną nawiązać telepatyczny kontakt.

I to jest kluczowe słowo: telepatyczny.

Ten typ urządzenia pozwala stworzyć "osobną linię", jeśli można to tak nazwać, "przełącznik", gdzie ustanawiany jest przez wąską nitkę świadomości nowy obwód, bez konieczności oddawania kontroli w jakikolwiek sposób.

Wskutek wpływu filmu "Egzorcysta" urządzenie takie zdobyło negatywną reputację. Ale nie zawsze tak było! Zabawne, jak cała "doktryna" może zostać stworzona przez Hollywood, a następnie ludzie przyjmują ją jak ewangelię.

Pewni tak zwani "eksperci" będą utrzymywać, że bycie "medium spirytystycznym" jest w porządku, ale używanie tablicy lub automatycznego pisma czy nawet "transowego czannelingu" jako narzędzia może sprowadzić jedynie byty z "niższego poziomu". To w pełni nielogiczne stwierdzenie opierają oni na twierdzeniu, że "żaden duch o zaawansowanym stopniu duchowości, żaden wzniosły mistrz czy duch opiekuńczy nigdy nie ważył się zrobić niewłaściwego użytku z talentu pisania lub mówienia innej osoby, żyjącej lub zmarłej".

Niech wolno mi będzie sprostować: robienie czegokolwiek z tego, co wymieniono wyżej, jest w porządku tak długo, jak długo nazywasz siebie "medium". Ale jeśli nazywasz się "kanałem" albo jeśli ustalisz protokoły, za pomocą których jesteś pod stałą, świadomą kontrolą, to z definicji jesteś jedynie w kontakcie z "bytami niższego poziomu"? Bardzo dziwne. Także wskazujące na bezdenną ignorancję.

W przeciwieństwie do powyższej "opinii eksperta", część mojej opartej na latach badań hipotezy stanowiła, że trwały kontakt ze źródłami naprawdę wyższego stopnia bardzo rzadko - jeśli w ogóle - pojawiał się w historii czannelingu! A przynajmniej nie ten typ źródeł, o którym zakładałam, że istnieje na naprawdę wyższym poziomie egzystencji. Tak więc nikt w rzeczywistości nie "znał języka".

Absurdem byłoby myśleć, że można po prostu usiąść i ze swojego obecnego ludzkiego stanu załadować i tłumaczyć coś, czego prawie nigdy wcześniej nie napotkano.

W tym czasie postawiłam hipotezę, że "Wszechświat w Całości" albo "źródło", z którym chciałam się skontaktować, miało faktycznie moc zainicjowania komunikacji z docelowym audytorium - ludzkością - ponieważ z perspektywy wszystkich doświadczeń mojego życia aż do tej chwili było ewidentne, że wszechświat mówi do nas przez zdarzenia naszego życia.

Zarówno wiele niezwykłych ujawniających się synchroniczności, jak i bliskie przyjrzenie się dynamice mojego życia, a także życia innych ludzi, których obserwowałam, mogły być zinterpretowane jako przemyślane działania pewnej ultra kosmicznej rzeczywistości próbującej nauczyć mnie języka symboli. Zdecydowanie czułam, że byłam "przywoływana" przez Wszechświat, który prosił mnie, bym podjęła zadanie nauczenia się języka i działania jako kanał-tłumacz.

Czy mógł być ustanowiony bardziej bezpośredni sposób komunikacji za pośrednictwem mnie jako Tłumacza, czy nie, nie byłam całkiem pewna. Ale zdecydowanie zależało mi na podjęciu próby zdobycia dostępu do Głosu Wszechświata przez zwrotne wołanie poprzez długi proces budowania obwodu do, a może nawet przez głęboko nieświadomy umysł.

Ponieważ było jasne, że te interakcje angażują pewien poziom istnienia, którego większość z nas jest nieświadoma, i do którego mamy niewielki dostęp, zdałam sobie sprawę, że było to równoznaczne z faktem, że muszę "nauczyć się języka" na pewnym jak dotąd nieznanym poziomie mojego istnienia.

Nie tylko zamierzałam nauczyć się tego języka, który nigdy wcześniej systematycznie nie był studiowany, ale wiedziałam też, że muszę się dowiedzieć, jak "regulować stopień wierności źródłowemu tekstowi, jak powiedzieć, jaki stopień i typ wierności jest właściwy w konkretnym kontekście, jak otrzymywać i dostarczać przekłady, jak znajdować pomoc w terminologii i tak dalej". To było rozumowanie albo " narzędzie ideologicznego stanu", które ustanawiałam jako protokół - algorytm - dla powrotnego "sygnału".

Po zaznajomieniu się z literaturą na temat czannelingu było jasne, że najbardziej poważany i wiarygodny materiał w historii czannelingu albo przechodził przez urządzenie typu tablica, albo był inicjowany przez narzędzie typu tablicy. Było jasne, że były to metody do nauki nowego języka w pewnym wewnętrznym miejscu w umyśle, jakby podłączanie się do macierzowego urządzenia translacyjnego.

Mając dodatkowo jeszcze do dyspozycji informacje na temat podłączania się duchów, zaburzeń rozszczepionej osobowości i innych patologicznych stanów, jak również sposobów efektywnego z nimi postępowania, uzmysłowiłam sobie, że jeśli moja hipoteza jest słuszna, prawdopodobnie będę mogła podjąć czanneling z poziomem nigdy wcześniej nieosiągniętym - albo przynajmniej bardzo rzadko, może mniej więcej raz na tysiąc lat.

Ale oczywiście wszystko to zależało od długiego okresu "treningu" i stosowania algorytmu. A to oznacza prawdopodobnie bardzo długi okres używania instrumentu typu tablicy, by "transmitować" nie tylko swoje własne podświadome fragmenty poprzez serię ich własnych dramatów, ale może nieskończoną liczbę często pokrewnych istot bezcielesnych, zanim zostaną wyczerpane wszystkie "pętle" i osiągnięta będzie synchronia mózgu.

W końcu zdecydowałam, że jeśli nawet jedyną rzeczą, którą da się osiągnąć w tym procesie, będzie "czysta podświadomość", oczyszczona ze wszystkich swoich małych ukrytych pętli myślowych, to jest to wciąż warta zachodu działalność. Oczyszczenie umysłu przez uzdrowienie jego fragmentów, w jakichkolwiek kategoriach się manifestują, może być tylko dobre!

Ważne, że sobie uzmysłowiłam, aby nie poddać się za wcześnie z używaniem tablicy. To byłoby jak założenie, że można osiągnąć mistrzostwo we władaniu językiem tylko dlatego, że używa się go do codziennych celów. Żeby być prawdziwym tłumaczem, trzeba doskonalić nowy język na najbardziej subtelnym i wyrafinowanym poziomie. W tym momencie pomyślałam, że mam całkiem dobrą teorię i nadszedł czas, by przejść do fazy testów; a zatem zaczęliśmy.

W pierwszych latach uczestnicy eksperymentu tworzyli małą grupę ludzi, z których wielu przychodziło i odchodziło. Dwie osoby, które w ciągu tych lat cały czas były częścią eksperymentu to Laura Knight-Jadczyk i "Frank Scott" (pseudonim). I znowu dynamika interakcji jest szczegółowo przedstawiona w książce Amazing Grace.

Artykuł Thomasa Frencha relacjonuje sporą część dramatycznego okresu alchemicznej inicjacji, którego doświadczyła Laura w konsekwencji "spojrzenia w zwierciadło". Chociaż jego perspektywa jest perspektywą dziennikarza, który jedynie obserwował z "zewnątrz", nie mając rzeczywistego pojęcia o procesie, którego był świadkiem, to prowadził kronikę "zmieniających wszechświat" wydarzeń, które następowały w trakcie tego "testu", na który składały się dramatyczne spotkanie i małżeństwo Arka i Laury. Od tego momentu eksperyment trwał z dodatkowym algorytmem "aparatu ideologicznego stanu" Arkadiusza albo zdolności rozumowania dodanych do pętli zwrotnej oczyszczania procesu "translacji".

Kasjopeanie wiele razy w trakcie procesu zauważyli, że Laura żyła będąc istotą z "Pierwszego Poziomu Profilu Karmicznego Przeznaczenia". Możemy to prawdopodobnie odnieść do "Krainy Archetypów". W innym momencie powiedzieli także, że "Ark nadchodził, by dołączyć do przedstawienia od początku. Wszystko jest wieczne, czas jest selektywny. Widzimy całą zawartość szafy grającej we wszystkich 'czasach'". Kiedy Ark brał udział w Kasjopeańskim Eksperymencie po raz pierwszy, miał miejsce następujący dialog:

Pyt.: (A) Moje pierwsze pytanie brzmi: chcę zrozumieć, czym jest ta "przeznaczona misja", co się na nią składa?
Odp.: Składa się z podążania ścieżką, w obliczu której stanąłeś. ... Nie mówimy ci o przeznaczonej ci misji, bo wtedy nie byłaby już "przeznaczona". Uczysz się przez doświadczenie, i, jak czujesz, jesteś na progu raczej głębokiego doświadczenia. ... I przy okazji, Arkadiusz, nauka jest naprawdę najbardziej duchowa!... Wydaje się nam, że wasze ścieżki splatają się!... Połączcie energie w poszukiwaniu odpowiedzi, a reszta się ułoży...
Pyt.: (L) Jeszcze ostatnie pytanie: powiedzieliście "Połączcie energie". Czy jest jakiś powód, dla którego ułatwi to poszukiwanie odpowiedzi?
Odp.: Dopełniające się dusze.

Bycie "na progu raczej głębokiego doświadczenia" było delikatnym stwierdzeniem!

 


Właściciele oraz wydawcy niniejszych stron pragną oświadczyć, że materiał tu prezentowany jest wynikiem ich badań i eksperymentu w Komunikacji Nadświetlnej. Zapraszamy czytelnika by przyłączył się do naszego poszukiwania Prawdy poprzez czytanie z otwartym, ale sceptycznym umysłem. Nie zachęcamy tu do "dewotyzmu" ani też do "Prawdziwej Wiary". Zachęcamy STANOWCZO do poszukiwania Wiedzy oraz świadomości we wszystkich obszarach działania jako najlepszego sposobu, by być w stanie odróżnić kłamstwa od prawdy. Jedno co możemy powiedzieć czytelnikowi: pracujemy bardzo ciężko, wiele godzin na dobę, i czynimy tak od wielu lat, by odkryć "sedno" naszej egzystencji na Ziemi. Jest to nasze zajęcie, nasze poszukiwanie, nasza praca. W sposób ciągły szukamy potwierdzenia oraz/lub pogłębiamy zrozumienie tego, co uważamy albo za możliwe, albo za prawdopodobne lub za jedno i drugie. Czynimy tak ze szczerą nadzieją, że ludzkość jako całość skorzysta z naszej pracy, jeśli nie teraz , to przynajmniej w jakimś punkcie w jednej z naszych prawdopodobnych przyszłości.

Skontaktuj się z administratorem serwera pod adresem cassiopaea.com
Prawa Autorskie (c) 1997-2005 Arkadiusz Jadczyk oraz Laura Knight-Jadczyk. Wszystkie prawa zastrzeżone. "Cassiopaea, Cassiopaean, Cassiopaeans," są zastrzeżonym znakiem handlowym Arkadiusza Jadczyka oraz Laury Knight-Jadczyk.
Listy adresowane do Kasjopei, szkoły QFS, Arkadiusza lub Laury, stają się własnością Arkadiusza Jadczyka i Laury Knight-Jadczyk
Wtórne publikacje oraz wtórne rozpowszechnianie zawartości niniejszego ekranu lub dowolnej części niniejszej witryny w dowolnej formie jest stanowczo zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autorów.

Jesteś gościem o numerze .