HOME



Drogi Czytelniku,

Jeśli szczerze interesuje Cię to, co publikujemy, i uważasz, że warto udostępniać ten materiał w wersji polskojęzycznej, a znasz angielski i znajdziesz trochę czasu - zapraszamy do współpracy!

Poszukujemy osób chętnych do współpracy przy przekładzie książki "The Secret History of the World" i do kilku innych projektów.

UWAGA!
Przeczytaj, zanim napiszesz do nas, albo jeśli nie otrzymałeś odpowiedzi.


Napisz do nas...


Kasjopea

Wstęp: 0 - 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Kim są Kasjopeanie?

Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości - Thomas French,
St. Petersburg Times

Najgroźniejsza idea na świecie

Forum Cassiopaea (anglojęzyczne)


- Polska strona Éiriú Eolas


FALA

Część:
0 - 1 - 2 - 3 - 4 -
  - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 -
  - 10a - 10b - 10c -
  - 11 - 11b - 11c -
  - 11d - 11e - 11f -
  - 11g - 11h - 11i - 11i
  - rozdział 22 - 22 b


Psychopatia

Fragmenty "Psychopatologii"
PSYCHOPATA – Maska zdrowia psychicznego
Czym jest psychopata?
Protokoły patokratów
Oficjalna kultura - naturalny stan psychopatii?

Na blogu PRACowniA:

Ponerologia polityczna

Psychopatia Schizoidalna (fragment Ponerologii politycznej)
Charakteropatie - paranoidalne i in.
Ponerologia polityczna (Time for change)
  - cz. 2: Rola ideologii w rozwoju złowrogich reżimów (patokracji)
Nuda albo ekscytacja - rzecz o psychopatach
Strukturalna teoria narcyzmu i psychopatii - Laura Knight-Jadczyk
O "Ponerologii politycznej" - Laura Knight-Jadczyk, cz.1


Ezoteryka

Kasjopeanie odpowiadają na pytania o "Wniebowstąpienie"

Kasjopeanie na temat centrów energetycznych i czakramów - Laura Knight-Jadczyk

Historia seksu i uwagi ogólne - Lama Sing

Okłamywanie się, czyli stan ludzkiej maszyny - Henry See

Pierwsze wtajemniczenie - Jeanne de Salzmann

Rola negatywnych emocji w pracy nad sobą - Laura Knight-Jadczyk

Uwagi na temat niewłaściwej pracy centrów - Maurice Nicoll

Umiejętność rozeznania - Świat wewnątrz diabła

Borys Murawiew - Gnoza - fragmenty

Komentarz na temat "Gnozy" Murawiewa
  - Część 1


9/11 i nie tylko


VIDEO - Atak na Pentagon

Komentarze na temat Ataku na Pentagon - Laura Knight-Jadczyk

Teorie konspiracyjne rozkwitają w Internecie - Carol Morello, The Washington Post

Jakiś potwór tu nadchodzi

Osama, Szwadrony Śmierci i Największe Kłamstwo Wszechczasów


Tajemna historia świata


VIDEO - Tajemna historia świata

książka dostępna w języku:
english - français - espanol

polskim:

* Przedmowa
* Wstęp
* Rozdział 1 (a) (b)
* Rozdział 2 (NOWOŚĆ!)
* Rozdział 3
* Rozdział 4



Wysoka dziwność

książka dostępna w języku:
english - français

* Rozdział 1
* Rozdział 2
* Rozdział 3


Arkadiusz Jadczyk


Nasz BLOG PRACowniA z uzupełniającymi materiałami:

PRACowniA


Sztuka iluzji


Korespondencja
z Czytelnikami


Transkrypty sesji:

Rok: 1994 - 1995 - 1996 - 1997 - 1998-2001

Rok: 2011

Rok: 2012

Stary Index i niezweryfikowane sesje z 1994-95

 



Napisz do nas...


"Nie bójcie się o ścieżkę prawdy, bójcie się o brak ludzi, którzy nią kroczą."
Robert Francis Kennedy


"Przeczytałem dzisiaj wiadomości, o ludzie..."
John Lennon


Tyrania, która osiągnęła największy sukces to nie ta, która używa siły do zapewnienia jednorodności, ale ta, która usuwa ze świadomości inne możliwości i sprawia, że wydaje się niewyobrażalne to, iż istnieją inne drogi, i która usuwa poczucie, że istnieje coś poza tym.
Allan Bloom
Zamykając amerykanski umysł


"Niebezpiecznie jest mieć rację w sprawach, w których ustanowione władze się mylą."
Voltaire


Wiara świadomości jest wolnością
Wiara uczuć jest słabością
Wiara ciała jest głupotą.

Miłość świadomości wywołuje taką samą reakcję
Miłość uczucia wywołuje przeciwną
Miłość ciała zależy jedynie od typu i biegunowości.

Nadzieja świadomości jest siłą
Nadzieja uczuć jest niewolnictwem
Nadzieja ciała jest chorobą.
Gurdżijew


Metoda nauki ezoterycznej jest taka sama jak nauki pozytywnej: obserwacja, krytyczna analiza tejże obserwacji i rygorystyczna dedukcja w oparciu o ustalone fakty.
Murawiew, Gnoza vol.1


Zycie jest religią. Doświadczenia życiowe odzwierciedlają sposób, w jaki wchodzi się w interakcję z Bogiem. Ci, którzy są uśpieni, to ci, którzy prezentują małą wiarę w swych interakcjach z kreacją. Niektórzy myślą, że świat istnieje, by mogli go przezwyciężyć, zignorować lub wyłączyć. Dla tych jednostek światy przestaną istnieć. Staną się oni dokładnie tym, co sami wnoszą w życie. Staną się jedynie snem w 'przeszłości'. Ludzie, którzy zwracają dokładnie uwagę na rzeczywistość obiektywną, na prawo i lewo, staną się rzeczywistością 'Przyszłości'.
Kasjopeanie, 28-09-2002


Otrzymywanie informacji o nowościach na witrynie!

Kanał RSS Kasjopea




Cykl Artykułów Pod Tytułem

FALA

Rozdział XIX

Wszystko co jest, to lekcje...
...albo:
Wycieczka do "Alei Aligatorów"!


Porozmawiamy teraz o specyficznym "przypadku", który ilustruje wcześniej omawiane kwestie. Będzie on raczej graficzny, pojawią się też na tej stronie pewnie zdjęcia, które nie są przeznaczone dla wrażliwców, więc ostrzegam!

Najpierw chciałabym przypomnieć Czytelnikom o pewnej uwadze wieloletniego uczestnika naszej grupy, Terry'ego Rodemerka, wypowiedzianej podczas jego wystąpienia na spotkaniu MUFONU, kiedy to zrobiliśmy Kasjopeanom małą "jazdę próbną" przed publicznością.

Powiedziano nam, że ten wszechświat został stworzony jako Wszechświat Wolnej Woli. Został stworzony specjalnie po to, by wszystkim duszom pozwolić czynić to, co sobie życzą czynić. Mają pełną swobodę wyboru. Szaraki, Jaszczury - kimkolwiek są ci, którzy porywają ludzi i umieszczają w nich implanty - mają prawo robić to co robią, ponieważ mają wolną wolę co do przybycia i robienia nam tego. I mają prawo mówić nam co tylko chcą, żeby zracjonalizować swoje zachowanie.

Naszym zaś prawem jest NIE wierzyć w to, co mówią nam istoty porywające nas. Mamy wolną wolę, możemy im wierzyć albo nie.

Jeśli w którymś życiu mówią nam, że mają prawo nam to robić, a my decydujemy się w to uwierzyć, a potem, w obecnym życiu, próbują tych samych sztuczek, a my decydujemy się NIE wierzyć im, w każdym z tych przypadków ćwiczymy swoją wolną wolę i oni również. To jest wszechświat Wolnej Woli. Możemy zmienić zdanie. Oni próbują przekonać nas, że nie mamy tego wyboru. NASZYM wyborem jest to, czy uwierzymy im, czy też nie.

I wydaje się, że jest to sedno sprawy. Wszechświat Wolnej Woli.

Naszym wyzwaniem w każdym momencie jest dokonywanie WYBORÓW.

Ci, którzy przeczytali "Amazing Grace, wiedzą o sugestii od Kasjopean, że powinnam podłączyć się do Internetu, a wtedy pojawi się jakaś "wspaniała możliwość". I o tym, że kiedy następnego dnia po poddłączeniu się jechałam przed siebie, zamknięta w swojej "bańce miłości i światła", o mało nie zostałam zabita przez starszego mężczyznę w Oldsmobilu, który - w momencie gdy zatrzymałam się i zamierzałam skręcić w lewo - uderzył w tył mojego samochodu przy pełnej prędkości. Patrzyłam w tamtej chwili w lusterko boczne, ale absolutnie nikogo nadjeżdżającego nie widziałam. Mężczyzna, który mnie potrącił, twierdzi, że mnie tam NIE było. Więc cały ten wypadek jest problematyczny.

Wskutek ran odniesionych w wypadku, zostałam poddana różnym medycznym zabiegom, o których wiedziałam, że NIE pomogą mi wyzdrowieć i które, w istocie, tylko pogorszyły mój stan. W desperacji pomyślałam o Sandy - członkini grupy Reiki, która wydawała się nie być w żaden sposób związana z Kościołem Metafizycznym, więc czułam się bezpiecznie polegając na jej terapeutycznych umiejętnościach, kiedy stosowała masaż uśmierzający ból podczas mojej długiej rekonwalescencji.

Sandy wiedziała o naszej pracy z channelingami i była tym bardzo zainteresowana, więc aby ją nieco "wybadać" (stawałam się ostrożniejsza!) zaprosiłam ją na nasze noworoczne przyjęcie, podczas którego mieliśmy coś w rodzaju "odświętnej sesji" z Kasjopeanami. Była tak zafascynowana, że poprosiła o cały otrzymany przez nas materiał, który chciała przeczytać, a ja dałam jej długi wydruk tego, co do tamtej pory udało nam się otrzymać. Kilka dni później zadzwoniła do mnie całkowicie tym oczarowana! Było cudownie mieć kogoś, kto podchodził do tego z takim entuzjazmem! I tak moje ego stało się początkiem mojej zguby!

Sandy, w efekcie entuzjastycznego przyjęcia jej i jej chęci pomocy przy przepisywaniu i drukowaniu materiału, BARDZO się do nas zbliżyła. Nie tylko brała udział we wszystkich sesjach i udzielała finansowego wsparcia przy zakupie materiałów komputerowych potrzebnych do produkcji naszych broszurek i fragmentów tekstów, ale była też zawsze w pełnej gotowości do sesji terapeutycznych, które lekarz zalecił przeprowadzać trzy razy w tygodniu. Czułam, że mamy teraz wspaniałego pomocnika, praktycznie zesłanego nam przez Boga.

I tak to poprzez swoją matkę poznałam Louise, poprzez Louise poznałam Candy i Sandy i całą tamtą ekipę, poprzez Candy poznałam T.C. - kobietę, która miała sklep z książkami metafizycznymi - która poznała mnie z R.A., która wysłała do mnie Lilly. Wspominam tu o tym tylko po to, żeby nakreślić "połączenia" między nimi wszystkimi.

Jak tylko zerwałam kontakt z Louise i Candy, na planie pojawiła się Sandy, jakby wprost na zawołanie, a T.C. zaczęła działać i połączyła mnie z R.A.

R.A. miała swój magazyn astrologiczny, który chciała wyciągnąć z zapaści, i zdecydowała się przeprowadzić do Sedony albo gdzieś indziej, a T.C. wiedziała, że jestem zainteresowana wznowieniem magazynu jako "organu" dla Materiału Kasjopeańskiego. Pomyślała, że powinnam spotkać się z R.A. i zawrzeć układ, który umożliwiłby mi przejęcie jej listy mailingowej. Tak więc, poznała nas ze sobą i zaczęłyśmy pracować nad przeniesieniem tego "abstrakcyjnego tworu", o którym zaczęłam myśleć jako o swoim "Aurora Journal".

W międzyczasie praca nad tym magazynem zaczęła przynosić nowe, interesujące efekty. W odległości paru mil znajdowała się mała drukarnia, w której często bywałam, gdy potrzebowałam coś skopiować, i pomyślałam, że powinnam zajrzeć tam i porozmawiać o drukowaniu magazynu, gdyż mieli bardzo rozsądne ceny.

Weszłam i zaczęłam rozmawiać z dziewczyną stojącą za ladą o tym, co zamierzałam robić, i po minucie lub dwóch z zaplecza wyszła pewna kobieta, stanęła i wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem. To była Pam, ta, która zgłosiła się do mnie na hipnozę w celu wyjaśnienia incydentu, jaki przydarzył się jej na Pennsylvania Turnpike w 1987 roku i której sesja z "porwania" poskutkowała małą inwazją nisko latających, gigantycznych czarnych bumerangów widzianych na terenie trzech hrabstw.

Szczęka mi opadła!

Jak się okazało, Pam właśnie kupiła drukarnię jako interes dla swoich dzieci. Zaprosiła mnie na zaplecze na kawę i wymieniłyśmy się aktualnymi informacjami na temat tego, co działo się w naszym życiu od czasu "incydentu" z UFO. Zdarzenie to dręczyło ją tak bardzo, że zupełnie wycofała się w zaprzeczanie i rutynę "normalnego życia". Powiedziałam jej, jak zupełnie odwrotnie to wydarzenie podziałało na mnie - zostałam wrzucona w serię pouczających doświadczeń, które całkowicie zburzyły mój poprzedni świat i sprawiły, że zaczęłam odnosić wrażenie, jakbym była na ciągłej przejażdżce kolejką górską. Powiedziałam jej o Kasjopeanach i wszystkim, co mówili o obcych, czym była bardzo zaintrygowana. Chciała wziąć udział w sesji.

W międzyczasie, moje próby komunikowania się przez Internet otworzyły przede mną drzwi do informacji innych badaczy, w wyniku czego jeden z nich przesłał mi fragmenty Greenbaum Speech [Mowy Greenbauma] oraz Elaine and the Sisters of Light [Elaine i Siostry Światła]. Lektura tego pierwszego z materiałów zasmuciła mnie, stanowił on bowiem przykład tego, jak nisko mogą upaść ludzie, za to moja opinia na temat fragmentu "Elaine" była trochę inna. Przeczytałam kilka innych relacji tego typu - poświadczonych przez lekarzy, którzy pracowali z tymi ludźmi nad odzyskaniem wspomnień - i jak dla mnie, musiało to być tylko swgo rodzaju konfabulacją. Było to ZBYT szalone - nawet jak dla mnie - aby uznać to za faktyczne wydarzenie w rzeczywistym świecie.

Oczywiście materiał Greenabuma oferował rozwiązanie. Co, jeśli opisy satanistycznych gwałtów rytualnych, jakie wyłaniały się ze wspomnień różnych pacjentów, były tak naprawdę "zaimplantowaną" pamięcią zmodyfikowaną metodą Greenbauma w celu ukrycia prawdziwego źródła tego programowania?

Inne pytanie: a jeśli porwania przez obcych i tym podobne były również "zmodyfikowanymi" wspomnieniami, tak jak w przypadku Elaine i innych rytualnych gwałtów zmodyfikowanych właśnie przez program Greenbauma?

Można o tym myśleć w jeszcze inny sposób: a jeśli zarówno program Greenbauma jak i program Elaine są "wspomnieniami zasłonowymi" porwań dokonanych przez obcych?

W każdym razie pomyślałam, że tekst o Greenbaumie zasługuje na szersze rozpowszechnienie i zaplanowałam opublikować go w pierwszej kolejności w Aurora Journal, wraz z komentarzem przedstawiającym moje domysły na ten temat, jak te powyżej.

W czasie, kiedy składałam pierwszy numer, R.A. poznała mnie z "Lilly". Lilly chciała porozmawiać ze mną o zamieszczeniu ogłoszenia. Kobieta ta jest znaną nauczycielką New Age, zajmującą się szerokim zakresem technik, takich jak Reiki, medytacja, czytanie aury, "stwórz sobie własną rzeczywistość" i mnóstwem innych interesujących rzeczy. Jest urocza, czarująca, pełna życia i zarazem jest prawdziwym zapaleńcem w kwestii organizowania spraw oraz swoich licznych zajęć i seminariów. Sama twierdzi, że jej wykłady przyciągają tłumy, że otrzymuje wspaniałe opinie o swojej pracy i że generalnie jest dość popularna wśród społeczności New Age w całym kraju. Dowiedziałam się, że jeździ także na wiele seminariów UFO i New Age, wykładów i konferencji, nawiązując nowe kontakty i znajomości oraz "głosząc swoje nauki". Wiedziałam także o tym, że była okazjonalnie zapraszania do telewizji i radia jako "ekspert od spraw paranormalnych", a ostatnio usłyszałam, że twierdzi, iż wydała książkę, aczkolwiek nigdy nie udało mi się jej znaleźć w żadnej księgarni ani w Internecie.

Lilly zadzwoniła do mnie w sprawie umieszczenia ogłoszenia w naszym magazynie. Chodziło jej o jedną czwartą strony, za co braliśmy 350 dolarów. Nie miała jednak na to pieniędzy, zapytała więc, czy nie chciałabym dokonać "wymiany". Zapytana, co ma na myśli, powiedziała, że mogłaby przyjść na jedną z naszych sesji ze swoim aparatem do fotografowania aury i porobić zdjęcia wszystkich uczestników jak i samego procesu. Brzmiało to bardzo fajnie, więc się zgodziłam. Okazała się to być ta sama sesja, w której zamierzała wziąć udział Pam.

Wczesnym wieczorem tego dnia, kiedy miała odbyć się sesja, Lilly przyszła przed czasem, żeby wnieść i ustawić swój sprzęt. Podczas kiedy Lilly go ustawiała, sprawdziłam sprzęt w całości i stwierdziłam, że jest całkiem prosty - coś w rodzaju zwykłego Polaroidu umieszczonego na statywie. Prawda jest taka, że te aparaty w istocie nie fotografują aury. Tak zwane zdjęcia aury powstają w wyniku fotomontażu, tworzącego złudzenie aury. W aparatcie jest źródło światła, które naświetla film bazując na zmierzonej oporności elektrycznej skóry. Dlatego właśnie byłam tak zdumiona "zdjęciami aury" przedstawiającymi mnie i tablicę, które wyszły zupełnie niezgodnie z "zasadami", jak takie urządzenie powinno działać. Nie ma absolutnie żadnego wyjaśnienia, dlaczego zniknęłam z tych fotografii i, z tego, co mi wiadomo, bez precedensu jest również obecność świetlistego kształtu na tablicy.

Sandy przybyła późno i weszła w czasie, kiedy byliśmy w trakcie sesji fotograficznej. Była bardzo cicha i wkrótce zaczęła narzekać na ból głowy, odmawiając udziału w fotografowaniu aury.

Wkrótce skończyliśmy robić zdjęcia i Lilly nagle oświadczyła, że chociaż za same fotografie nie oczekuje zapłaty, to chciałaby, żebym zapłaciła jej za jej "usługi". Wymieniła zawyżone kwoty, które, jak twierdziła, dostawała za swoją pracę, wspomniała też o specjalnym "dodatku" za przyniesienie sprzętu. Rzecz jasna, byłam trochę zaskoczona tym nieczystym handlowym zagraniem-podpuchą, ale nie chcąc wszczynać na ten temat dyskusji, postanowiłam, że po prostu zapłacę za wszystkich uczestników, ponieważ to ja powiedziałam im, że Lilly przynosi aparat w ramach wymiany, a oni wszyscy uczestniczyli w sesji wierząc, że nie poniosą żadnych dodatkowych kosztów. Niemniej jednak członkowie grupy, widząc co się dzieje, przyszli mi z pomocą i zapłacili za swoje zdjęcia. Ostatecznie, zdjęcie mojej aury i fotografia tablicy wyszły dość drogo: 175 dolarów za sztukę!

Po tym, co można by nazwać "oskubaniem" moich gości, Lilly odmówiła pozostania na resztę sesji. Zastanowiło mnie to, bo wcześniej wspomniała coś o tym, że zamierzała zadać konkretne pytania. Jednak spakowała swój sprzęt i wyszła.

Po wyjściu Lilly, wznowiliśmy naszą sesję. Pam była zainteresowana paroma kwestiami związanymi ze zdrowiem, więc nic szczególnie znaczącego dalej nie nastąpiło.

Następnego dnia Lilly zadzwoniła do mnie i po chwili owijania w bawełnę powiedziała: "Mam pytanie, które po prostu muszę ci zadać. Gdzie poznałaś Sandy? Jak dobrze ją znasz?"

Byłam trochę zaskoczona tym pytaniem i oczywiście wciąż nieco wkurzona jej zachowaniem poprzedniej nocy, ale odpowiedziałam, że znam Sandy z grupy Reiki i że po moim wypadku od prawie roku jest jednym z moich terapeutów.

"Czy jesteście powiązani z tym zgromadzeniem czarownic z Hernando County?" - zapytała Lilly.

"Co?!" - osłupiałam. "Jakie zgromadzenie? Masz na myśli Wiccę, czy coś w tym rodzaju? Absolutnie nie! Nie mam nic wspólnego z tymi bredniami! Na jakiej na Boga podstawie tak pomyślałaś?!"

Lilly wytłumaczyła, że rozpoznała Sandy i WIE, że JEST ona związana z jakąś grupą, która praktykuje rytualną magię.

Byłam kompletnie zaskoczona, ale i trochę zła. Jak ona w ogóle śmiała mówić takie rzeczy o Sandy!

Chciałam jednak zrozumieć, dlaczego ta kobieta tak po prostu do mnie zadzwoniła mówiąc, że członkini grupy tak zżytej jak nasza, uczestniczy jednocześnie w jakimś kultycznym zgromadzeniu.

Lilly opowiedziała historię o tym, jak była razem z Sandy na jakimś kursie uzdrawiania. Kiedy kurs się skończył, wszyscy uczestnicy pojechali na wycieczkę na półwysep Jukatan, aby zwiedzić tam ruiny budowli Majów. Jak przez mgłę pamiętałam, że parę lat wcześniej Sandy była nieobecna na zajęciach Reiki, a po powrocie opowiedziała o swojej podróży na Jukatan. Wiedziałam więc, że Lilly musiała coś wiedzieć, skoro wycieczka była faktem.

Lilly mówiła dalej. Jak się okazało, w czasie rejsu dzieliła z Sandy kabinę, a na czas zwiedzania została przydzielona do niej w ramach ich "kumpelskiego systemu wzajemnej pomocy". Opowiedziała dokładnie, jak Sandy próbowała "nawrócić" niektórych z członków kursu na parę idei tego kultu czy zgromadzenia mówiąc, że są oni w stanie "naprawdę osiągać rezultaty" w swoich rytuałach itd. Spróbowała też zaprosić Lilly, ale ta odmówiła przeczuwając, że to coś podejrzanego.

Przytoczyła trochę dodatkowych szczegółów i od tego co mówiła, robiło mi się coraz gorzej. Uświadomiłam sobie wtedy, że tłumaczy to wiele dziwnych nieobecności i dziwnych zachowań Sandy, które po prostu "zmiatałam pod dywan". Tłumaczyło to również jej milczenie poprzedniego wieczoru, kiedy była tam Lilly - i może nawet przyczynę, dla której nie chciała mieć zrobionego zdjęcia aury.

Byłam kompletnie zdruzgotana. Nie sądziłam, że Sandy może prowadzić takie "sekretne życie"! Jednak Lilly przytoczyła pewne szczegóły na jej temat, o których prawdziwości WIEDZIAŁAM! Wszystkie brakujące kawałki układanki na temat Sandy trafiły na swoje miejsce. Mój umysł łaknął odpowiedzi. Wiedziałam, ze Sandy została zaadoptowana przez bogatą starszą parę o wysokiej pozycji w swojej społeczności w tym samym rejonie kraju, w którym rozgrywała się akcja opowieści o Elaine, ale to było ZBYT szalone! Wiedziałam też, że Sandy należała w młodości wiele przez wiele lat do gangu motocyklistów. Frank i ja dyskutowaliśmy nawet o tym, jak wielkiego musiała doznać objawienia, żeby wycofać się z takiego życia i wybrać się na studia metafizyczne i masażu terapeutycznego. Z tego co nam powiedziała wiedzieliśmy, że jej przeszłość zawierała pewne bardzo mroczne wydarzenia. Kiedyś Frank zrobił jej małe przesłuchanie, a ona przyznała się do bycia zamieszaną w ukrywanie morderstwa, jednak jasno stwierdziła, że nie brała w tym morderstwie udziału. Ale miała ona tak miękkie serce w stosunku do zwierząt i odmawiała nawet zabijania karaluchów, że byłam przekonana o jej dobrych intencjach i jakikolwiek powód zmusił ją do odejścia z domu i zamieszania ze znanymi kryminalistami, to musiała być strasznie wykorzystywana. Czułam do niej wyłącznie sympatię.

Wytłumaczyłam więc Lilly, że nawet jeśli się to parę lat temu wydarzyło, to teraz Sandy jest całkowicie odmienionym człowiekiem. Nie ma takiej możliwości, żeby jednej nocy uczestniczyła w czymś takim, a następnej nocy brała udział w naszych sesjach. I była mi tak oddana pomagając mi wyzdrowieć po wypadku, że po prostu nie mogłam uwierzyć, że była powiązana z tymi ludźmi.

Następnie powiedziałam Lilly o członkach kościoła metafizycznego i o wszystkim, co w związku z nim wyszło na jaw, i że Sandy wie to wszystko i zdecydowanie NIE jest już z tymi ludźmi związana.

Moje zapewnienia uspokoiły Lilly i zapytała, czy może w przyszłości wziąć udział w sesji. Miała parę bardzo konkretnych spraw do wyjaśnienia, wliczając w to wiele dziwnych rzeczy, które się jej przydarzały. Twierdziła, że żyje w bardzo złym małżeństwie, jej syn był w szpitalu z powodu mało groźnej choroby, ale niemalże został zabity przez anestezjologa, i że ostatnio poznała mężczyznę, który wydaje się być jej pokrewną duszą, i że desperacko chce dowiedzieć się, co ma robić. Jak powiedziała, zdarzały się jej z tym mężczyzną przeróżnie "synchroniczności", a jako że ja właśnie przerobiłam ten scenariusz, próbowałam ją ostrzec, że może to być zarówno ostrzeżenie, jak i znak, że zmierza w dobrym kierunku.

Nie ufałam jej, ponieważ dopiero co zademonstrowała, jak niekonsekwentna jest w tym, co mówi. Niemniej jednak, wbrew przekonaniu, że nie jest to najlepsze rozwiązanie, w końcu się zgodziłam. Wtedy zapytała, czy może przyjść na sesję z przyjacielem! Pomyślałam, że jej arogancja nie zna granic, ale zaczęłam ją w myślach usprawiedliwiać, że może po prostu została wychowana w rodzinie, gdzie nie uczono dobrych manier. I - zgodnie z moim sposobem myślenia - tylko dlatego, że ktoś nie wie, jak zachowywać się w społeczeństwie w zgodzie z obowiązującą etykietą, nie obniża to jego wartości jako człowieka. W ten sposób zignorowałam kolejne ostrzeżenie.

W każdym razie Lilly przyszła na następną sesję i była to jedna z najdziwniejszych sesji, jakie kiedykolwiek przeprowadziliśmy. (Nie mam pojęcia, czemu KAŻDĄ z nich opisuję jako "najdziwniejszą". Cała ta sprawa jest bardzo, ale to bardzo dziwaczna!) Tak czy owak, jest to idealny przykład na to, o czym tu mówimy.

11 stycznia 1997

P: (L) Tego wieczoru jest z nami Lilly no i zwykła załoga. V jest nieobecna, odwiedzili ją rodzice. Omawialiśmy wspólnie.
O: Może omawialiście przepowiednię?
P: Nie, nie omawialiśmy przepowiedni. (T) Ej, a może oni chcą, żebyśmy przedyskutowali przepowiednię...
O: Pewnie, czemu nie?
P: (T) Skoro już o tym wspomnieli. dajcie nam temat przepowiedni jako punkt, od którego powinniśmy zacząć...
O: Cóż, wiecie, to jest ważne. Jest z wami tej nocy ktoś, kto został poważnie oszukany, kontrolowany i zaprogramowany. W śmiertelnym, śmiertelnym niebezpieczeństwie. Kolejna osoba, która usiłowała nawiązać kontakt. tak samo. Musi zmienić natychmiast!!!
P: (L) Zmienić co?
O: Kierunki
P: (L) Zmienić kierunki w czym?
O: Studia, sytuacje życiowe, itd.. Jest to ktoś, kto został rozpoznany jako mający wielki potencjał na ostateczną zmianę w STO 4-tej gęstości na bardzo wczesnym etapie, dlatego też został wtedy przeprowadzony atak, powoli i stopniowo nasilając się, a ostatecznym celem jest całkowita eliminacja. Niestety, cel ten jest na granicy realizacji.
P: (T) Czy jest w to zamieszany ten mężczyzna, którego właśnie poznała i o którego pyta?
O: Nie! Ważne jest to, że podmiot został zaprogramowany tak, żeby życie zaprowadziło go do "otwarcia niewłaściwych drzwi". I kiedy już to wyjdzie na jaw z jedną z tych namierzonych osób, to jeśli takie osoby nie otrzymają pomocy, albo co ważniejsze - nie posłuchają wskazówek - zostaną zniszczone w ramach wielkiego planu.

[Zatrzymaliśmy się w tym miejscu, żeby podyskutować o mężu Lilly, o kwestii współmałżonków, którzy mogą zostać wybrani na partnerów z powodu podczepionych bytów, oraz o bliskich związkach, w tym z dziećmi, które mogą drenować energię, być wykorzystane jako narzędzia ataku, i tak dalej. Pomijam tę część dyskusji w związku z jej osobistą naturą.]

P: Czy chodzi o to, o czym rozmawiamy?
O: Blisko. To nie są jedyne zagrożenia. Zapytałaś o "gościa". Więc, co z tym?? I co z chorobą twojego syna? Co z kobietą z naprzeciwka? Co z W___ i jej synem? I co z możliwym powiązaniem między nim a twoim mężem? I co, jeśli twój mąż pracował dla "tajnego rządu"? I co z twoim ojcem i tym, dla kogo pracował? Co to wszystko oznacza?

[Rozmowa na temat ojca Lilly i jego roli w wojsku.]

P: (Terry) Coś jeszcze do Lilly?
O: Tylko jeśli zapyta.

Jednak Lilly nie chciała więcej pytać. Było całkiem jasne, że tak jak Candy, była ona wysoce oburzona faktem, że Kasjopeanie śmieli sugerować, że jej "duchowość", jej kokon z miłości i światła, był niewystarczającą ochroną. Nic to, że twierdziła, iż jej syn prawie zmarł, jej mąż, który według niej był "wyszkolonym rządowym zabójcą", dopiero co wpadł w furię, przyjechał do domu, wyciągnął broń i zagroził, że ją zabiję, jej córka została aresztowana za kradzież w sklepie, i że jest wabiona przez nieznajomego, którego dopiero co poznała na jednym z kursów i którego głównym celem wydawało się być znalezienie się z nią sam na sam w niewiadomych celach, ale który raczej nie był jej życzliwy! Lilly nie chciała poznać symbolicznej natury Wszechświata i tego, jak zdarzenia w naszym życiu są lustrem tego, co dzieje się wewnątrz nas. W istocie była kolejnym przypadkiem samozwańczej "nauczycielki" New Age, głoszącej tę nową religię, że "to ty kreujesz swoją własną rzeczywistość", która nie potrafi zademonstrować poprzez jakikolwiek aspekt swojego życia, że idzie drogą, o której opowiada.

To byłoby wszystko, gdyby nie następne wydarzenie z udziałem Lilly. Zadzwoniła wcześnie rano tuż po ostatniej sesji. Była spanikowana i prawie na skraju załamania. Twierdziła, że miała straszny koszmar, w którym została zgwałcona przez jaszczurzą istotę. Już samo to było wystarczająco przykre, lecz naprawdę pogrążyło ją w rozpaczy to, że po przebudzeniu całe ciało miała pokryte pręgami jak po uderzeniach oraz wysypką, zupełnie jakby miała kontakt z silnym alergenem. W śnie, jak powiedziała, Gadzi stwór ugryzł ją w splot słoneczny, mówiąc przy tym, że to "ugryzienie miłości", dzięki któremu go zapamięta. Kiedy po przebudzeniu się spojrzała na to miejsce, były tam zadrapania dokładnie odpowiadające zębom, jakie pamiętała ze snu. Miała też inne "oznakowania", na nodze, dodane do długiej serii tych, które pojawiły się w różnych momentach jej życia, oraz porozmieszczane nacałym ciele inne ślady i zadrapania.

Byłam bardzo sceptyczna. Pomyślałam, że ta kobieta po prostu wpadła w histerię i może zrobiła sobie coś dla zwrocenia na siebie uwagi. W końcu, jak wynikało z jej opisu, tkwiła w strasznym małżeństwie, mogła być molestowana w dzieciństwie i miała cały szereg problemów, które tylko czekały aby wybuchnąć w jej życiu. Jej wizerunek publiczny to jedna sprawa, natomiast jej prywatne życie było wiszącą na włosku katastrofą! Niczym niezwykłym dla kobiety w jej sytuacji byłoby świadome sprokurowanie takiego wydarzenia, żeby przyciągnąć uwagę, stworzyć dramat i podekscytowanie albo wykorzystać to jako podstawę, na której mogłaby ściągnąć kłopoty na otaczających ją ludzi. Pomyślałam, że jest to "rozpaczliwe wołanie o pomoc".

Pomyślałam też, że jeśli to wszystko zmyśliła albo dramatyzuje, to będę w stanie to stopniowo wychwycić, a ona będzie mogła spojrzeć na swoje życie w bardziej rzeczywistych kategoriach. Trochę nie na rękę mi było zajmowanie się nią w tym momencie, ale była zdesperowana i wciąż nalegała twierdząc, że potrzebuje pomocy TERAZ. Nie miała pieniędzy, żeby zapłacić za hipnozę, ale nigdy nie stanowiło to dla mnie czynnika decydującego o tym, z kim godzę się pracować, więc chociaż miałam mało czasu, zdecydowałam się dostosować swój plan pracy do tych gwałtownych wydarzeń w jej życiu. Kiedy przyszła, najpierw zrobiłam jej parę zdjęć, ponieważ chciała dowodu, że nie zmyśla. Z tuzina albo i więcej zdjęć, zamieszczone tutaj są jedynymi, które naprawdę pokazują coś sensownego - zakładając, że nie była to histeryczna nadpobudliwa reakcja na koszmar ani służąca zwróceniu na siebie uwagi sztuczka sfrustrowanej gospodyni domowej złapanej w potrzask nieszczęśliwego małżeństwa.

Zdjęcie po lewej pokazuje zadrapania, które zdaniem Lilly zostały zrobione przez zębami Jaszczura jego zębami, po tym jak ją zgwałcił - coś w rodzaju "prezentu pożegnalnego", jak powiedziała. Ślady te mogły z łatwością być zrobione własnoręcznie przez Lilly, na wiele różnych sposobów. Zwróćcie również uwagę na wysypkę na całym brzuchu. Najgorsza była zwłaszcza niżej, w okolicach pachwiny.

 

 

Tutaj wskazuję jedną z licznych niewielkich, półokrągłych ciętych ranek, widniejących na rękach, za które zdaniem Lilly trzymały ją Jaszczurze istoty.

 

 

Na zdjęciu po prawej widoczna jest "nowa" rana na wewnętrznej stronie ramienia oraz cała seria zachodzących na siebie blizn po podobnych ranach, które Lilly miała od długiego już czasu. Niejasno się wypowiadała na temat tego, kiedy pojawiła się pierwsza z nich, czy którakolwiek z następnych. Po zbadaniu ich doszłam do wniosku, że były podobne do blizn pozostałych po nieuważnym goleniu. Jeśli obszar, który łatwo zadrapać, jest podrażniany raz po raz, to skutkuje to wieloma bliznami. Wyraźnie jednak to ostatnie zadrapanie NIE było blizną po goleniu. Wydawało się dość głębokie i zaczynało się "zasklepiać", co byłoby naturalne dla zranienia powstałego kilka godzin wcześniej.

 

Tuż po zrobieniu zdjęć, siadłyśmy do hipnozy, o którą prosiła. Lilly wydawała się nie być w stanie wyjaśnić, co ją spotkało, i ja również nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Nigdy nie słyszałam o jaszczurzej istocie gwałcącej kogokolwiek. Tak naprawdę, niewiele wiedziałam o "Jaszczurzych obcych" ponad to, co powiedzieli o nich Kasjopeanie i co nie skłaniało mnie raczej do myślenia, że mają oni w zwyczaju nagminnie gwałcić kobiety. W jaki sposób istota z wyższej gęstości, która jest poniekąd z definicji efemeryczna, może mieć fizyczną formę potrzebną do przeprowadzenia gwałtu? Jednakże Lilly bardzo szybko oddychała, miała palpitacje, które ją przerażały, i za każdym razem gdy próbowała mówić o tym wydarzeniu, zaczynała się trząść bez kontroli tak, że jej zęby głośno szczękały. Z pewnością były to poważne objawy stresu pourazowego.

Trochę mi zajęło opanowanie jej przerażenia, uspokojenie jej i - ostatecznie - zahipnotyzowanie. Jak się okazało, była wspaniałym obiektem do hipnozy. Jak już weszła w ten stan, to GŁĘBOKO. Po przygotowaniu bezpiecznego miejsca do obejrzenia wydarzenia, poprosiłam Lilly o opisanie, co się stało tamtej nocy.

Jak się okazało, po kłótni z mężem Lilly zdecydowała się spać na sofie w pokoju dziennym. Zasnęła natychmiast, jakby pod wpływem leków nasennych. Następną rzeczą, której była świadoma, było jakieś "zakłócenie", jakby hałas albo nagły wstrząs. Była świadoma, ale sparaliżowana. Widziała poświatę w rogu pokoju i zobaczyła lśniący "otwór" na suficie. Ten otwór migoczącego światła zaczął się rozszerzać w kolumnę, aż zaczął przypominać snop światła spływający z sufitu do podłogi. W czasie gdy na to patrzyła, bez powodzenia walczyła z paraliżem i serce zaczęło bić jej tak mocno, że myślała, iż krew tryśnie jej z uszu.

Światło zaczęło się mienić iskrami - jak wirujące pyłki kurzu w świetle słońca - i te iskierki zaczęły przybierać kształt jakiejś postaci. Zdecydowanie była to postać jak z koszmaru! - wielki, umięśniony Jaszczur, do którego dołączyli wkrótce dwaj inni. Lilly była zbyt zestresowana by ich dokładne ich opisać, ale wspomniała, że mieli łuski, szpony i usta jak u ryb.

Istoty nie odezwały się do niej, ale po prostu podeszły i jedna z nich chwyciła ją za ramiona, a druga za nogi, tak żeby ustawić ją w odpowiedniej pozycji dla trzeciej, która nagle pochyliła się nad nią i zaczęła kopulować.

W tym momencie kazałam jej się zatrzymać i spróbowałam podnieść ją na duchu. Chciałam usłyszeć określone detale, które mogłyby dać mi rozeznanie, czy Lilly tego wszystkiego nie zmyśla.

P: Kiedy te istoty weszły do twojego pokoju, były ubrane?
O: Nie sadzę.
P: Kiedy ta istota pojawiła się w pokoju, czy zauważyłaś jej genitalia?
O: Nie. Nie miała żadnych.
P: Jeśli nie miała genitaliów, to jak uprawiała z tobą seks?
O: To było dziwne.hmm. on ukląkł nade mną i to jakby wysunęło się z jego ciała. Jakby ze szpary.
P: Zanim zaczął kopulację, kiedy tylko wysunęły się jego genitalia, czy miałaś szansę zobaczyć, jak wyglądają?
O: To dziwne... widzę, że jest spiczaste, ostro zakończone... wiesz, jak ogon diabła w kreskówce.
P: Bardzo ostre i spiczaste? Czy to bolało? A: To parzyło. To było tak zimne, że mnie parzyło.
O: Czy w którymkolwiek momencie miałaś uczucie, że ta istota gwałciła cię, ponieważ jakoś szczególnie cię pożądała? Czy była tobą zainteresowana albo sprawiała wrażenie ci życzliwej?
O: Nie. To kolejna śmieszna rzecz. Mówiła mi jakby telepatycznie, że "zmienia program". Nie wiem, co to oznacza, ale to ma coś wspólnego z moim DNA.

To była dziwna uwaga. Jej DNA zostało zmienione przez ten akt gwałtu? Zapamiętajcie tę myśl, bo powrócimy do niej w następnej części.

Kiedy składałam to wszystko w całość i przeglądałam starszy materiał, starałam się jak najwięcej z tego potwierdzić albo wytłumaczyć. W tym konkretnym przypadku, poza zdjęciami podmiotu [hipnozy], które oczywiście pokazywały, że coś się działo, choć nie da się powiedzieć, co, jedyne co Lilly powiedziała, a co mogłoby się jakoś przydać do uwiarygodnienia jej historii, był opis jaszczurzych genitaliów. Bez tego jej opowieść podpada pod kategorię dzikich fantazji jeszcze jednego zwolennika New Age, który - w reakcji na nieszczęśliwe małżeństwo i sprzeczkę z mężem - za bardzo oddał się imaginacji. Czy była to konfabulacja, czy też faktycznie coś sie jej przytrafiło?

Próbowałam znaleźć w Internecie inny przypadek kontaktu reptoidów z ludźmi, w którym byłyby opisane genitalia, jednak zupełnie się to nie udało. Może nikt inny nie zadał tego pytania.

Najpierw pomyślałam o genitaliach węża, gdyż reptoidy są znane również jako "wężowa rasa". Jednak przypomniałam sobie, że Kasjopeanie opisali ich jako "wyprostowane aligatory". Pomyślałam więc, że powinnam poszukać zdjęć genitaliów aligatora, żeby porównać je z opisem Lilly. Domyślałam się, że zawsze jest szansa, że Lilly zobaczyła takie zdjęcie w jakiejś książce i opisała to, co zapamiętała. Jeśli tak, to mogłam po prostu pójść do biblioteki i sama to sprawdzić.

Niestety, nic z tego. Żadna książka w bibliotece nie miała zdjęcia genitaliów aligatora. Ani nawet węża! A w księgarni?

Nie. W Booksamillon niczego takiego nie było.

Może w Internecie?

Spędziliśmy z Arkiem prawie cały dzień na próbach odnalezienia fotografii genitaliów aligatora, żebym mogła przekonać się, czy Lilly opisała je właściwie.

Nic.

W końcu Ark, korzystając ze swojego statusu profesora uniwersytetu, napisał do profesora herpetologii czy czegoś w tym stylu i poprosił o udostępnienie fotografii genitaliów aligatora do mojego artykułu.

Tak więc takie zdjęcie ISTNIEJE, ale nie jest powszechnie dostępne. Jest tylko dla specjalistów. Jednak skoro dociekliwe umysły chcą wiedzieć, oto ono. Sami osądźcie.

Obrazek po prawej przedstawia genitalia samca aligatora wysunięte z otworu, w którym się skrywają, kiedy nie są "w użyciu". Duże białe kuliste części przy podstawie organu to mięśnie używane do wyprostowania organu na zewnątrz ciała.

 

Fala Rozdział 20

Fala Indeks


Właściciele oraz wydawcy niniejszych stron pragną oświadczyć, że materiał tu prezentowany jest wynikiem ich badań i eksperymentu w Komunikacji Nadświetlnej. Zapraszamy czytelnika by przyłączył się do naszego poszukiwania Prawdy poprzez czytanie z otwartym, ale sceptycznym umysłem. Nie zachęcamy tu do "dewotyzmu" ani też do "Prawdziwej Wiary". Zachęcamy STANOWCZO do poszukiwania Wiedzy oraz świadomości we wszystkich obszarach działania jako najlepszego sposobu, by być w stanie odróżnić kłamstwa od prawdy. Jedno co możemy powiedzieć czytelnikowi: pracujemy bardzo ciężko, wiele godzin na dobę, i czynimy tak od wielu lat, by odkryć "sedno" naszej egzystencji na Ziemi. Jest to nasze zajęcie, nasze poszukiwanie, nasza praca. W sposób ciągły szukamy potwierdzenia oraz/lub pogłębiamy zrozumienie tego, co uważamy albo za możliwe, albo za prawdopodobne lub za jedno i drugie. Czynimy tak ze szczerą nadzieją, że ludzkość jako całość skorzysta z naszej pracy, jeśli nie teraz , to przynajmniej w jakimś punkcie w jednej z naszych prawdopodobnych przyszłości.

Skontaktuj się z administratorem serwera pod adresem cassiopaea.com
Prawa Autorskie (c) 1997-2005 Arkadiusz Jadczyk oraz Laura Knight-Jadczyk. Wszystkie prawa zastrzeżone. "Cassiopaea, Cassiopaean, Cassiopaeans," są zastrzeżonym znakiem handlowym Arkadiusza Jadczyka oraz Laury Knight-Jadczyk.
Listy adresowane do Kasjopei, szkoły QFS, Arkadiusza lub Laury, stają się własnością Arkadiusza Jadczyka i Laury Knight-Jadczyk
Wtórne publikacje oraz wtórne rozpowszechnianie zawartości niniejszego ekranu lub dowolnej części niniejszej witryny w dowolnej formie jest stanowczo zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autorów.

Jesteś gościem o numerze .